Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

pisarstwo · 7 min czytania

ja i pies z kulawą nogą

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pięć lat temu moja wiara była silniejsza od rzeczywistości i prawie nigdy nie okazywała się pogaństwem. Podążając za prawdą napotkałam na człowieka. Był to M. Podczas pierwszego spotkania błądziłam słowami po sformułowaniach pierwotnych, przypisując im znaczenia pozytywne i za moment te zupełnie sprzeczne. Nawet orientacji seksualnej do końca nie miałam określonej. Spoglądałam to na przystojnych mężczyzn, to za chwilę natrętnie patrzyłam na zgrabne nogi kobiet. M. bawił się moją bezosobowością. Opowiadał o badaniach mózgu, programowaniu neurolingwistycznym, o znaczeniu pozytywnego myślenia. Był przykładem prawdy nie objawionej. Już na pierwszym spotkaniu mówiłam o sobie rozbierając swoje tajemnice z symboli. Moje uczucia powoli nabrzmiewały jak ciało nagiej kobiety dotykanej tak jak ona lubi....... Potem M odprowadził mnie na przystanek. Tramwaj przyjechał za szybko, zdążyliśmy tylko wymienić numery telefonów. Wsiadłam. Nie do tego co powinnam, ale tak chciałam. Mój dom był wszędzie, tak jak wszystkie znaczenia danych wyrazów uznawałam za właściwe. Byłam wszystkim i wszystko było mną, i tak samo byłam niczym i nic do mnie nie należało. M. zadzwonił. Oswajanie było dla mnie uciążliwe, jak grzech nie rozgrzeszony, powoli jednak pochłaniało mnie całą, bez reszty. Fascynowało mnie zdobywanie coraz to nowych zakamarków jego mózgu. Chciałam kipieć uczuciami i wiedzą nie objawioną. On pragnął znacznie więcej. Obcowaliśmy ze sobą jak on chciał. Był starszy, a ja potrzebowałam go coraz bardziej. I tak uczucia i myśli zaczęliśmy zamykać w fortecy naszych ciał. Trwaliśmy w ukryciu przed wszystkimi i czułam się bezpieczna. Któregoś dnia niespodziewanie obok mnie siadła samotność. Pomyślałam o najgorszym, a myśli same zaczęły tworzyć rzeczywistość. M odszedł. Zabolało i osądziłam go. Tak po swojemu, dla siebie, dla świętego spokoju. Potem ubrana w poczucie przegranej, siadałam nocą na parapecie i po stopniach swoich myśli udawałam się do białego domu. Mojego Raju. Odwiedzałam tam Nieobecnego już Człowieka. Siadałam na nieistniejących kolanach. Nie widziałam Go, ale czułam jak bije od Niego moja siła. Powoli znów oddawałam Mu pełną władzę nad moją duszą i ciałem. Chciałam tego. Dla człowieka Raj musi być nie do zniesienia – pomyślałam - świadomość istnienia grzechu pomaga znieść wyrzuty sumienia. Zabrałam Go więc na ziemię. Często opowiadałam Mu o pogodzie, o koleżance mądrej i o tej zupełnie głupiej. Wreszcie zapomniałam o Nim i zaczęłam mówić do siebie. Obserwując siebie zauważyłam jak obcowanie z samą sobą staje się niebezpieczne. Poczułam się samotna. Postanowiłam stworzyć siebie na nowo.

Stałam się człowiekiem wymyślonym. Z książki telefonicznej wybrałam nowe imię i nazwisko. Znalazłam: Agata Nowak. Nazwisko trochę zbyt pospolite. Zamieniłam na Nowakówna. Pozostałam więc Agatą Nowakówną. Rysy twarzy zatuszowałam grubym pudrem. Stworzyłam swój nowy wizerunek. Chciałam by był kiczowaty, niemodny. Tylko mój pies z kulawą nogą pozostał ten sam. Dni ukryte we wczoraj. Wreszcie czułam się bezpiecznie. W niemodnym ciele zaczęłam zachowywać się bezkarnie. Wczoraj nie podlega osądom, więc rozgrzeszałam…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%