Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 18 min czytania

Ja, Julka i spółka. cz I.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ja, Julka i spółka

- Ja się już dawno na niej poznałam! Głupia wywłoka. – Jula przerwała piłowanie paznokci i dżgnęła pilniczkiem w moją stronę. – A ty jej zawsze broniłaś! - Wcale jej nie broniłam! Mówiłam tylko, żebyś nie zawracała sobie głowy, bo nie warto. - Nie warto?! Powinnam jej powiedzieć do słuchu dawno temu, dzisiaj nie miałybyśmy problemu. - Przecież jej powiedziałaś i to jest chyba przyczyną wszystkiego. Poza tym to tylko ja mam problem. - No wiesz! – popatrzyła na mnie z wyrzutem – Jak ty masz problem, to chyba ja też. Oczywiste! – znowu zaczęła piłować paznokcie. Robiła to z taką energią, że zaczęłam się zastanawiać czy będzie miała co malować. Długo nie wytrzymała w milczeniu. -A słyszałaś ten jej głupawy tekst? Tomek, nauczyłbyś mnie wsadzać piłkę do kosza?- głos Juli ociekał przesadzoną słodyczą – Głupia blondynka! Niech sobie wsadzi tę piłkę w… wiadomo gdzie! - Przecież to ty jesteś blondynką a ona szatynką i to jeszcze przefarbowaną na rudo.- odezwałam się zaskoczona. -Ale ona ma duszę i mózg przysłowiowej blondyny! - Nie przesadzaj. Jest cwana i uczy się nieżle .- starałam się być sprawiedliwa choc przychodziło mi to z trudnością. -Bo oczarowała szanowne grono. No, może poza biologicą. Ta się zna na ludziach. - Aha, pewnie dlatego tobie postawiła bardzo dobry na półrocze.- zakpiłam- Dobra, wiem, że zasłużyłaś.- dodałam szybko, zgromiona kosym spojrzeniem przyjaciółki. Z pełną świadomością nazywam Julę przyjaciółką. Mam dziewiętnaście lat, więc już trochę wiem o przyjażni. Wiem na przykład, że stary slogan –liczy się jakość a nie ilość- w tym przypadku jest bardzo mądrą maksymą. Ja przyjaciółkę miałam tak naprawdę tylko jedną. Kiedyś była jeszcze Marta, ale trzy lata temu wyjechała do Norwegii i zostałyśmy korespondencyjnymi przyjaciółkami, co miało się nijak do poprzednich kontaktów. Właściwie była już tylko dobrą znajomą. Ludzi, których zaliczałam do tej kategorii, znałam przynajmniej kilkunastu. Nastepną grupę stanowili zwykli koledzy i koleżanki. I do tej właśnie grupy zaliczyłabym Sylwię, która wywołała takie emocje u Julki i której Julka jakoś nie lubiła. Ja, uczciwie mówiąc, podziwiałam Sylwię, a jeszcze uczciwiej mówiąc, po prostu jej zazdrościłam. Potrafiła rozmawiać z każdym, nigdy nie dawała się zagadać. Nawet z nauczycielami dyskutowała zawzięcie. Zakładała plastikowe klipsy nie martwiąc się tym, co powiedzą inni. Pierwsza przyszła do szkoły w ręcznie robionym różowo-czerwonym szaliku. Nikt jej nie skrytykował, że festyniarsko połączyła kolory, przeciwnie, po pewnym czasie większość dziewczyn miała takie szaliki. Zdawało się, że nic nie jest w stanie pozbawić jej pewności siebie i tego jej właśnie zazdrościłam. Byłam świadoma także jej wad, co nie przeszkadzało mi podziwiać jej w pewnych sytuacjach. Chociażby historia sprzed kilku miesięcy… Po wielu wahaniach, zachęcana przez rodziców i dentystę, zdecydowałam się na założenie aparatu, który po pół roku miał mi zapewnić równe zęby i uśmiech gwiazdy. Wszyscy mówili o korzyściach. Sama zresztą zdawałam sobie z nich sprawę. Kiedy jednak otwierałam usta widziałam obrzydliwy drut, który sprawiał, ze czułam się jak narzeczona Frankensteina. Najłagodniej mówiąc, drucik nie dodawał mi uroku i najbliższe pół roku wydawało mi się wiecznością. -Wcale go nie widać.-Julka przy pierwszym spotkaniu pocieszała mnie jak mogła. -Tak, zwłaszcza jak mam zamknięte uszta! -Naprawdę! Gdybym wcześniej nie wiedziała, to bym nic nie zauważyła. -Jula, muszisz iszcz do okuliszty.- na to już nic nie powiedziała a ja tylko pokiwałam głową z rezygnacją, bo dzięki aparatowi zyskałam kolejną ujmującą cechę-zaczęłam seplenić. Wierna przyjaciółka poklepała mnie serdecznie po ramieniu, co miało oznaczać, że będzie mnie wspierać przez najbliższe miesiące. Podjęłam jedyną słuszną w tej sytuacji decyzję, przestałam się uśmiechać. W skrajnych przypadkach, kiedy sytuacja mnie przerastała i po prostu musiałam się śmiać, łapałam, co tam było pod ręką i zasłaniałam twarz. Starałam się też nie odzywać w towarzystwie osób postronnych, co niestety odbiło się na moich ocenach, bo odpowiedzi ograniczałam do minimum Mniej więcej po miesiącu moich męczarni na aparat zdecydowała się też Sylwia. I co? Uśmiechała się jak dawniej. Mało! Ozdobiła swój aparat kolorowymi kamyczkami, przez co jeszcze bardziej rzucał się w oczy. Ale jej właśnie o to chodziło. - Prawda, ze turkusowy podkreśla kolor moich ocu? Nosenie aparatu nie jest takie złe.- ją także dopadła czasowa wada wymowy - W ogóle mi nie psezkadza! Bez problemu mogę jeść i mówić. Robert, na fizyce usiądę koło ciebie,dobra? Sprawdzę cy dobze zrobiłam zadanie.- paplała jak najęta, nic nie robiąc sobie z własnego seplenienia. A ja milczałam dalej. Przez najbliższe miesiące obserwowałam i podziwiałam rozgadaną, uśmiechniętą Sylwię. Ja nie potrafiłam być taka jak ona. Na szczęście czas mija. Dwa tygodnie temu zdjęli mi to świństwo i mogłam zacząć egzystować w miarę normalnie. Czas był najwyższy. Zbliżała się studniówka. Nie miałam chłopaka, Jula zresztą też nie. Doszłyśmy jednak do wniosku, że trzeba się postarać o jakieś męskie towarzystwo, bo większość ludzi z klasy zgłosiła osoby towarzyszące. Nie chciałyśmy odstawać od ogółu. Julka szybko przeszła do czynów. Już po kilku dniach poinformowała mnie, że zaprosiła swojego sąsiada, Marka. -A ty zaprosiłaś kogoś? Pokręciłam przecząco głową. -Jeszcze nie?! -Zadzwonię dzisiaj do kuzyna. Myślę, że się zgodzi. -Kobieto, szybciej działaj, bo czas cię goni. Dwa tygodnie temu zamówiłaś sobie wizytę u fryzjera a partnera do tańca zostawiasz na ostatnia chwilę? -Bo pan Wojtek jest tylko jeden i ma wiecznie zapchane terminy.-zaczęłam się usprawiedliwiać. Julka machnęła ręką i pokiwała głową z dezaprobatą. Okazało się jednak, że nie tylko mój fryzjer jest zajętym człowiekiem. Kuzyn szczerze zmartwiony powiedział, ze nie może pójść ze mną na bal, bo nie będzie go w wtedy w Polsce. Razem z przyjaciółmi wyjeżdżają w Alpy. Termin zarezerwowali kilka dni wcześniej. -Szkoda, że nie zadzwoniłaś tydzień temu-powiedział na zakończenie, a ja usłyszałam gdzieś w głowie ,, a nie mówiłam” wypowiadane głosem Julki. Nie miałam pomysłu na to, kogo można by zaprosić poza nim. Sąsiadów w odpowiednim wieku nie miałam. Mama usiłowała mnie namówić na pójście z synem jej koleżanki, ,,miłym, dobrze wychowanym młodym człowiekiem”, ale z góry odrzuciłam tę propozycję. Nie mam zaufania do randek w ciemno, zwłaszcza z kimś o imieniu Saturnin. No, bo czy Saturnin może być wyluzowanym gościem, z którym można spędzić kilka godzin, tańcząc do upadłego? Jakoś nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Zaczęłam się zastanawiać z kim właściwie przestaje moja własna rodzicielka. Co to za kobieta, która uszczęśliwiła syna takim imieniem? Ponieważ jednak miałam własne problemy, ten na razie odłożyłam na później. Czekała mnie rozmowa z Julą. Julka zareagowała spokojniej niż myślałam. Po sprawozdaniu z moich działań popadła w zamyślenie. Zaczęła bezwiednie nawijać pasmo włosów na palec, co jak wiedziałam towarzyszyło u niej intensywnej pracy mózgu. - No, nic więcej nie wymyślimy. To jedyne rozsądne wyjście.- popatrzyła na mnie wyczekująco. -Rozumiem, że coś WYMYŚLIŁYŚMY…-powiedziałam ostrożnie – A mogłabyś powiedzieć coś więcej? Bo chyba zawiesiło się połączenie sieciowe miedzy nami. -Przestań gadać głupoty! Sprawa jest poważna. Chyba nie chcesz, żeby się nad tobą litowali?- no, nie chciałam, ale nie sądziłam, że moja przyjaciółka traktuje to tak poważnie- Poloneza możesz tańczyć z Tomkiem. On nikogo nie zaprasza. Uparł się. –wzruszyła ramionami- Ale właściwie dobrze się złożyło. - Myślisz, że się zgodzi? Może ma inne plany. - Pogadam z nim. Tomek był bratem Julki starszym od niej o dwie minuty i ileś tam sekund. Znałam go prawie tak dobrze jak Julę i tak samo długo. Od kilku lat nasza znajomość trochę się rozluźniła, choćby dlatego, że kiedy my zaczynałyśmy malować paznokcie on szedł do garażu reperować wiecznie popsuty motor, a nad rozmowy z nami przedkładał grę w kosza i towarzystwo kumpli z drużyny. Lubiłam go, bo przecież był bratem mojej przyjaciółki. W moim prywatnym rankingu zaliczałam go do grupy dobrych znajomych. Julka działała szybko. Już następnego dnia we trójkę obgadaliśmy sprawę i doszliśmy do pełnego porozumienia. Ja i Tomek podrepczemy w rytmie poloneza a potem nie będziemy się sobie za bardzo narzucać. - Ale z was będzie para! Górka i dołek!- wykrzyknęła nagle Jula. -Górka i dołek?- nie bardzo wiedziałam o co jej chodzi. - Górka, dołek, słone słodkie. Rozumiesz? Zimne, ciepłe. - Chyba jej chodzi o…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ja, Julka i spółka. cz I. — czytnik · opowiadania