Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 13 min czytania

Ja: Jurek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

– Nie? Co "nie"? Masz grać! – wrzeszczał wskazując na boisko, gdzie rozgrywał się teraz mecz piłki nożnej. – Do jasnej cholery, na boisko! Byłem zdenerwowany. Ręce mi się trzęsły z tego wszystkiego i jeszcze brzuch mnie rozbolał. Nie zareagowałem. Siedziałem dalej na ławce pod ścianą. – Głuchy jesteś? Na boisko! Od jakiegoś czasu każda lekcja Wuefu zaczynała się grą w piłkę nożną. Zaczynała się i kończyła, bo mecze trwały całe lekcje. Nienawidziłem tego. Nienawidziłem swojej klasy, nienawidziłem piłki nożnej i nienawidziłem swojego nauczyciela, Jurka. – Na boisko pierdoło! N a b o i s k o ! – wrzeszczał najgłośniej, jak mógł, zdzierając sobie gardło. – NA BOISKO! Prychnąłem coś pod nosem, wstałem z ławki i wszedłem między kolegów i koleżanki. Zobaczyłem, że w tym miejscu jest zbyt duże ryzyko na to, że piłka dostanie się pod moje nogi i będę musiał wykopać – a tego nie chciałem. Oddaliłem się, stanąłem w kącie. Rozejrzałem się. Jurka nie było. "Pewnie poszedł do pokoju nauczycielskiego" pomyślałem. Nie minęło chyba 5 minut, jak wszedł z powrotem na salę. – Ty pierdoło, nie stój! – zaczął krzyczeć, gdy tylko mnie zobaczył. – Ruszaj się, graj do cholery. Nie denerwuj mnie! Wzruszyłem ramionami i zacząłem chodzić po sali unikając piłki. Nauczyciel pokręcił zdenerwowany głową i usiadł na ławce. Miał na oko z trzydzieści osiem lat i twarz, której nigdy się nie pamięta, nawet patrząc na nią. Nie był gruby, ale masywny. Był raczej odpychający, chociaż inni nauczyciele wydawali się go lubić. Przeklinałem go na każdej lekcji.

***

W szatni dalej byłem zdenerwowany. Serce waliło mi jak dzwon, ból brzucha tylko nieco się uspokoił. Wuef był zawsze ostatnią lekcją. Gdy wszyscy już wychodziliśmy, na korytarzu zatrzymał mnie Jurek. Powiedział, że chciałby pogadać na wywiadówce z moim ojcem. Skinąłem głową, ale w duchu wiedziałem, że nic mu nie powiem. Zresztą nigdy nic nie mówię ojcu. I tak się przecież dowie. Po powrocie do domu, od razu uwaliłem się na łóżko. Dom był pusty. Miałem wreszcie spokój. Zabrałem się do czytania książek, które nałogowo kupuję w antykwariacie. Witkacego w tajemnicy przed starymi trzymam w szufladzie (nikt nie szpera mi po szufladach bez mojej wiedzy). Teraz byłem w trakcie "Nienasycenia". Książka ogólnie jest ciekawa i w sumie wszystko rozumiem (poza wstawkami filozofiznymi, które nudzą). Patrzę na zegar. Znowu mam przed oczami Jurka i wyobrażam sobie jutrzejszy dzień i moje jutrzejsze ćwiczenie na Wuefie. Rozważałem brak stroju i niećwiczenie, ale bałem się, że dostanę pałę. Stanęło na chodzeniu po sali i unikaniu piłki.

***

Ojciec wrócił przed piątą. Na odgłos jego kroków po schodach, już wiedziałem, że jest zdenerwowany. Zawsze jak jest zdenerwowany – głośno tupie. Gdy tylko wszedł, oznajmił: – Miałem ciężki dzień. Znowu mnie zdenerwowali. Pokiwałem głową, gdy on rozsiadł się na fotelu przed telewizorem. – Jak tam w szkole? – zapytał – Dobrze, dobrze. – Było coś zadane? – Z polskiego, ale już odrobiłem. – No i dobrze. Jak matka wróci, to sprawdzi, czy dobrze. Pewnie znowu się gdzieś szlaja. Zapadła cisza. Ojciec zabrał się do oglądania programu, a ja do czytania. Gdy program się skończył, wstał i zaczął się ubierać. Zamierzał odwiedzić swoją siostrę, mieszkającą na tej samej ulicy. W płaszczu stanął u progu mojego pokoju. – Co ram czytasz? Mam nadzieję, że nie tego zboczeńca, Witkiewicza Witkacego. Wyszedł. Po chwili wróciła matka. – Co czytasz? Chyba nie Witkacego – zapytała gdy tylko weszła. Nawet nie oczekiwała odpowiedzi.

***

Od samego rana Koszalin tonął w strugach wody. Około godziny siódmej rano, szarobure niebo zostało rozerwane piorunami, a na brudne ulice, czynszowe kamienice i podwórka, lunął deszcz. Bolała mnie głowa. Czułem już na pierwszej lekcji ten ciężar nadchodzącego dnia. Nagle ktoś za oknem zaklął soczyście ochlapany przez przez przejeżdżający samochód. Jurek wprowadził nas do szatni. Opanowałem chęć niećwiczenia i w kompletnym stroju wyszedłem na salę. Po sprawdzeniu obecności zarządził grę w piłkę nożną. Uradowana klasa zaczęła dzielić się na drużyny, a ja stanąłem na uboczu, aby nie zwracać uwagi i nie przeszkadzać. – Pierdoła, do mnie! – Jurek zniknął w wejściu do pokoju nauczycielskiego. Posłusznie poszedłem za nim. Stał cały czas odwrócony tyłem. – I co zamierzasz? Zamierzasz tak ciągle chodzić w tę i z powrotem, udawać, że nie masz stroju, albo siedzieć na ławce? Musisz grać, rozumiesz to? Patrz jak dziewczyny grafą. Nawet dziewczyny, a ty co? Nie odpowiedziałem. – Twój ojciec się dowie. Co, myślisz, że się nie dowie? Dostaniesz w skórę to przejdzie ci niechęć do piłki nożnej, zobaczysz. – I tak nie będę grał. Nie lubię piłki nożnej. – Nie lubię? Jak to nie lubię? Lubię, nie lubię, to twój obowiązek. Myślisz, że ja lubię tu przychodzić i się z wami użerać? Myślisz, że nie wolałbym być teraz w domu i czytać? Co? Albo spać? – Spać? O tej porze? – zapytałem, chociaż miało się to nijak do tematu. – Tak! Nawet cały dzień spać albo czytać. Albo... – Zabrakło mu chyba tego przykładu, bo nie kończąc zdania, kontynuował – Nie żartuj sobie z wychowania fizycznego, bo na koniec roku ja mogę z ciebie zażartować! – Nie żartuję. Nie lubię piłki nożnej. – A co lubisz? – Biegać... – Biegać... – powtórzył. – Biegać możesz za piłką. A teraz idź na boisko, i nie chcę widzieć, że nie grasz! Wyszedłem na salę. Ktoś komuś właśnie strzelił gola. Nie wiedziałem nawet, w jakiej drużynie jestem. Biegałem po prostu tam gdzie inni i uważałem, żeby piłka nie dostała się pod moje nogi. Gdy zadzwonił dzwonek, Jurek chwycił mnie za koszulkę, przyciągnął do siebie i wycedził przez zęby: – Nie myśl, że tak będzie zawsze. Niech jutro przyjdzie do mnie twój ojciec. Jeśli nie, to ja przyjdę. Odepchnął mnie, po czym odwrócił się na pięcie i odszedł. Na plecach czułem jeszcze dreszcz przerażenia.

***

Ojciec wrócił od Jurka zdenerwowany. Gdy wszedł do dużego pokoju, gdzie siedziałem z matką, powiedział do niej: – Ty wiesz, co on wyprawia? – Co takiego? – zapytała całkiem spokojnie. – Na Wuefie, kiedy mają piłkę nożną, zamiast grać, albo siedzi na ławce, albo pląta się po boisku, aby tylko piłki nie kopnąć. I jeszcze ponoć pyskuje. – To prawda? – Matka zwróciła się do mnie, Wzruszyłem ramionami. – Ja już gówniarzowi pokażę! – Wrzasnął stary. – Ma dwanaście lat, a zachowuje się, jakby wszystkie rozumy pozjadał! Ja już mu…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%