Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 10 min czytania

"Ja, nastolatek"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Jestem sobie prawdą. Fałszem i zagadką też Jestem sobie ojcem Sobie matką, sobie bratem Szatanem jestem złym Aniołem z aureolą (...)” DŻEM

Nie był to standardowy majowy dzień. Padało. Było szaro, nieprzyjemnie, ale ciepło. Podobno majowy deszcz jest przyjemny... możliwe, ale na pewno nie wtedy kiedy pada non stop kilka dni z rzędu. Nie powiem, że dopiero tego dnia wszystko się zaczęło, bo byłoby to kłamstwo. To nie wtedy sięgnąłem po pierwsze piwo. Jednak tego dnia właśnie poczułem, że mam problem. Jak co dzień po szkole ze znajomymi poszliśmy do pubu. Dziś szedłem sam, bo Natalia miała dodatkowe lekcje angielskiego. Zawsze dziwiłem się jak ona daje sobie radę. Jak znajduje na wszystko czas. I na zajmowanie się domem, siostrami, na naukę i spotkania towarzyskie. Nawet na ten dodatkowy angielski. Nigdy nie lubiłem nosić parasola, dlatego zawsze mokłem. Dziś miałem kołnierz wysoko postawiony, a włosy mokre, jak po umyciu głowy. Chwilę błądząc w strugach deszczu doszedłem do jaskrawożółtego jednopoziomowego budynku z zielonym neonowym napisem: „revel”. Znajomi już tam byli. Jak zwykle zajęli stolik w kącie – naprzeciwko wielkiego filodendrona, który ich prawie całkowicie zasłaniał. Przywitałem się. -A czemu dziś sam? Brakuje nam tu damskiego towarzystwa...- wyrwał się Marek mieszając rurką w szklance z colą. -A gdzie Karolina?- zwróciłem się do Rafała, który na nasze spotkania zawsze chodził ze swoją siostrą. Dziś jednak jej też nie było... -A nie wiem... jak wychodziłem, to jej jeszcze nie było w domu- odpowiedział. –Natalia na angielskim? Kiwnąłem głową. -Może i lepiej- uśmiechnął się Filip. –Czekaliśmy na ciebie. -Taa? Właśnie widzę- wskazałem na stolik, który przeważnie był zastawiony butelkami z piwem, a dziś na nim stała tylko cola Marka. Nigdy z nami nie pił. -Panowie... zaraz wracam!- Rafał wstał od stołu i skierował się do baru, aby zamówić piwo. Zamawiać zawsze chodził on, bo był od nas starszy. Zawsze mógł pokazać barmanowi dowód osobisty, gdyby ten miał jakieś „ale”. My też wyglądaliśmy starzej, niż byliśmy w rzeczywistości... bardzo nam to ułatwiało życie. Gadaliśmy chwilę o nowym singlu jakiegoś okolicznego zespołu, który w niedzielę miał koncert w naszym mieście. Na rynku. Oczywiście od razu było wiadome, że wszyscy pójdziemy – Natalia i Karolina też. Potem do stolika wrócił Rafał. Jednak nie usiadł, ale oparł ręce na pustym krześle, na którym zawsze siadała Natalia. -Mam propozycję nie do odrzucenia... będzie niezła jazda- uśmiechnął się szelmowsko, a w jego oku pojawił się dziwny błysk. -A jaką?- zapytaliśmy chórem. -Co wy na to jeżeli wystawię jednemu z was wyzwanie, że ja więcej wypiję...? -Ja odpadam- od razu wyrwał się Marek. –Bawcie się beze mnie... -Spoko- powiedziałem. –A kogo masz zamiar wyzwać na „pojedynek”- zadrwiłem. -Kogo bądź... na przykład ciebie... -Spoko- ani chwili się nie zastanawiałem. Gdybym wiedział jak potem potoczy się moje życie, to na pewno bym poszedł już teraz do domu. „Potoczy” – wprost idealne słowo. Po chwili kelnerka przyniosła nam siedem butelek piwa. Jedno dla Filipa, a reszta dla nas. Marek miał czuwać i w razie czego, zamawiać kolejne jeśli o to poprosimy. Oboje z Rafałem mieliśmy najtwardsze głowy z paczki. Podczas, kiedy reszta słaniała się już na nogach my byliśmy tylko lekko podchmieleni. Wypiłem pierwszą butelkę. On również, ale na początku się zakrztusił. Pić trzeba umieć umiejętnie... niezbyt łapczywie, bo właśnie można się zakrztusić. Druga butelka poszła gładko – i mnie – i Rafałowi. Piłem tak łapczywie, że trudno mi było złapać oddech. Lekki szum w głowie przerywał doping chłopaków. Trzecia butelka... potem czwarta, przy której się zadławiłem. Rafał już pił wolniej, ale nie widać było po nim, żeby się męczył. Ja już czułem że więcej nie wypiję... w końcu ile litrów płynów można wypić naraz? I to na dodatek płynów z bąbelkami? Padłem przy szóstym – tak mi się wydaje, bo już nie zbytnio nie kojarzyłem faktów. Pamiętałem jeszcze uśmiech Rafała i dzwonek mojej komórki... potem już chyba oklapnąłem na stół. Chłopaki pewnie mieli przednią zabawę próbując mnie cucić... mimo wszystko się pewnie przestraszyli. Ciekawe, czy wygrałem? -Dojdziesz sam do domu- usłyszałem głos Marka, tak jakby zza mgły. -Spoko...- odpowiedziałem. Posłusznie mnie puścił, lecz potem poczułem, że osuwam się z nóg. Znowu mnie chwycił pod ramię. Potem już tylko czułem nierównomierne, głośne stukanie butów dwóch osób, które mnie niosły za ramiona. Potem Marek zabrał mnie do siebie z przekonaniem, że: „w takim stanie nie mogę wrócić do domu”. Zadzwonił do moich rodziców i powiedział, że dziś śpię u niego. Pewnie się nawet nie zdziwili – nigdy się nie martwili o mnie. Dom Marka był pusty, bo jego rodzice właśnie byli chwilowo w Niemczech. Położyłem się na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
"Ja, nastolatek" — czytnik · opowiadania