Akcja · 7 min czytania
Ja Nieudacznik- cześć pierwsza.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nazywam się Tomek i do pewnego czasu nie przeszkadzały mi zacieki w łazience. Mieszkałem w bloku, w małym dwupokojowym mieszkaniu, które miało 30 metrów. Samemu na takim metrażu ciasno a co dopiero wspomnieć o dodatkowych osobach doklejonych do tej klitki. Mama wiadomo- mieszkać musi bo mnie urodziła. Siostra, dorastająca, nie powiem, że brzydka. Ładna z niej dziewczyna, która na osiedlu miała branie. To prawda, że ubierała się jak idiotka i podobnie mówiła, ale mocno ufałem w to, że jednak nie to podoba się w niej mięśniakom. Ojciec Wariot, jak zwykłem o nim myśleć, ale nigdy go tak nie nazwałem. Przy pierwszej próbie nazwania go tak, dostałbym po zębach. Ojciec był inny. W moim bloku, numer 21, wszyscy tatusiowie pili. Wszyscy poza moim. Nie alkohol zatem powodował u niego agresję. On po prostu taki był. Tak przynajmniej tłumaczyła mi matka, która nieraz miała pod oczami błękit nałożony pięścią ojca. -Znów oberwałaś?- pytałem, gdy rozkładała sobie karimatę w naszym pokoju. -On po prostu taki jest- odpowiadała i obracała się na bok. Pewnie patrzyła w okno myśląc o początkach swojej wielkiej miłości do ojca. Pamiętam, że wieczory, gdy mama przychodziła do naszego pokoju były dość częste. Choć było tyle okazji nigdy nie porozmawialiśmy szczerze. Szkoda, bo może coś by się w naszych głowach urodziło i można byłoby zmienić wiele na lepsze. Tego się już nie dowiem. Równie dobrze jednak z naszej gadaniny mogłoby nic nie wyniknąć i szkoda byłoby na nią czasu. Każdy zasypiał na swój własny rachunek z nadzieją, że obudzi się rano i wszystko będzie lepiej. Naiwnością byłoby wierzyć, że wszystko będzie wspaniale, ale że będzie nieco lepiej niż dnia poprzedniego. Czemu nie pozwolić sobie na odrobinę luksusu? Siostra Dorota pracowała w sklepie. Siedziała na kasie i uśmiechała się do każdego klienta próbując go zbajerować na tyle, by mogła dobić sobie do jego rachunku coś, co przydałoby się w domu. I tak mieszkańcy osiedla sponsorowali nam pastę do zębów, keczup czy inne drobiazgi. Technikę dobijania towaru miała opanowaną. Z chwilą, gdy coś szło nie tak i bardziej pazerny klient sprawdzał przy kasie paragon wychwytując błąd, siostra udawała zdziwioną twierdząc, że przecież anulowała podwójne nabicie towaru, ale widocznie komputer „nie załapał”. Przeprosiła, uśmiechnęła się i wszystko było cacy. Nigdy nie wpadła. Byłem przekonany, że sama to sobie wymyśliła. Nie było tak jednak. W jakich okolicznościach i kto ją tego nauczył opowiem później.
Moja droga mama, Maria, nie pracowała. Miała 34 lata, gdy po wypadku w pracy przestała pracować żyjąc ze skromnej renty inwalidzkiej. Pracowała na narzędziowni w fabryce sprzętu szpitalnego. Tam też poznała mojego ojca, który zamiast zamiatać wióry spod gwintownika, przychodził do niej i bajdurzył. Tak bajdurzył i bajdurzył, że niebawem się urodziłem. Zamieszkali w zakładowym bloku gdzie w czasach PRL- u dobrze się im wiodło. Ojcu udało się kupić telewizor i małego fiata na talony więc był kimś. Dwa lata później na świat przyszła moja siostra. Mijały lata i Polska Ludowa zaczęła chwiać się w posadach. Gdy PRL