Historia · 4 min czytania
Ja po prostu dostałam okres
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Marysia. Błogosławione imię , kojarzyło mu się trochę z Matką boską, a trochę z jego ciocią. Rozmawiała z nim przez chwilę a gdy się odwróciła zobaczył coś strasznego: na jej białych, dżinsowych spodniach widniała straszliwa krwista plama. Miał coś powiedzieć, krzyknąć ale przypomniał sobie, że to okres. Jeszcze gorzej. Marysia poczuła wilgoć w majtkach dopiero na historii. Przykleiły się do skóry, kiedy miała wstać do odpowiedzi. Kolor czerwony, kolor krwi. Najpierw myślała, że jej się wydaje, potem udała, że otrzepuję sobie z czegoś przypadkiem pupę. I poczuła. Znowu wilgoć. W tym samym czasie parapet został delikatnie muśnięty przez kropelkę deszczu. Czuł się potwornie zraniony, wygrzany, po lecie, nagle chlup, jakby cała ulewa. Tak się nie postępuje. Deszcz bardzo starał się być delikatny. Pozrywane zostały pączki kwiatów, listki, łodyżki, a takie pielęgnowane, żeby w konkurencji świata chociaż one przeżyły. Marysia wybiegła z klasy, bo nic strasznego się nie stało. Nie szła wcale ostrożnie, biegła bardzo szybko. Przypomniała jej się twarz chłopaka z którym rozmawiała dzisiaj na przerwie, była zupełnie podobna do zmartwionego parapetu. - Wygląda jakby ktoś zrobił mu coś złego- pomyślała. Wilgoć się nasilała, zdawało jej się, że zaraz krew popłynie, niehamowanymi strugami, po jej nogach, po schodach szkoły, woźny będzie dziwił się, skąd wzięła się tutaj najprawdziwsza. Ślizgając rękę po poręczy, miała wrażenie, jakby ścierała wszystko co tutaj kiedykolwiek ściekało. Fe, ślina, siki, różne, obrzydliwe rzeczy. Jak to jest iść przez rynek, jak dzidziuś z mokrą pupą? - Wiesz co chciałem ci wcześniej powiedzieć że masz plamę ale się bałem- powiedział ktoś za jej…