Rodzina · 8 min czytania
Ja tata
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Z salonu dochodziły krzyki kolejnej kłótni, jednak mnie to już nie dziwiło, przyzwyczaiłem się, mimo że każdej nocy późno zasypiałem. Kłótnie były w tym domu rutyną, punktem w dziennym harmonogramie, który zaczynał się wczesnym rankiem, a kończył... nie wiem, kiedy się kończył – kilka nerwowych chwil przed początkiem, wcale się nie kończył, pozornie wcześnie, by później boleśnie o sobie przypomnieć. Nie miałem przyjemności poznać końca, błogiego spokoju, a chciałbym. Postanowiłem jednak pójść spać, odciąć słuch od słów, przez które tak cierpiała otaczająca mnie rzeczywistość, przez które cierpiałem ja. Zamyśliłem się, zanuciłem do snu kolędę, którą tak pragnąłem dziś zaśpiewać przy wigilijnym stole. Zobaczyłem obraz pełen ciszy, ciemności, ale jednocześnie szczęścia, które wypełniało beztroskie wyobrażenie, jednak błoga ciemność zmieniła się nagle w jaskrawy powrót do życia, pełen kontrastowych wrzasków i pisków... światło uderzyło w powieki, otworzyłem oczy. -Synku wychodzimy- powiedziała do mnie mama, jej oczy były czerwone od łez, a głos załamał się w goryczy. Zaledwie zdążyłem podnieść się z łóżka, gdy do pokoju wszedł ojciec. Wyrzucił matkę z domu, potem wrócił do mnie. Wybełkotał kilka słów w towarzystwie promili alkoholu. Zrozumiałem, co chce zrobić, tatuś chce powiedzieć „synku już późno dobranoc”. Stróżka krwi rozprysła się w artystycznym kleksie na ścianie. „Ale on nie chciał, na pewno, po prostu przygotowuje swojego siedmioletniego, ulubionego synka do życia, dla mojego dobra, dobranoc tatusiu, do jutra”. W zatłoczonej kuchni, rodzice wraz z resztą rodziny przygotowywali wigilijne jedzenie. Dla mnie, jako kulinarnego ewenementu, nie było miejsca w tym pomieszczeniu, więc zająłem się nakrywaniem do stołu. To wszystko, co się wokół mnie działo, co mnie otaczało, było tak „normalne”, tak „lepsze”, że gdy przypomniałem sobie czasy sprzed 10, 9, czy 8 lat... to było nie do uwierzenia – dwa zupełnie różne światy, zbyt różne, aby mogły się połączyć w jednym życiu. Podszedł do mnie mój ojczym, odkąd go poznałem świetnie dawał sobie radę z rolą ojca, tak trudną, dla człowieka, który tak bardzo z nią walczył, człowieka, którego zostawiłem 8 lat temu na Wojskowych 6/31. Czy byłem, aż tak złym dzieckiem? -Paczka z prezentem twojej mamy zaginęła.- powiedział z grymasem na twarzy, zdziwieniem, a jednocześnie ironią. -Jak to zaginęła?! Może nie wysłali? -Dawno temu przelałem pieniądze na konto sprzedawcy, mówi, że wysłał ją miesiąc temu. -Co na to poczta? -Podobno dostarczyła przesyłkę. Bolesna myśl uderzyła we mnie, niosąc ze sobą rzekę wspomnień. Pijackich libacji okupionych rozpaczliwymi krzykami matki, wstydem, upokorzeniem, życiem w niepewności i strachu syna. Wielka zabliźniona rana otwarła się, wylewając z siebie złość za wszystkie stracone lata, o których myśl wróciła ze zdwojoną siłą. Paczka przyszła na stary adres. Narzuciłem na siebie kurtkę i wybiegłem z domu. Poczucie nienawiści narastało we mnie z każdym krokiem, każdym oddechem, furia zalewała każdą część ciała, docierając do każdego z nerwów, a na oczy rzucały się obrazy z dzieciństwa. Widziałem roztrzaskane szkło, wróciły znienawidzone krzyki, a wraz z nimi nieprzespane noce, koszmary, które przeżywałem każdego dnia. Nie cieszył mnie powrót ze szkoły, nie cieszyły wakacje, wypady z rodziną, urodziny, imieniny, sylwester, Boże Narodzenie... gdzie był wtedy Bóg, gdzie był, gdy ojciec wracał zalany do domu na „codzienną awanturkę”, gdzie był Bóg, kiedy mówiąc wieczorną modlitwę dostawałem kolejne lanie, gdzie był?! Bo nie jest sprawiedliwością, gdy on leżał na podłodze, pobity przez…