Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 1 godz. 24 min czytania

Jaaf i Szu'a Czyli normalni po swojemu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jaaf i Szu’a... czyli normalni po swojemu

Jaaf dotarł na miejsce. Był wysokim, szczupłlym o niebieskich oczach blondynem z bujną fryzujrą sterczącą w górę, skrywaną teraz przez czarną czapeczkę z daszkiem i symbolem orła założoną do tyłu. Ubrany był w czarną koszulkę ze słotym napisem na plecech: "Złota wolność szlachecka - reaktrywacja", czarne jeansy z przypientym na tytanowym łańcuszku portwelem włożonym w tylną prawą kieszeń, czarny plecak zawieszony na jednym ramieniu i markowe obuwie sportowe. A wsystko to oczywiście z malutkimi dopiskami MS pochodzącymi od pierwszych liter imienia i nazwiska Magnusa Szopę, prezesa firmy produkującej dokładniej wszystko i nic, posiadającej 27% całego rynku polskiego. Stał przed szkołą. Podstawówka połączona z gimnazjum stanowiła wybuchową mieszankę dla nauczycielii zarazem duzy problem, a z powodów duzych wymiarów budynku nie było siły by kontrolować wszystkie miejsca. Do środka prowadziło jedno wejście główne i kilka awaryjnych zawsze zmkniętych, łącznie 6, zaś wyjść można było 8 licząc 2 uczniowskie podkopy. Kiedy tak stał i czekał, a czekając zarazem stał podszedł do niego Szu'a. Był równierz wysokim, troszke bardziej przypakowanym blondynem z przycientym na kilka cm afro skrywanym pod taką samą czapeczką. Ubrany był w czerwoną koszulkę ze srebrnym napisem na plecach: "Władca zieleni", luźne jasno brązowe spodnie z wieloma kieszonkami i takie same obuwie, zaś portfel miał zawsze gdzieś w jakiejś kieszonce co czasem sprawiało kłopoty nie tylko kieszonkowcom, ale i jemu samemu. - Masz? - spytał Jaaf nie czekając na przywitanie - Tak - Szu'a podał male, chude, białe, plastikowe pudełeczko - Dajemy - Dajemy - pudełeczko wylądowało na dnie plecaka Oboje nie czekając ani sekundy dłużej pobiegli do szkoły przez główne wejście, kierójąc się na 1 piętro, do klasy pierwszej na prawo. Wnętrze szkoły nie było za ciekawe. "Lekko" zdewastowane, z kratami w oknach pancernych i gdzienigdzie oświeceniem, zaś klasy niewiele się różnily. Oboje zajęli miejsa na końcu sali po przekątnej od nauczyciela w jednej ławce wyciągając wraz z innymi notebooki na ławkę. Z pozoru wyglądały jak wszystkie inne kupowane przez szkołę w standarcie dla każdego ucznia za jego specjalną opłatą, lecz tak naprawdę znacznie się różniły. Przedewszystkim pamięć ram była 4krotnie większa - 2048, dysk twardy mieścił 380Gb, karta grafiki była sporządzona wg ich własnego projektu znacznie przewyższając poziomem klasyczną. Można by tak wymieniac długo co było innego, ale krócej jest powiedziec co bylo takie samo - klawiatóra. Jaf wyciągną szybko z plecaka małą podłużną, czarną klawiatórkę służącą jako dodatek i położyl na kolanach. Szczęściem ławki były w miare wysokie i zasłonięte z innych stron. Podłączył szybko i wyciągnął czazrny kabel równierz podpinając do kompa. Kiedy wychylił się z za ekranu i upewnił, że nauczyciel prowadzi lekcję, sięgnął do plecaka i otworzył pudełeczko ze srebrnym krążkiem wkładając do dodatkowej stacji CD w plecaku. Kiedy już się z wszystkim uporał spojrzał porozumiewawczo na Szu'e i zabrał się do dalszej pracy stukając niemiłosiernie szybko w klawiatórkę, mniejwięcej z taką prędkością jak uciekający "metal" przed bandą skinów... jeśli oczywiście można to tak porównywać. Po chwili z głośników szkolnych popłynęły słowa: "panie pośle, panie pośle, zaraz zabiorę panu głos". - Pssst! - trącił łokciem Szu'a - nie ten plik - A tak - Jafa się lekko zaczerwienił i wstukał coś jeszcze szybciej niż poprzednio Tym razem zabrzmiały utwory grupy Therion. Zakazane w polsce od kilku dobrych lat z niewiadomo jakich powodów. Korzystając z zamieszania Jaaf spakował dodatki i zawołał ruska wiedząc, że i tak już jego głos nie dotrze do nauczyciela - Da? - Blokuj numer na policje! Gazem! Masz minute! - Da! Rozumie! - rusek włożył mały krążek do jego komputera i wstukał hasło. - Zablokowane - Nie no masz talenta. Klasa ma wobec Ciebie dług wdzięczności. Teraz Szu'a Twoja kolej. W zamieszaniu nie będą dostatecznie uważać na serwer z ocenami. Gazem! Za kilka minut odetną prąd! - Nie musisz mnie poganiać! - oburzył się Szu'a już pracujący nad swym zadaniem - wiem że jutro wywiadówka. A swoją drogą mieliśmy po pseudonimach mówić! - Dobra, renifer kończ - Zaraz, dopiero się włamałem! I... UPALONY renifer Siedzący orle! - po kilku minutak renifer... upalony renifer dodał - z chemi masz 4 bo sie by pokapowali i z fizyki. Reszta na 5, matematyka zostaje na 6. Ja sobie niemca na 4 dalem i religie. Modl sie!

***

Jaaf nie zmrużył oka tej nocy. Cały czas powtarzał sobie w myślach: "jak coś, jutro też jest dzień, też jest dzień". Ukojenia nawet nie dało mu ukończenie monitoringu pokoju i kupa słodyczy zbierana na czarną godzinę. W szkole zaś nie mogąc wytrzymać napięcia pracował nad programem ruska z zablokowaniem numeru na policje, by nie wydawać pieniędzy na kupienie kopi.

***

- I jak? - spytał Szu'a podchodząc jak zwykle w to samo miejsce - Żyjesz? - Żyje - Człowieku! Ale miałem stracha! Pozakopywałem wszystkie ostre narzędzia w domu i poza domem. - Nie no u mnie az tak zle nie bylo. Wzialem cos na sen i przespalem wszystko. Nad ranem jeszcze do kompa siadlem i zgadnij co się stało! - No mów... - Oświeciło mnie. Wcale nie musze sie dostawać przez linie telefoniczną do kompa drektora i centrali zeby zablokować telefony. Wszystko idzie do Warszawy i spowrotem nie? To zrobiłem małą przełączkę i jak dzwonią na policje to wystarczy, że wstukam prosty kod i komp u mnie na chacie da im sygnał. Oczywiście nikt nie odbierze i sie nagrają. Później możemy odsłuchać! Przełączka już zamontowana. Rusek bez pracy zostaje!!! - Ty a z przełączki można sie do centrali dostać? - Szu'a zrobił zaciekawioną minę - Tak - Bo widzisz... nie ma wirusów na centrale telefoniczną więc nie ma i antywirusów. Kompy w szkole są podłączone do centrali z netem i wszystko przechodzi też przez "blokadę" czyli komp drektora. Jeśli komp drektora rejestruje tylko nadchodzące połączenia a skanuje sieć... to jak by podłączyć neta do przełączki telefonicznej to wtedy zrobili byśmy łącze internetowe. A wtedy bez problemu mogli byśmy się do drektora dostać. Wiem skomplikowane ale już moja w tym szopa, żeby działało! Tylko mnie podłącz do przełączki. - To jeszcze zostaje problem głośników. Trzeba uprościć. Ale jak Ci sie uda z kompem drektora to z jego kompa mozna przejść na kompy rozgłośni, które nie mają zabezpieczen od strony połączenia drektora. A jak tak to można wgrać im program i enterem puszczać co chcemy! Upalony! Renesans! - No! Tylko jak Ci przełączkę znajdą to szlag bombki strzelił, świąt nie będzie - Nie znjdą. Blokuje tylko przy mojej kontroli a tylko wtedy mogą zlokalizować przełączkę sco zajmie im kilka godzin, czyli więcej niż traw szkoła! A wtedy rozłączam i koniec poszukiwań! Mogą znów penetrować Warszawa - Miasto Pokoju i Miasto Pokoju - Warszawa! - No to za Renesans! - Szu'a wyjął z plecaka dwie 0,5 coli - Szkoda, że piwo poszło tyle w góre - Szu'a Wiem! Mam! Mam! - krzyknął z radości Jaaf - Co masz!? - Jak będziemy w rozgłośni to tam też jest sieć między wszystkimi kompami! A numery 6-9 obsługują także wejścia, okna i kraty! Alleluja! - Dobra! Sza! Teraz mówimy o tym tylko i wyłącznie "renesans"! Jasne? - Jak słońce! Tylko chyba nie masz Theriona przy sobie? Będzie chyba ekipa z policji - Heh. Podłożyłem temu Czechowi co to od nas chciał kase Po tej że rozmowi obaj biegiem udali się do tej samej klasy wbiegając w momencie dzwonaka. - Pochwalony! - rzucili nauczycielowi któory już szykował kawiatóre z radością oczekując ich spóźnienia - Mówi sie przepraszam za spóźnienie! - krzyknął nizki profesor z śmiesznych okólarkach w szarym garnitórku. - A to za długie zdanie - odpowiedział jeszcze zanim siadł Szu'a - Cóż za zuchwałość! Wy nietolerancyjne dzieci! - Echm! Pozwoli pan? - spytał stojący za profesorem, niemal dwukrotnie wyższy policjant - A tak, tak. Proszę - "hobbit" usiadł na swoim taboreciku - Ktoś z was - zaczął dumnie recytować wykutą na blachę przemowę - próbował nie tak dawno, a właściwie tym razem mu sie udało, zablokować numer na policję. Ale co gorsza dopuścił się gwałtu ustawy o muzyce zakazanej! Tak więc ostrzegam! Policja czówa zawsze i wszędzie! Jeśli złapiemy kogoś na choćby próbie, dostanie automatycznie kuratora sondowego a jego rodzina będzie musiała zapłacić grzywnę w wysokości 10 tysięcy euro! Czy to aby jasne!? - na pytanie odpowiedziała mu cisza - obym ostatni raz tu musiał interweniować w tej sprawie! - ostatni do wywiadówki - dodał Jaaf po tym jak policjant wyszedł cichym szeptem

***

- Kasa! - zatrzymał Szu'e jakis fanatyk III rzeszy z fastyka na ramieniu - polaczku - Chyba śnisz! - renifer zacisnal piesc Jaaf rozejrzał się nerwowo dookoła i zauważywszy ruska kiwnął doń. Ten zaś odrazu połapał o co chodzi i pokiwał na kilka innych stron. Zza szkoły jednak nadeszło jeszcze kilka brunatnych koszul zmierzając ku dwum mierzącym się wzrokiem. - Masz coś Ty hitleroski wymiocie!? - Jaaf stanął obok Szu'y - Zbieraj zad! Wtedy tez jeden z tych co przyszli zza szkoły rzucił się na Jaafe, który przewidując w zaledwie ułamku sekundy przebieg wydarzeń chwycił jeszcze krawat drugiego dusząc go i zarazem zrzucając ze schodów. Szczęściem rusek nadbiegł już z odsieczą złożoną z klasy uzbrojony w kij. Ten który się rzucił wylądował wprost pod nogami nadchodzących, więc Jaaf spokojnie chwycił drugą ręką wiązanie krawata i mocniej pociągnął, tak że chłopak pobladł i padł na ziemię - Da! Za Stalina! Zdrajcy szkopscy! Walka była nieco jednostronna, ale rusek odniusł miażdżące zwycięstwo. - Rusek wdzięczność Ci winien jestem - rzekł Jaaf podchodząc - żeś na ogrodzenie niemcow ponabijał. Proś o co chcesz! Tylko bez pieniędzy - Jest kość jeden. Silny. Plecy ma. Arab jest, stoić na czele 3h. On mi portwel ukradł! - Masz Ty mą pomoc. Zaraz rozkazy wydam by Ci pomagano! - Jafa wyjął z kieszeni komórkę i wstukał numer - 3g? Kopelat francuzik! Pamiętasz tę 3h co wam wkopała? Tak? Chcecie zemsty? No to załatwione, na 1 lekcji... ok, narazie! - wstukał drugi numer - Zbych? Słuchaj na araba jedziemy! Którego? Z 3h! No, tak, tego. To czekamy na pierwszej lekcji - kolejny numer - Sephirote? Trzy h na jeden lekcje Szu'a zdjął kastet z ręki i kiedy Jaaf skończył rozmowę podszedł - Dzięki Jaaf - uścisnął tak mocno rękę, że orłowi oczy wyszły z orbit - ja również ruskowi pomoge - Puść żesz - jęknął cicho Jaaf - kości połamiesz!

Allch! bum! dum! A! Jebut, au! Pieredut! Dzieci spokojnie! Dum, dum, dum! All... trach! a! u! Nie! Do kibla z nim panowie! "Może i wszyscy nie przyszli" myślał Jaaf przyglądając się batali "Ale 120 na 30 wystarczy" W decydującym jednak momencie bitwy, kiedy wnosili na rękach araba do kibla, przyszła odsiecz z dwuch klas odcinając drogę. Bitwa znów się rozpoczęła. Oddziały przegrupowały się i ze zdwojoną siłą wlokąc za turban arabisko udeżyły na wroga. Atak jednak z równie wielką zaciętością został odparty a wypoczęci żołnierze przechylili szale zwycięstwa. Wtedy to rusek uciekł się do ostateczności wraz z orłem i używając renesansu puścił przez głośnik: "Araby leją! Do szabel!. Po kilku sekundach szala znów się przechyliła na stronę koalicji ruska która to przejęła kotrolę nad drzwiami i jedną umywalką. Następnie wypchnięto wroga z korytaża i na rękach wyniesiono resztkę obrońców z kibla by umieścić tam araba w przud mu zdjąwszy turban i odebrawszy portfel, głową w ceramicznym. Jak to zwykle bywało, kobieca część klas przyglądała się tylko bitwie nie dopuszczając zarazem przez swe zwarte szeregi ochrony. Czasem tylko włączały się do bitwy, zaś ich największą domeną było wpływanie na politykę. Nadszedł upragniony koniec. Szu'a z kranem w ręce wyszedł z kibla obwieszczając okrzykiem radości koniec. Jaaf schował szybko sprzęt do plecaka i wmieszał się w tłum by nie zostać znów złapanym, a ruska już nigdzie nie było widać.

Jaaf siedział spokojnie w ławce grając w countera w internecie. Nie martwiło go, że był właśnie środek matematyki, bo wkońcu umiał ten przedmiot najlepiej. - Myślisz, że będzie chciał się zemścić? - spytał wkońcu zmęczonego, opierającego się ciężko na stole renifera - Mózg czasowo niedostępny. Proszę powiedzieć później.

***

- Chcieli mnie śledzić wczoraj chamy! - rzekł nerwowo Szu'a - Żeby wiedzieć gdzie mieszkam! - I co? - spytał niepewnie Jaaf - I jeden wylądował na główkę w śmietniku a drugi chciał uciec ale go dopadłem i spakowałem do ścieków - renifer uśmiechnął się od ucha do ucha - a Ciebie śledzili? - Też chcieli. Ale ja bardziej chumanitarnie ich zgubiłem. Tylko co teraz będzie? Arab dziś zechce nas zabić za wczoraj, a wątpię czy uda nam się powtórzyć wyczyn jak zciągnie ze wszystkimi hordami! - Ech... sorry - jęknął rusek - Nie przepraszaj. Sie mu należy. Czas pokazać, że on TU nie rządzi! - Upalony masował pięść - My tu... araby! W nogi! - rzucił widząc skradających się kilka osób. Cała trójka nie czekając na nic rzuciła się du ucieczki w przeciwnym kierunku a za nimi zaczynało wybiegać coraz więcej arabów, arabów i arabów wykrzykujących: "Allach!". W blokowisku łatwiej było zgubić pościg, lecz tym razem, pościgu byo za wiele. W pewnym momencie kiedy rusek i Szu'a odbili w lewo Jaaf stanął w miejscu i machnął im ręką by uciekali. - Co on!? - krzyknął rusek - Ma plan! - odpowiedział Szu'a i zaciągnął go do klatki schodowej Jaaf teraz spojrzał na biegnących w jego kierunku i pokazał majestatycznie środkowego palca uciekając przed siebie. Biegł jak szybko mógł przemykając najkrótszymi skrótami między blokami, lecz czół jak powoli opada z sił. Wkońcu blokowisko urwało się i Jaaf stanął na skraju parku. "O cholera" pomyślał i w tym samym momencie zadzwonił mu telefon. Szybko odebrał łapiąc oddech. "Jaaf pod szkołe! Gazem!". Sygnał urwał się i orzeł rozłączył się. Chordy się zbliżały. Rozpaczliwie rzucił się w park biegnąc między drzewami. Kiedy upewnił się, że cała horda go goni i nie mogą zciąć drogi skręcił znów w prawo w stronę szkoły. To była jego ostatnia szansa i deska ratunku. Albo upalony czekał z odsieczą, albo wbiegnie do drektora szkoły. W końcu zobaczył wejście do szkoły. Niestety, zamknięte. Doskoczył do kraty i walił jak oszalały, zaś od drugiej strony Szu'a z kompanią próbowali również wyważyć. Na sekundy przed dojściem arabów pod schody wyważyli wielką kratę odstawiając ją na bok i wybioegli na spotkanie arabom którzy teraz zaczeli znów uciekać w park. Nie policzyć ile było tych co wybiegli. Były tam i podstawówki i część gimnazjów. Opór powstał w centrum parku gdzie turbany broniły sie najzacieklej, jednak nic, nic nie powstrzymało Szu'y. Rozkazał ostrzelać ich klasami 1-4 z chuśtawek i innego rodzaju sprzętów co zaskoczyło i rozbiło szyki "niewiernych". Reszta była już słodką rzeźnią. Sygnały karetek pogotowia dały się słysześ w kilkanaście minut później kiedy wszystko ucichło. Kolumna wijąca się od szpitali po park przewoziła rannych i na wpół żywych. W większości były to podstawówki i araby, ale nie brakowało też wielu gimnazjalistów. To była ostateczna wojna, choć nikt nigdzie nie widział śladu araba tego głównego, to jego potęga na jakiś czas załamała się znacznie. Przynajmniej tak myśleli Jaaf, Szu'a i rusek popijając żywca.

***

- Jaaf! - krzyknął radośnie Szu'a - wycieczka! Szkolna! - Co? Gdzie? - Jaaf ocknął się i rozmasował odcisk klawiatóry na twarzy - a to Ty - Nie słuchałeś!? - No wyobraź sobie, że nie... - Jaaf przetarł oczy - Jedziemy na obóz przetrwania gdzieś do jakiejś dzióry! Czujesz już tą jazdę! - Póki co to mi zad zjeżdża z kszesła, ot co czóje.

- Upalony pomożesz mi z torbą? - Spytał Jaaf podchodząc - Jasne - Szu'a chwycił zwinnie ręką i pociągnął do góry na co odpowiedział tylko jęk szwów - Co Ty żeś tam napakował!? Rozumiem, śpiwór, namiot i reszta troszke waży ale - Ale tamto to ja już zapakowałem do autokaru - To co ty u kiego... - renifer zastopował mówienie gdyż łącząc siły wpakowywali to do bagażnika - tam cholera masz! - Dzięki. Sam nie wiem jeszcze, ale później sprawdze

- Można zatrzymać się może? - spytał Jaaf podchodząc do kierowcy - Bo chyba mam za potrzebą - Dwie minuty temu byliśmy w destauracji! - rzucił ostro mężczyzna - nie możesz wytrzymać choć trochę więcej i spróbować myśleć o czymś innym!? - Jedyne o czym teraz moge myśleć - oburzył się orzeł - to Niagara, Nil, Wisła, Dniepr, Warta... - Teraz to i ja potrzebuje - wyżaliła się załamanemu kierowcy wychowawczyni

- O chooooolera - jęknął Jaaf - ale nudy! - Ta... - Szu'a spojrzał na stojącego obok nich ochroniarza i zagadał do niego - mogę zaciupać tego przedemną? - Nie - odpowiedział sucho mężczyzna - A tego za mną? - Nie! - Moge wybić okno? - Nie!!! - Co to za cholerna wycieczka jak nic nam nie wolno!

W końcu dojechali! Krajobraz zmienił sie niesamowicie w ciągu tej podruży. Teraz byli otoczeni zielenią, łąkami, polami, ciszą i całą szkolną chołotą. Jaaf przeciągnął swoje torby na koniec obozu gdzie również powędrował Szu'a i zaczeli rozbijać namioty. Z początku wyglądało niewinnie. Jednak kiedy dwie z wielu toreb orła okazały się samymym rusztowaniem w częściach upalony zaczął nabierać wątplwości co do sensu całej wyprawy, bowiem po rozłożeniu jego namiot okazał się niczym w porównaniu do trzy-piętrowej konstrukcji Jaafy której powierzchnia jednego piętre przerastała kilkanaście normalnych namiotów razem wziętych. Co gorsza szczyt namiotu okazał się jedną wielką baterią słoneczną co nie wróżyło nic dobrego. Po długiej i monotonnej przemowie czego im nie wolno a co wolno nastał wieczór. Niektórzy z pochodniami szukali swych namiotów co sprawiało niesamowite wrażenie. Niektórzy bo ci koło orła mieli darmową, trzypiętrową, składaną latarnię która oświetlała szeroki krąg. Ranek nastał piękny. Słońce świeciło pięknie jak żadko, ptaki śpiewały poranne pieśni a skacowani uczniowie wstawali z łóżek. Szu'a również wstał. Był jednym z nielicznych, którzy nic nie wypili tej nocy i jednym z nielicznie wypoczętych. Umył szybko zęby w udostępnianej toalecie, przeczesał fryzórkę i stawił się na apel. Nagle jednak coś przewierciło na wylot jego kiszki. Zapach bigosu. Odwrócił się na pięcie i zobaczył Jaafe podchodzącego do niego. - Hey! - rzucił rzując jeszcze śniadanie - Co tam? - Jaaf!!! Kurde mieliśmy się uczyć zdobywać pożywienie!!! - Obóz przetrwania nie!? Jak tu przetrwać bez mikrofalówki!? Nie po to ją targałem z miasta tu by nie używać!!! Odgłos ręki klapiącej o twarz i powolne jej ześlizgnięcie służył za komentarz załamanego upalonego. Apel był krótki "Znaleść jedzenie". Szu'a w ostatniej chwycił podążającego do namiotu Jaafe za kolnierz i wyperswadował szukanie w lesie, nie w lodówce. Udali się na więc do lasu i zaczęli penetrować. Szu'a powoli i skrzętnie przeczesywał teren w okół, aż wreszcie dotarł do jerzyn. - Wiesz co... - zaczął siedzący orzeł kiedy Szu'a konsumował sniadanie - To był jednak dobry pomysł szukania jedzenia w lesie - Zamknij... się! - skwitował renifer - Wyciągniesz z kieszeni jeszcze jednego snikersa to zobaczysz jak daleko może lewitować żywy człowiek w wieku gimnazjalnym!

Z lasu wrócili po godzinie. Niektórzy głodni, gdyż nie znaleźli jedzenia, niektórzy bo jedli zazwyczaj za dużo, a inni bo ich towarzysz trzymał za słowa i zamiast snikersów zajadał się chipsamil i popijał colą. Na pocieszenie jednak, nauczyciele też nie wiele się najedli i uczniowie otrzymali skromne racjie żywnościowe, które Jaaf dobrowolnie lub nie oddał Szu'le pałającemu żądzą zemsty. Kiedy skończyli, nauczyciele wpadli na kolejny makabryczny pomysł. Chcieli urządzić grila rybnego z pobliskiego stawu. W tym celu każdy otrzymał wędkę i kartkę z instrukcją obsługi i ruszyli nad staw. Zapowiadało się jak zwykle koszmarnie. Nauczyciele nie mieli zielonego pojęcia o łowieniu ryb, było południe, a połów skończył się na łowieniu tych co nie umieli pływać. To już złamało upalonego który po powrocie do obozu udał się do namiotu orła i tam razem zjedli po pożądnj porcji bigosu popijając tatrą która była w sklepie po drodze. Wieczór zaś zakończył się najgorzej jak tylko sobie ktokolwiek z obozowiczów mógł wyobrazić. Nauczycieli sytuacja nie złamała i dalej chieli kontynuować program szkolenia nie pozwalając na kupno w oddalonym o kilka kilometrów sklepie. Technika która jeszcze wczoraj omało nie doprowadziła do kanibalizmu okazała się dobra drugiego dnia. O 4 rano wszyscy poza pewną dwójką stali już na skraju stawu łowiąc ryby. Desperacja przerosła nawet brak umiejętności i zbiory okazały się dość okaźne, jednak tylko jenda osoba miała lodówkę z zamrażarką, która została przywieziona w nocy z zamówienia i tylko ta jedna osoba za opłatą przechowała zapasy. Popołudnie było nudne i deszczowe. Już po godzinie większość namiotów przesiąkała a po 2 rzeczy były przesiąknięte. Szu'a w koncu też zaprotestował i przeżucił bagaż do namiotu Jaafy. Tu było mu znacznie lepiej. Namiot byl ogrzewany, oświetlony z internetem i zestawem gier. Co jak co, ale nawet upalony nigdzie sie nie ruszał bez swojego kompa. Nie trudno też zgadnąć jak minęła reszta dnia a zakończyła się całkowitą przeprowadzką na stałe Szu'y na 3 piętro namiotu orła. - Jaaf - Szu'a schodził po schodzach nawołując - Co!? - Wiesz co mi sie śniło? Normalnie że byłem super silny i schodziłem jak teraz. Tylko zamiast Ciebie było tu cholernie dużo klonów Twoich i sie z nimi bilem. Ciekawe co to znaczy - Jaaf obrócił się na pięcie do Szu'y ukazując poobijaną twarz - Że dziś śpisz w swoim namiocie! Wstał kolejny zapowiadający się dobrze dzień. Nauczyciele pozwolili uczniom pojechać do sklepu, nakupić co chcieli, poźniej zjeść, obejrzeć film i nastało południe. Wtedy się zaczęło piekło. Organizator wymyślił pomysł podzielenia obozu na dwie grupy i walki o flagę każdej. W tym też celu musieli zbudować najpierw dwa forty. Lepszy miał dostać premię 50pkt więc było się o co starać. Półtora dnia wystarczyło by przywieźli piłę mechaniczną, betoniarkę ze sprzętem i kilku fachowców. Na wieczór fort stał już gotów z wysokimi murami, blankami i wystającą nad budowle wysoko wieżą, tak by wrazie czego można było zestrzelić wchodzącego. "Zestrzelić" bo dostali laserowe strzelby po 10 naboi - impulsów każdy. Jaaf oczywiście jako osoba dzięki ktorej powstał fort był generałem a Szu'a który czynnie pomagał w planowaniu doradcą. Oboje dostali najlepszy sprzęt i 53 ludzi z czego 22 dziewczyny i 31 chlopców. Technika była prosta. Wszysctkie dziewczyny które chcą zostać mogą zostać, chłopcy muszą przedstawić powód i poczekać na zgodę. Początek był niezły. Jaaf prowadził 50:0, lecz później oboje dowódców obu fortów nie przewidzieli słabej celności swych rzołnieży i wynik zmienił sie na 12:59. Oznaczało to zarazem, że wróg nadrobił 3 pkt. W nocy ruszyło drugie przeliczenie. Naboje kumulowały się a zabici wracali spowrotem do walki. Tym razem dostali po 30 naboi a strategia obu szop - bo tak zostali nazwani upalony i orzeł - opierała się na wyczekiwaniu atakującymi za fortem. Kiedy wróg nadszedł i zaczął zdobywać fort oni bez przeszkód okrążyli go i wystrzelali. Później zostawiając kilku obrońców wszyscy ruszyli na przeciwny fort. Był raczej nie złożony. Kilka drzew ustawionych w 1m kwadrat i flaga pośrodku więc zdobycie nie było trudne. Co innego fort "Szop". miał 3 metrowy, twardy mór, flanki, schody prowadzące na podwyższenie i wspomniana wieża, lecz co najważniejsze, co przerwa na sen rozrastał się. Kolejny dzień był już bojowo nastawiony. Obie drużyny gotowe do akcji czekały na pierwszy wystrzał. Wynik zmienił się drastycznie. 26 do109 + f (flaga) . W tym też tonie minęła reszta obozu. Nauczyciele i organizator nie wymyślili na szczęście nic innego, dzieci dobrze się bawiły, tyle, że dwa razy tyle autokarów musiało być bo obie grupy nie chciały się połączyć. Słowem integracja wypadła znakomicie. Sttoooo lat, stooooo - aubh - i jeszcze jedna - aubh - i jeszcze ra

Z dzieciństwa

- Ha! Kocham zime! - krzyczał Jaaf układając kolejny blok śniegu do swego fortu usytułowanego na zboczu pagórka - Mam fort nie do zdobycia! - Był z siebie dumny. Blankowany mór żeczywiście mógł go ochronić w czasie bitwy śnieżnej a dwie białe wieże po bokach dodawały dumy budowli - Panowie! - rozległ się krzyk ze szczytu - Szarża! Jaaf obrócił się na pięcie a oczyw wyszły mu z orbit. 10 sań jechało prosto na niego a na przodzie nie kto inny jak Szu'a z piórami przyszytymi na plecy kórtki w dwuch rzędach, prześcieradłem przewiązanym przez ramię i kulką śnieżną w ręce

Jaaf powoli wydobył się ze śniegu i otrzepał się. Gdyby teraz powiedział mu ktoś że przyjaźń jest największym skarbem był by pierwszym 6latkiem za kratkami przez morderstwo z premedytacją. - Poczekaj do lata... - warknął i skierował się do domu

- Wiesz co Jaaf - zaczął po długim namyśle Szu'a - postanowiłem być w tym roku dobry. Wiesz święta niedaleko a lista się wydłuża. Nic i nikt nie przeszkodzi mi w zdobyciu tych prezentów. Będę najgrzeczniejszym 6latkiem na ziemi! - spojrzał na dławiącego się ze śmiechu Jaafe bijącego pięściami o śnieg - Co sie śmiejesz!? Nie wierzysz!? Po krótkiej bójce w śniegu Sza'a znów się namyslił. - Nie sprowokujesz mnie więcej! Dostane to co chce! - Nie bo święty mikołaj widział co zrobiłeś przed chwilą - Jaaf zadarł głowę - Ale to będzie nasza mała tajemnica ok? - Ok. - Wiedziałem żeś przyjaciel - Święty mikołaju Szu'a brubóje Cie oszukać! - Jaaf darł się najszybciej i najgłośniej jak potrafił - był cały rok niegrzeczny i nie zasługuje na prezent! Kastet błysnął w powietrzu niczym brzytwa zarzynająca niczego nie świadomego człowieka. - Śiwęty mikołaj ma o niczym nie wiedzieć jasne!? Jasne!? Jaaf! Słyszysz!? Hey! Rusz się! Wiem że udajesz... Jaaf? - Szu'a skierował się do domu - Tym lepiej, martwy nic nie powie

- Szu'a! - Jaaf podszedł - List zaadresowany do Ciebie doszedł przez pomyłkę do mnie - wręczył białą kopertę - Do mnie? - spojrzał na Jaafe i znów na list - To pewnie z rządu. Poznali się już z mym geniuszem i chcą mnie mianować ministrem finansów! ... Białe, grube koperty, wspaniałe żarcie, nic nie robienie i podnoszenie podatków - rozmarzył się Szu'a - Przeczytaj - Biegun północny... Mikołaj pewnie dostał paczke kurierską z listą prezentów którą wysłałem! Pewnei dziękuje mi za precyzje w życzeniach! Może pyta czy nie chce czegoś jeszcze!? No tak w końcu paczka mogła mieć tylko 7.5kg to jeszcze tej drugiej nie wysłałem... - Otwórz! - Szu'a rozerwał kopertę - "Szu'o. Wczoraj widziałem Twoje zachowanie. Listy twojej spełnić nie mogę. Musisz się natyhmiast poprawić! [...] " Mikołaj widział co wczoraj zrobiłem! Jaaf przepraszam! Święty mikołaju przeprosiłem go! Jaaf a sprubój powiedzieć że nie - wymierzył pięścią - To koniec!? - Nie... "Daję Ci jeszcze jedną szansę na poprawę. Wymyśl coś co morze odkupić twoje winy. Może napżykład twój najbliższy przyjaciel stoi obok spułkany. Czy nie warto pomyśleć i o nim? W końcu pieniądze szczęścia nie dają. Mikołaj" - I co o tym myślisz? - Chwila moment - Szu'a spojrzał na list, na Jaafe, list, Jaafe - Poznaje ten styl pisma! To Ty to napisałeś! To wiele wyjaśnia! Naprzykład dlaczego "natyhmiast" przez h a nie ch, "morze" przez rz a nie ż, "pżykład" ż zamiast rz - Ale to by napewno napisał mikołaj gdyby nie był tak zajęty!

Jaaf wrocil do domu. Jak zwykle rzucił plecak na ziemie, poklął trochę i usiadł. Włożył CD do kompa którego zapomniał wyłączyć od tygodnia i uruchomił call of duty. Nic tak nie odprężało jak mordowanie, zabijanie, kastrowanie, pałowanie itp. niemców. No dobra, moze jak by ktoś wymyslil mordowanie arabow i czechow to by bylo tez dobre. Gre przeszedł już 3 razy na najtrudniejszym poziomie, ale nadal dawała mu satysfakcję. - Yo, yo Jaaf - Szu'a wszedł na parapet i ostrożnie by nie wpaść na coś wszedł - co porabiasz - "mordercy mają serca gołębie"... - Jaaf nie zwrócił najmniejszej uwagi na wchodzącego - Giń gnoju! Nie! Tak! Za...bić, zaciupać! Tak! Tak! Ja chcę jeszcze raz! Za jaja wrednego szkopa! - Jaaf!!! - wydarł się renifer - orzeł!!! Siedzący! - Jezu podatki podnieśli czy co!? - Jaaf ukończywszy misję odwrócił się - Nie ale szacunek byś okazał gościowi i zwrócił na niego uwagę - Normalny gość nie wchodzi przez okno! - Ale ja jestem kurdwe orginalny! Vip! Kapisz!? - Dobra już dobra - przeciągnął się - czego? - Właściwie to nie wiem, nudzi mi sie - no to wspaniale, idz sie podziel swoim odkryciem z ceramicznym - Dum- pięść wylądowała na głowie Jaafy - A to za co - jęknął - Za żywota! Może pójdziemy na rowery? - Co!? Sorry ale mam lepsze zajęcie!

- Nie! Nie! Komputerku nie opuszczaj mnie - Szu'a wyciągał za nogę Jaafe z pokoju przez okno - Będę tęsknić! Zadzwonie! Dozobaczenia! Już wkrótce się spotkamy! - Jezu Jaaf po Ciebie jeszcze nie przyjechali faceci w bieli?

- Szu'a przysiegam, jak tylko sobie dupe obloze lodem i przestanie mnie bolec to Cie jeszcze dopadnie młodociany psychopata!

Z dzieciństwa

Jaaf siedział sobie spokojnie w swoim pokoju bawiac sie klockami lego a wlasciwie tylko udając, że sie bawi, bo tak naprawde opracowywał już drogę ucieczki gdy rodzice dowiedzą się o jego próbach jazdy samochodem i zamiłowaniu do starych dużych drzew. Nagle coś go przewróciło z dzikim rykiem i udeżyło nim o ścianę. - Gdybyś żył w dżungli dawno byś zginął - ceremonialnie oświadczył Szu'a wstając i otrzepując się z kurzu - Dlatego wybrałem miasto!!!

-

Jaaf znów włączył telewizję. Nie z ciekawości a z nódów. Jak zwykle nie wybrał żadnego programu z filmami, tylko najlepszą komedię świata. Obrady rządu. Niby nic śmiesznego a jednak. Siwy już marszałek sejmu gonił właśnie z pałą jakiegoś posła z mikrofonem ręcznje roboty wyzywającego goniącego od zera, samoobrona śpiewała na środku rotę, część zgromadzonych przyjmowała zakłady na konkurs czterech skoczni, gdzieś w kącie radykalna partia ligi polskich rodzin biła się z platformą obywatelską a ochrona założyła związki robocze domagając się większych płac. Następnie nastąpił radykalny zwrot akcji i oto na sale wbiegli czescy kanalaże z hydrantami, znakami drogowymi i pociętymi drutami wysokiego napięcia. Z drugiego końca na wezwanie samoobrony staranował ściane traktor z gnojowicą atakując prosto w środek szyków czechów. Bez namysłu liga polskich rodzin przeszła do kontrataku i oskrzydliwszy platforme przystąpili do oblężenia. Uciekający z mikrofonem ściągnął też garnitur i założył turban czytając koran, marszałek poczerwieniał tylko i upadł na podłogę. Sytuacja wyglądała jak chaos ale kibice Małysza po wygranej Hanawalda z pianą w ustach i czarnych workach na głowie udeżyli na tyły czechów którzy pod dowództem Juliusza Ciupała przegrupowali się w momencie w drugim końcu sali gdzie z ław ustawili barykadę. - Jaaf co robisz? - spytał Szu'a wchodząc jak zwykle przez okno wpadając na jakiś tależ z resztkami pizzy - Ciiii! Kamerzysta leje czechów!!! - Że co!? - Pokazują ze stałej kamery! Cicho! Teraz oboje wbili wzrok w ekran na którym pokazywali radykalne ugrupowanie arbabów z Zimbabwe wspierających czechów w walce przeciwko demokratyczno-carskiemu ugrupowaniu "Lenin"

Savier wspierając się na zdobycznym hydrancie przyglądał się odwrotowi drugiej brygady kanalaży czeskich spod publicznych toalet. Teraz został już mu tylko legion rzymskich pikinierów polowych z widłami broniących się na lewym skrzydle i arystokracja z biegunowo-północna na prawym która się już właściwie wogole nie liczyła. - Za mną brateńki - podniusł broń - ku chwale... nieważne, ku chwale!!! Żołnieże wielu parii z okrzykiem ku chwale żytniej z podwójną siłą natarli tym razem ostatecznie przełamując opór. - No... cholera... kurde, no... w morde... koniec! - Saviewr usiadł zlany potem - To teraz pora na głosowanie

***

Jaaf wydobył szablę która w świetle ognia miasta zalśniła krwawą czerwienią i odwrócił się do żołnierzy za nim. - Ludności polski! - zawołał - nadszedł czas. Pora położyć kres uciskowi! Nie po to nasi ojcowie, dziadowie i pradziadowie ostrzyli kosy byśmy teraz na progu nowej historii mieli się poddać! Tam - wskazał na budynek rządu - jest przeznaczenie. Kilka kroków dzieli nas zaledwie od zwycięstwa! Trzoda! Orzeł znów się odwrócił i pobiegł w stronę ostatniego okopu rady miasta. - Jurand wstawaj! - zawołał ktoś z boku - Nie poddawajcie sie! atakować! Wesprzeć prawą! - Jurand!!! - głos się nasilił - Nie ulegnę waszej nędznej propagandzie! Nie przejdę na waszą stronę! Będę walczyć do ostatniej kropli... - Zimny strumień wody udeżył w jego tważ zagłuszając słowa. Zszokowany stanął na równe nogi szykując pięści - No chodźcie tu faszystowskie komuchy! - Mam Cie obudzić - z chamskim usmiechem powiedziała siostra Jaafy - Co ty sobie tu myślisz! No! Do szkoły

Orzeł przeżuł śniadanie i spojrzał na zegarek - Jezu! Jest 8.10!!! - krzyknął do siostry - spóźniłem się do szkoły! Ale... jeśli teraz wsiadziesz do samochodu, ja sie spakuje w dwie minuty to o 8.15 powinniśmy być w szkole!

Jaaf szedł powoli krok za krokiem w kierunku szkoły - Siostra jest leniwa - wycedził przez zeby patrząc znów na zegarek wskazujący 8.45

z dzieciństwa

Jaaf stanął na górce nachylonej 45 stopni i spojrzał na długą drogę przed sobą. "Tak, tu jest idealnie" pomyślał "zjadę sobie w dół, następnie między drzewami i wyląduje akórat przed domem na obiad". Spojrzał na sanki, stok i tak kilka razy po czym zszokowany stwierdził "mój mózg chce mnie zabić!"

-

- Miasto pokoju wygrywa! - Szu'a wpadł przez okno i zatrzymał sie na ścianie po czym podniósł sioę i otrzepał - 3:1! Draconi po dupie dostają! - Jaaf wyłączył kompa - no to czas

Jaaf jechał na wypożyczonym koniu przez pobliskie pola. Nie mógłs się powstrzymać od założenia stroju Napoleona i wzięcia sztandaru miasta. Spojrzał na Szu'e i znów dusił napływ śmiechu. Miał skurzaną zbroję, chełm husarski, podłużną tarczę z białym orłem na czerownym tle i pięć krótkich kiji na plecach a na tym wszystkim... wielki koc wzięty z łóżka. - Czego rżysz!? Następnym razem też wezme ubranie z elektrycznym ocieplaniem!

Kiedy dojechali kibice grupowali się w dzielcowe oddziały którymi mieli prowadzić. Poczęści dlatego, że mieli największe sukcesy w bitwach szkolnych i krucjatach przeciwko arabom i po części dlatego, że mieli znajomości u najbardziej wpływowych osób w dzielnicach a także wśród wielu "żołnierzy". - Szu'a proponuje tak. Ty poprowadzisz pałowników w sady. W czasie ataku broń do końca, jak damy rade pomożemy. Długie pały stoją w pierwszej lini. Rzucający udeżą pierwsi i wycofają się. Mieszane oddziały z Pokotomu i Zendla udeżą z lewej od strony sadu bo są największe, Derobjdę, Souleci, Ilewiowie, Kritanie i Blazygoni pójdą prawą.Długie pały wspomogą ochotnicy a gołe ręce zostaną w odwodach z arystokracją. W razie potrzeby pomogą Ci. - Wszytko dobrze ale sam nie utrzymam sadów. Albo arystokracja z ich grupami specjalnymi pójdzie ze mną albo... sam broń tych sadów. I pamiętaj, nie daj się oskrzydlić. Dad obronie długo ale chodzi mi o prawą. - Ale my tak gadamy a nie wiemy co robi wróg, jakie ma siły i czy maszeruje frontowo. - Puśćmy młodziany, 5-6. Reszta potrzebna do oczyszczania pola z niezdolnych do walki.

Wróg w końcu nadszedł z frontu tak jak przypuszczano i mimo, że gościnnie to równie licznie. Jednak już na samym początku wszystko poszło inaczej niż przypuszczano. Nie zaatakował sadu tylko postawił długie pały z prawej strony sadu a sam udeżył na całą resztę wojska. Jaaf widząc jak długie pały zablokowały sad a wróg ruszył wrontalnie na długie pały szybko wysłał posłańca na koniu na prawą by zaczęli osrzydlenie i drugiego by odwody wsparły długie pały i ochotników. Kiedy krótkie kije starły się z długimi pałami dał znak dwum rodom z lewej by zaatakowały. Długie pały utrzymały szyki w pierwszym udeżeniu więc orzeł zwrócił uwagę bardziej na prawą gdzie nie tylko nie przebili sie przez szyki ale zostali odetnięci od centrum walki. Teraz żałował, że arystokracja utknęła w sadzie. Lewa strona też się nie przebiła i przechodziła do odwrotu. Spróbował jeszcze posyłając posłańca odwrotu środka ale wróg już zaatakował drugi raz przechodząc do oskrzydlania. Sytuacja wyglądała niemal beznadziejnie dla Jaafy który widział już czarny koniec całej bitwy, lecz w tym też momęcie z sadu Szu'a w świetle pochodzni na swym koniu prowadził udeżenie na długie pały. Kiedy się zbliżyli krótkie kije rozstąpiły się na boki i środkiem udezyły grupy specjalne. Długie kije nie zdążyły wzmocnić swego centrum i ich szyk został rozbity. Teraz krótkie kije w bezpośrednim starciu były dużol poręczniejsze niż ich długa odmiana i zdziesiątkowani pokonani uciekli dając wolną drogę upalonemu na tyły wroga który kończył już okrażenie. Jeszcze raz przeniusł nerwowy wzrok na prawą gdzie oddziały oddaliły się na odpowiedni dystans by wróg nie zdążył wrócić i dał znak Pokotomom i Zendlom do ataku by związać walką ostatnią szansę wroga na blokade. W tedy też oddział weteranów meczowych którzy mielil nie zdążyć na kolejną bujkę wypadli zza Jaafy szarżując na zamykający się krąg. Przybyli tak szybko, bo jak się później okazało nakłonili mocnymi argumentami maszyniste z pociągu do przyspieszenia i przybyli o godzinę wcześniej. Teraz nie było już mowy o jakimkolwiek błędzie. Z pomocą weteranów krąg został rozbity na dwie części, Szu'a w morderczym ataku wbił się głęboko w lewą półkulę zdobywając 2 sztandary. Jeszcze raz dowódca lewej strony wroga rozkazał odwrót i następnie widząc zerowe szanse jego desperackiego czynu uciekł z pola bitwy zaś goniące ich dzielnice goniły ich aż do ustalonej lini pola i później zaczęły blokade uciekających. 2 dzielnice z lewej jeszcze raz się wycofały by przy ataku wroga skontrować i rozbić jego szyki. W końcu siedzący orzeł otrzymał telefon od geerała przeciwnej armi z gratulacjami i kapitulacją. Jaaf chwycił też zaraz trąbkę i wraz z posłańcami wygrał hymn wygranej. Walka ustała też w tym momencie i żałobna melodia obwieściła przegraną wroga. Kibice podali sobie ręce iprzeszli do świętowania. Jaaf z Szu'ą dumnie przejechali po sztandarach i dali oficjalny rozkaz "chlać do rana".

Jaaf szedł powoli krok za krokiem w strone szkoly zerkajac na zegarek i czekajac az sie w koncu spozni, choc bylo to dosc trudne na tak krotkim odcinku. "Bezstresowe nauczanie" myślał przypominając sobie reklame szkoly "Sprawdzian z biologii, chemii, matematyki, niemieckiego, angielskiego, fizyki i historii! A później bezstresowe wychowanie i slalom gigant miedzy lewitujacymi narzedziami ostrymi, powszechnie zaliczanymi do średniowiecznych jak siekiery, topory, oszczepy, młoty, cepy, strzały itp - zjawisko najczesciej spotykane po wywiadówce". przeszedł kilka krokow i z zalamaniem stwierdzil ze minela tylko minuta. "I sie dziwia ze tyle mlodych ludzi mysli o samobujstwie!" orzel przestawil zegarek 25 minut pozniej na 8.00 "co z tego ze mamy najnizsze podatki w niemal calym swiecie jak wyginie polowa mlodziezy". Nagle z rozmyslen wyrwal go jakis dziwny dzwiek. Sporzal przez ramie w prawo gdzie zobaczyl Szue z mordem w oczach bijacego wyrwanym z ziemi slupem od ogrodzenia w zegarek. Stał tak jeszcze dobra minute z otwarta najszezej jak sie tylko dało szczeka po czym dołączył się tworząc zbiorową zemstę. Po kolejnej minucie czując że się powoli wyżywa ale nie do końca dolozyl swoj zegarek i znów kolejne 2 minuty tłukli słupklami niczym jakaś grupa rolników dorwawszy polityka. To im nadal nie wystarczylo. Postanowili zagrac w stara dobra gre zwana "palant" z może zmienionymi troszkę zasadami. Jaaf podrzucalł losowo wybrane ksiazki z obu plecakow a Szu'a uderzal w nie. Po chwili nawet powstaly rekordy swiadczace o nastawieniu. Na 1 i 3 miejscu plasowaly sie ksiazki z fizyki, na 2 i 5 z chemi, 4 i 8 biologi, 5 i 7 z niemieckiego, 9 i 10 z angielskiego, 11 i 12 z historii i na koncu 13 i 14 matematyczne cegielki. Wkońcu skończyli. Podawszy sobie reke pozbierali ksiazki na jeden stos. Wtedy tez orzel stwierdzil cos dziwnego. Jebgo reka spoczywala w kieszeni na pudelku zapalek... jakas dzwina sila spowodowala ze reka niemal sama sie zacisnela i wyjal pudeleczko pokazujac upalonemu ktory szukal czegos w swoim plecaku lecz nie wiedzial dokladnie czego. Poprostu cos mu kazalo szukac i wtedy tez gdy zobaczyl zapalki natknal sie na jakis dezedorant. Na chwile ich spojrzenia spotkali sie po czym zabrali się do zmontowania miotacza skladajacego sie z zatknietej na koncu kijka zapalonej zapalki i dezedorantu. Teraz dopiero poczuli brak granic a blask planacego stosu odbijał się w ich radosnych spojrzeniach.

Kiedy obie szopy odtańczały rytualny taniec wokol stosu, inni uczniowie rowniez dolaczyli sie i po chwili z małego stosiku zrobił się prawdziwy kopiec zlozony z ksiazek ponad 100 uczniow.

Stos powoli dogasał gdy wszyscy zabrali sie do picia. Pili wszystko co im wpadlo pod rękę od rosyjskiego szampana poprzez wińska, browary, wodki i nalewki po czysty etanol z mety. To pokrzepiło znacznie ich serca i zanikly wszystkie klotnie i roznice. Teraz kazdy byl tu bratem lub siostra. Na wieść o popijawie sciągnęła jeszcze 1/3 uczniów. Wtedy to widocznie ktoś musiał na nich nakapować bo z bloków wybiegli antyterrorysci. Rusek napiął wszystkie mięśnie i wstał wychylając jeszcze jeden ostatni łyk "poselskiej" i rzucił butelkę pod stopy chywtając teraz za jeden z wyrwanych słupów a za jego przykladem zniklo cale ogrodzenie przedzielające w roznych miejscach osiedle.

Jaaf mierzył się wzrokiem dowódce antyterrorystów stojącego jakieś 50metrów od niego. Miał już za dobą porządnie uzbrojoną hordę więc się niczego nie bał. Nagle ku jego zaskoczeniu stojący naprzeciwko kilka razy udezyl bokiem otwartej dloni w prawą stronę szyi. Orzeł podniusł wyżej butelkę "kamikadze" i wskazał na nią palcem z pytającą miną na co odpowiedziało mi potwierdzające kiwanie glowy. Powoli zmierzali w swoją stronę aż w końcu się spotkali a napięcie wśród zebranych wzrosło kilkakrotnie. Wtedy nastąpiło "połączenie". Oto pierwszy raz w historii coś połączyło uczniów i antyterrorystów. Butelka powoli przeszła z ręki do ręki a następnie dowódca zdjął maskę i wzniusł butelkę do swych…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%