Inne · 8 min czytania
Jabłko
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Spotkali się oboje po długich latach, nie pamiętając, że kiedyś się znali. Kiedyś każde poszło w swoją stronę, ale z zalążkiem niespełnionego uczucia, któremu nie dane było rozkwitnąć. Zachowali wspomnienie swojego niezdecydowania. Przez długie lata nie myśleli o sobie. Mieli swoje własne sprawy, rodziny. Aż któregoś dnia spotkali się. Oboje mieli wrażenie, że znają się, ale pamięć im jeszcze nie pozwoliła na przypomnienie. Oboje jak w tej piosence ” Mężczyzna z przeszłością, kobieta po przejściach” Nie potrafili tak samo jak kiedyś przyznać się do tego, że coś kiełkuje, i że pierś faluje, a ręce drżą na uścisk dłoni. Udawali silnych. Ktoś jednak tym razem czuwał nad ich spotkaniem i zza chmury mocno marszczył brew. - Jesteś - powiedział On. - Jestem – odpowiedziała Ona. - Masz takie małe i delikatne rączki. I małe stopki – powiedział On. - Nie oglądaj mnie jak klacz na wybiegu. - Nie kupuję kota w worku – rzekł złośliwie On. - Nie jestem na sprzedaż- odcięła mu Ona. - A ja nie jestem kupcem – znów złośliwie stwierdził On. - A ja towarem. - Będziemy tak sobie prawić uprzejmości przez cały czas. – powiedział On przerywając wzajemne kąśliwości. - Chyba nie – powiedziała Ona śmiejąc się. - Może w takim razie zatańczymy – zaproponował On. - Nie tańczę. Nie lubię tej muzyki. - Nie? - Nie. - Może w takim razie spacer?. - Nie, dziękuję. - Brzydka pogoda? – zapytał On. - Nie. - Umiesz coś innego niż tylko mówić ” nie”. - Umiem. Mam wrażenie, że znam ciebie, i że kiedyś się spotkaliśmy. - Raczej nie. Choć już gdzieś widziałem te delikatne dłonie. - Takie dłonie ma wiele kobiet – stwierdziła Ona. - Nie. Takie są tylko u Ciebie. - Ok. Nie oponuję. Daremne jest z tobą spieranie się. Mężczyzna przecież ma zawsze rację. - Nie lubisz mężczyzn? - To nie to. Tylko czasami można mieć dosyć waszej zarozumiałości. Zawsze chcecie mieć rację, nawet jeśli jej nie macie. - Tak myślisz? - Tak. - Za to wy ciągle udajecie damy. Niedostępne kasztelanki kroczące z białą chusteczką, a tak naprawdę strzelacie na lewo i na prawo swoimi oczkami, czy przypadkiem nie nadjeżdża wasz książę. – powiedział On śmiejąc się. - Ale śmieszne. A masz przynajmniej miecz? - Może mam, a może nie mam. - W takim razie może nie jestem kasztelanką z białą chusteczką, która upuszcza ją przed księciem z bajki, aby ja podniósł, a może jestem. Może ty nie jesteś moim księciem, a może jesteś, skoro nie mam chusteczki, to i księcia nie potrzebuję. - Masz cięty język. - Nie panie księciu z bajki– normalny. - Może jednak na coś ciebie namówię. Może domek dla księżniczki? - Lalki poszły spać. Śpiesz się, może którąś obudzisz. Ja nie śpię i zła czarownica nie uśpiła mnie na długie lata. - Mówisz, że nie muszę przeskakiwać żywopłotu, aby obudzić ciebie? - Nie. - Szkoda. Mogłabyś mi wtedy opatrywać rany, i byłbym szczęśliwy. Kiedyś jednak życie było prostsze. - No cóż czasy się zmieniły. Jestem wytworem XX wieku i mam chusteczki jednorazowego użytku. Trudno byłoby je nawet rzucić na podłogę. Inni pomyśleliby o mnie, że jestem śmieciuchem. Nie wzdycham patrząc w okno zastanawiając się, z której strony przyjedzie mój książę na białym koniu. A… – nie dokończyła Ona. - Mam granatowy metalik –powiedział On. - Co? - Mam granatowy metalik i koń jest mechaniczny. - Nie widziałam granatowych koni. - To taki specjalny dla ciebie. - Aha. I domek specjalny też dla mnie? - Tak. Taki dla lalki. - Zostaw go dla innej lalki. Ja jestem z innej bajki. - Może poszukamy twojej bajki razem?- zaproponował On. - To propozycja? - Tak.- odpowiedział On. - Rozważę w późniejszym terminie. Może być? - Musi być. Przecież jestem współczesnym księciem, który nie ma królestwa, ani korony, więc cóż mam do zaoferowania? - Chcesz wiedzieć? – zapytała Ona. -