Fantasy · 14 min czytania
Jabłonie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
JABŁONIE
Późnym rankiem królewicz Ślizawiec przechadzał się po zamkowych ogrodach. Była wiosna i wszystko wokół pięknie zieleniło się w Słońcu. Najpiękniej zaś wyglądała stara, dorodna jabłoń, obsypana bladoróżowym kwieciem. Królewicz jednak nie zwracał na to uwagi, podobnie jak nie obchodził go wesoły świergot ptaków i senne brzęczenie pszczół. Nie chciało mu się myśleć o takich bzdurach, skoro był w poważnych tarapatach – za niedługo miał się ożenić. I nie miał w tej sprawie nic do powiedzenia. Król z królową znaleźli odpowiednią pannę, a jemu pozostało tylko odliczać czas do daty ślubu. Nie pomogły tłumaczenia, że owszem, ożeni się, ale z tą, którą sobie sam dawno wybrał a nie z brzydulą dzięki której królestwo mogło zawrzeć korzystny sojusz. Jednak miłość i polityka rzadko idą w parze, toteż królewicz dostał od króla szlaban na wychodzenie dalej niż do zamkowych ogrodów. Zakaz ten egzekwowano nader skutecznie, bo królewiczowi wszędzie towarzyszyły straże – no może poza wygódką.
Ślizawiec usiadł pod jabłonią a strażnicy stanęli nieopodal na tyle daleko, by dać mu trochę prywatności, lecz jednocześnie wciąż czujni.
Królewicz był zły, toteż, gdy powiał wiatr i na ramię spadł mu maleńki ludzik, zrazu chciał go trzepnąć.
- Stójcie, panie! - zawołał człowieczek, zasłaniając się rączkami. Jego głos nie był głośniejszy niż brzęczenie muchy i strażnicy go nie usłyszeli. - Wasze życzenie przychodzę spełnić!
- Tak z dobrego serca? - Wychowywany na królewskim dworze królewicz nie bardzo wierzył w bezinteresowność.
- Taka praca. - Ludzik skłonił się uprzejmie.
Część 22 / 6
- Wcale cię nie złapałem! - Spróbował jeszcze raz królewicz. Strażnicy nie dali po sobie poznać, że dziwi ich gadający do siebie królewicz. - Spadłeś na mnie! A poza tym, ta jabłoń rośnie tu od dawna i nic nigdy z niej na mnie nie spadło.
- Niedawno się przeprowadziłem – wyjaśnił jabłonnik. - Mój poprzedni dom stoczyła zaraza, a to drzewo jest całkiem ładne.
- Idź sobie – burknął królewski syn. - To jest moje życzenie.
- Tak nie można – odparował stworek. - Nie po to władam czarami, żeby spełniać takie życzenia.
Królewicz spojrzał spode łba.
- Nie pozbędę się ciebie, co? Dobrze, skoro już musisz mieć to życzenie to proszę: chcę się znaleźć z moją ukochaną jak najdalej stąd, gdzie będziemy sobie mogli spokojnie żyć.
Ledwo skończył mówić, rozległo się głośne „puf” i Ślizawiec zniknął.
Część 33 / 6
Ocknął się nieco poobijany w jakiejś starej, zapuszczonej chacie. Była tam też Ochra, jego ukochana.
Miała wszystkie cechy prawdziwej wiedźmy: rude włosy, poprawioną magicznie, nieśmiertelną urodę i paskudny charakter. Od razu zaczęła na niego wrzeszczeć.
- To twój pomysł? Gdzie ja jestem? Coś ty zrobił? - Wyrzucała z siebie pytania i przekleństwa z nieprawdopodobną szybkością i zaciętością, nie dając mu ani chwili na odpowiedź.
- To tylko tak... na trochę – wybąkał wystraszony królewicz, gdy wiedźma zastanawiała się, jak by tu jeszcze na niego naskoczyć. - Bo umyśliłem sobie, że posiedzimy tu trochę i poczekamy póki w królestwie nie zaczną się o mnie martwić. - Zamyślił się. - Może nawet żałobę wybiją... Tak czy inaczej, ja wrócę wtedy cały i zdrowy, a król ojciec tak się ucieszy, że nie bacząc na nic da nam błogosławieństwo.
Ochra spojrzała na niego chmurnie. Zupełnie inaczej wyglądał jej plan zawładnięcia sercem Ślizawca a wraz z nim całym królestwem. Już miała zmienić królewicza w coś paskudnego, ale stwierdziła, że lepiej nie robić nic pochopnie. Przerobić go na jakąś poczwarę przecież zawsze zdąży.
- Niech będzie. A teraz, skoro mamy tu mieszkać, to bierz się do roboty i ogarnij ten bałagan.
Królewicz nieco się zdenerwował.
Część 44 / 6
- Sam? Przecież równie dobrze dałabyś sobie radę bez mojej pomocy! Wystarczy, że machniesz ręką! Wiedźma poruszyła lekko palcem i tuż pod stopami Ślizawca trzasnęła błyskawica, wypalając na klepisku nieregularny ślad.
- Już pędzę! - wrzasnął i pobiegł zabrać się do roboty.
Resztę dnia spędził na zamiataniu izby, plewieniu ogródka i przybijaniu obluzowanych desek w podłodze. Kompletnie sobie nie radził. Gdy dobrze po południu skończył pracę, dłonie miał całe w pęcherzach, kolana starte do krwi od szorowania podłogi, kaftan, koszulę i pludry szare od kurzu a we włosach pajęczyny. Ochra ograniczyła swoją pomoc do wyczarowania narzędzi.
- Należy mi się nagroda? - zapytał przymilnie, przysuwając się do siedzącej sobie wygodnie na zdezelowanej ławie Ochry.
- Idź nad strumień, ryb nałapać. Zgłodniałam. - odparła.
Wiedząc, że grymaszenie mogłoby się dla niego skończyć zamienieniem w coś dziwnego, Ślizawiec posłusznie podreptał we wskazane miejsce. Było jeszcze jasno, stanął więc w środku strumienia, próbując wypatrzeć rybę.
Upłynęły bite dwie godziny, zanim dowlókł się do chaty, cały przemoczony. Ryby okazały się dla niego zbyt zwinne i nieraz przewrócił się do wody. Złapał jednakże dwa niezbyt duże klenie.
Część 55 / 6
- To wszystko? - Wiedźma obrzuciła go krytycznym spojrzeniem. No nic, jakoś musi wystarczyć. Przygotuj to należycie, tu masz nóż. - Podała mu wyczarowane narzędzie.
Po około kwadransie, zirytowana, odebrała mu je.
- Daj to, niczego nie umiesz porządnie zrobić – rzuciła i zabrała się za należyte sprawianie ryb nieustannie przy tym sarkając:
- Ot i królewski syn. Rozpuszczone to, jak dziadowski bicz, nic aby we fraczki się stroił i na bale chodził, a jak do pracy przyjdzie to bezużyteczny.
Królewicz zaś stanął z boku, żałośnie spoglądając na rozcięty palec.
W końcu należycie przyrządzone ryby wylądowały na stole, w drewnianej misie wyczarowanej przez Ochrę.
Ślizawiec sięgnął po strawę, ale w powietrze natychmiast poderwała się łyżka i trzasnęła go po łapach.
Część 66 / 6
- To moje – oznajmiła wiedźma – trzeba było więcej nałapać, to i ty byś się najadł.
Królewicz, choć zły, nie powiedział ani słowa. Wiedział, że sprzeciwianie się wiedźmie nie wyjdzie mu na dobre, a nie chciał spędzić reszty życia jako coś paskudnego.
Spać położył się głodny i sam, na ławie, owinięty pysznym, purpurowym płaszczem. Ochra zamknęła się w sąsiedniej izbie, którą urządziła wedle swego gustu.
Może jutro jej przejdzie, pomyślał.
Nie przeszło, ba, nazajutrz było jeszcze gorzej. Ochra poleciła mu narąbać drewna, zamieść podwórze i załatać dach. Królewicz mało nie złamał nogi, gdy stąpnąwszy nieostrożnie, stracił równowagę i runął z góry . Szczęściem, chałupa była niska a upadek złagodziły nieco krzaki rosnące pod ścianą, których Ochra jeszcze nie kazała mu wyciąć.
I tak, z każdym dniem, królewicz miał coraz bardziej dość swej wybranki. Minął ledwie tydzień, odkąd jabłonnik przeniósł ich do chaty, a już Ślizawiec postanowił uciec jak najdalej.
Toteż późnym wieczorem, upewniwszy się, że wiedźma śpi twardo, przystąpił do działania. Na stole została jeszcze…