Komedia · 6 min czytania
JABOL STORY
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Stary, weź wyluzuj z tą polityką, bo mi wino nie wchodzi- mówiąc to Staszek pociągnął łyk z butelki. - Bo mnie wkurwiają, to jak mam nie gadać. - Mieciu, zobacz, taki ładny wieczór. Może trochę mroźny ale mimo wszystko daje radę, wyluzuj się- rzucił łagodnym tonem Staszek. Mietek w zamyśleniu zaciągnął się popularnym. - Kurwa, to wino mi chyba nie służy. - A bo co? - Bo jakoś tak dziwnie... - Ty, ja też to czuję- Staszek pobladł ze strachu. - Myślisz, że to metanol?- Mietek był autentycznie przerażony. - Ale ty debil jesteś, kto by ci jabola watował metanolem- zbeształ go Staszek. Wibracje, które odczuwali jednak się nasilały. Nagle butelka w ręku Staszka pękła. - O żesz ty w mordę...- powiedział patrząc z niedowierzaniem na ociekającego winem, zgrabnego tulipana trzymanego w ręce. Nagle obaj spojrzeli w górę, ponieważ zrobiło się jakby ciemniej. Nad nimi przesuwał się powoli czarny, na tle rozjaśnionych światłami miasta chmur, dysk i powoli opadając w stronę ziemi, zniknął za nasypem kolejowym kilkaset metrów od nich. - Stasiu...ja ci mówiłem, że te nowe jabole to nie jest dobry pomysł... - Mietek- Staszek patrzył na kolegę ze zgrozą- tobie to już kurwa nic nie zaszkodzi. Chodź, idziemy. - Ale dokąd! - Jak to dokąd, na ten cholerny nasyp! Pomyśl tylko, w najgorszym wypadku będzie dziesięć procent!- Staszek rzucił się biegiem w stronę nasypu, odrzucając po drodze tulipana. - Jakie dziesięć procent!- wysapał Mieciu próbując go dogonić - Znaleźne kretynie! Wizja ilości wina, jaką będzie mógł nabyć, opętała Mietka na tyle, że zdołał dogonić Staszka.
Kiedy zdyszani wbiegli na nasyp, zobaczyli spodek leżący w polu, lekko wbity w ziemię. - Zobacz, jak mu pole zaorał- powiedział Staszek pokazując na szeroką bruzdę w ziemi. - Wkurwi się chłopisko hehe- Mietek łapczywie wdychając powietrze próbował opanować histeryczny śmiech. - Schodzimy! Tylko powoli... Kiedy ostrożnie zbliżali się do spodka, do ich uszu dotarł przytłumiony odgłos wirnika śmigłowca. Kiedy dostrzegli maszynę, akurat pilot wykonywał nawrót w ich stronę i zapalając reflektory, podchodził do lądowania. - Staszek! Szybko, do spodka! Musimy być przy nim kiedy wylądują! Tymczasem z maszyny wyskoczyło kilku ludzi z walizkami. W świetle reflektorów skierowanych na spodek, widać było, że są to żołnierze. Dało się również zauważyć niepewną minę Staszka, kiedy występował krok przed Miecia. - Stójcie! Żołnierze podeszli do Staszka i spokojnie zaczęli otwierać bagaż. - Słyszycie? Stać!...Co chcecie zrobić?...- Staszek wyraźnie tracił grunt pod nogami- to nasze ufo. Żołnierze spojrzeli po sobie, potem wzrok utkwili w Staszku. - My je znaleźliśmy- wydusił Mietek. - Właśnie! I dlatego jest nasze. - Przynajmniej w dziesięciu procentach!- dorzucił pewniejszym