Filozofia · 3 min czytania
Jak blisko jesteśmy wizji z Matrixa?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Możesz mnie uważać za snoba, ale zacząłem rozmyślać nad Matrixem. Tak - tym samym matrixem obecnym w filmie. A raczej jego genezą. Moim zdaniem to w pewien sposób nieuniknione. Dlaczego? Ano znajduję kilka powodów. Po pierwsze: z tego, co słyszałem, wszyscy się zastanawiają, czy gdzieś nawet na Ziemi nie istnieje życie oparte na krzemie - przecież jest tak podobny do węgla... Niby powiązanie z komputerowym krzemem nikłe, ale... moim skromnym zdaniem życie na krzemie powstanie - takie czy inne. I może nawet na drodze ewolucji - tylko nie od form organicznych, a od form nieorganicznych. Wszak komputery w ciągu zaledwie kilkudziesięciu (no... może trochę ponad stu) lat rozwinęły się do poziomu insektów. To chyba dużo? Po drugie: w końcu Bóg powołał nas do życia na swoje podobieństwo - może to podobieństwo ma się opierać na tym, że stworzymy nową formę życia? Tylko to życie będzie tak strasznie odmienne od naszego, tak dynamiczne, tak aktywne i wbrew pozorom tak odporne... no i w przeciwieństwie do nas błyskawicznie osiągnie pewien rozwój cywilizacyjny, który będzie rósł nie w postępie geometrycznym, lecz wykładniczym. I w sumie wcale nie będzie zależało od nas, czy wizja z matrixa częściowo się potwierdzi, czy też nie, tylko od widzimisię tego czegoś, bo to coś będzie jednością. Nie widzę innej drogi. Będziemy bowiem w pewnym momencie przypominać to, co teraz przypomina mrowisko w stosunku do Nowego Jorku.
Już teraz jesteśmy podłączeni…