Fantastyka · 2 min czytania
Jak magia rodzi się na Islandii
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Prolog Drzwi do karczmy otworzyły się z impetem, wpuszczając odrobinę świeżego wiatru. W progu stanął mężczozna około trzydziestki w grubym korzuchu i czapce wykonanej z nie byle pierwszego lepszego futra. - Piwo dla wszystkich! - krzyknął mężczyzna. - Na mój koszt, gospodarzu. - A cóż się stało, mościwy panie? - zapytał zgarbiony gospodarz. - Urodziła mi się córeczka! - oświadczył dumnie Edgard. - Taka malutka. Chwilę później każdy z klientów dostał obiecany kufel piwa. Edgard siadł przy barze i z dumą sączył swój trunek. - A pan skąd? - zapytał garbaty. - Bo i akcent nie ten... Mężczyzna uśmiechnął się. - Jestem ze Szwecji, a na Islandii mam żonę - powiedział. - Przepraszam, ale muszę już iść do domu. Żona prosiła bym się nie upił. Mężczyzna rzucił kilka miedziaków i wyszedł. - Któż to widział, by mężczyzna słuchał się... baby - mruknął gospodnik.