Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 20 min czytania

Jak płatki śniegu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jak płatki śniegu

Pierwszy płatek śniegu oderwał się od ciężkiej, stalowo-szarej chmury. Ruszył w podróż do ziemi. W ślad za nim poszedł drugi i trzeci. Zaczęła się gonitwa. Który z nich pierwszy dopadnie, jeszcze gdzieniegdzie, zielonej ziemi? Ten, co wystartował jako pierwszy, był pięknym płatkiem, ale nie wiedział, że w tych zawodach nie o piękność chodzi, a o ciężkość. Wyprzedzały go więc brzydkie i ciężkie płatki, czasem złośliwie obijając się o niego, niszcząc jego pięknie uformowaną postać. Tak już w życiu płatków śniegu bywa. Nasz płatek nie był jeszcze nawet w połowie drogi, a już odczuwał zmęczenie, był poobijany, brudny i rozczarowany. Najchętniej zawróciłby tam, skąd rozpoczął bieg. Niestety, raz rozpoczętą wędrówkę trzeba doprowadzić do celu. A cel był bliżej i coraz bliżej, i w końcu zmęczony, smutny płatek śniegu wylądował. Było to lądowanie twarde. Nie na trawie, czy głowie jakiegoś człowieka, nie na ramieniu lub wodzie, nawet nie na sierści psa, wylądował na czarnej, asfaltowej drodze, a w chwilę potem przejechały po nim, jeszcze letnie, samochodowe opony. Tak się kończy historia płatka śniegu. Rozpędzony, czerwony Fiat Cinqecento i siedząca w nim para ludzi, gnała w sobie tylko znanym kierunku. Ciepło im było, ogrzewanie w samochodzie funkcjonowało bez zarzutu. Młodzi byli, szczęśliwi. Byli małżeństwem. Wracali właśnie ze ślubu kolegi ze studiów. Trzy dni poza domem wystarczyły, aby zatęsknić za nim, zwłaszcza kiedy czekał tam na nich pięcioletni synek. - Chyba się trochę zima pośpieszyła w tym roku.?! Ale z drugiej strony to może i dobrze, przypomniało mi to, że chciałem kupić Kubusiowi narty pod choinkę, - powiedział Zbyszek. - Ty nie martw się choinką. Pomyśl lepiej, co mu kupimy na Mikołaja. Pojutrze jest przecież szóstego, – przypomniała Zosia. - Na Mikołaja damy mu jakiś mniejszy, tańszy prezent, a ten prawdziwy dostanie pod choinkę. Co ty na to? A tak przy okazji, to za moich czasów prezenty dostawało się tylko raz, i kładło się je pod choinkę. - O, jaki staruszek się znalazł. Za moich czasów?! Za moich czasów, moi rodzice, wkładali prezenty pod poduszkę, i było to na Mikołaja. - Ja tam w Mikołaja nigdy nie wierzyłem. – Odgryzł się Zbyszek. - A kto twierdzi, że ja wierzyłam. Powiedziałem tylko, że na Mikołaja rodzice wkładali mi prezenty pod poduszkę. - Doba, więc ty będziesz robić za Mikołaja, a ja za Dziadka Mroza. W tym momencie przerwali rozmowę, z radia bowiem odezwał się sygnał zwiastujący informacje. Oboje interesowali się wszystkim, co działo się w kraju, więc oboje słuchali z zainteresowaniem. Główną wiadomością było to, że płatny morderca, który w zeszłym tygodniu zastrzelił Ministra Kultury ciągle jest nieuchwytny. “Jak dowiadujemy się ze źródeł zbliżonych do policyjnych, mordercy udało się już trzeci raz wymknąć z przygotowanej na niego zasadzki.” - Informował spiker. Potem z głośników popłynęła muzyka. - Jak myślisz, złapią go, czy im zwieje? – Podjął temat Zbyszek. - Mnie tam wszystko jedno. Nie jestem zamieszana w żadną aferę, na pieniądzach nie śpimy, a więc nami się nie będzie interesował. Zamienili jeszcze między sobą parę zdań, a potem każdy skoncentrował się na czymś innym. Zosia oglądała krajobraz i słuchała radia, Zbyszek wbił wzrok w jezdnie i zwolnił. Na drodze zaczęło zbierać się coraz więcej śniegu, a z tymi letnimi oponami, lepiej uważać w taką pogodę. Po powrocie zmieni je na zimowe. Kolejny wydatek. W tym samym czasie, w niedalekim mieście chodnikiem szedł dobrze ubrany mężczyzna. Wyglądał na czterdziestkę, był przystojny, na oko sympatyczny. Prawdopodobnie biznesmen. Idąc, uśmiechał się do mijanych ludzi, wprawiając ich tym albo w dobry nastrój, albo w zakłopotanie, bo któż w tych czasach uśmiecha się do innych ludzi na ulicy? Mężczyzna trzymał w ręku drogą, skórzaną aktówkę. Zmierzał w stronę hotelu. Nie był osamotniony w swoim chodzie, podążały za nim spojrzenia wielu oczu. Kiedy jedna para oczu traciła go z widoku, zaraz przejmowała go inna, a po niej następna i tak aż do drzwi hotelu. Tu mężczyznę przejął obserwator umieszczony w oknie domu na przeciwko hotelu. Człowiek ten cały czas robił zdjęcia aparatem fotograficznym z teleobiektywem, zainstalowanym na statywie. Przy wejściu do hotelu stał odźwierny. Zdjął czapkę z głowy, witając w ten sposób gościa, a następnie otworzył mu drzwi. Mężczyzna podziękował i wszedł do środka. Udał się do recepcji. - Dzień dobry panie Donatanie. - Przywitał klienta recepcjonista. - Dzień dobry Antoni. Czy 212-tka jest wolna? - Ma się rozumieć. Pokój czeka na pana. - Dobrze. Najpierw pójdę coś zjeść, a pan niech przygotuje mi klucz i rachunek za jedną noc. Płacę z góry. Wyjeżdżam jutro bardzo wcześnie. - Naturalnie. Zaraz wszystko przygotuję, i życzę smacznego. - Dziękuję. – Odpowiedział mężczyzna wyglądający jak biznesmen i udał do restauracji hotelowej. Kilka chwil wcześniej człowiek z okna na przeciwko oderwał wzrok od teleobiektywu, a przyłożył do ust krótkofalówkę. - Nasz „obiekt” właśnie wszedł do hotelu. Wszyscy na miejsca i przygotować się, zaraz wchodzimy. – Rozkazał. W hotelu umieszczona była jeszcze jedna para oczu. Ich właściciel podniósł się z zajmowanego przez siebie miejsca i podeszły do budki telefonicznej. Wykręciły jakiś numer telefonu i tym samym czasie w oknie na przeciwko hotelu rozległ się dzwonek. Mężczyzna tam przebywający podniósł telefon i wysłuchał wiadomości, a następnie znowu wydał polecenie przed krótkofalówkę. - Wstrzymać się. Gość poszedł jeść. Czekajcie na mój sygnał.

Małżeństwo z czerwonego Cinqecento właśnie wjeżdżało w granice miasta. - Nirgend. – Powiedział Zbyszek. – Pamiętasz to Zosiu? - Miałabym zapomnieć naszą podróż poślubną i te trzy dziwne noce i dni? - Dziwne? – Zmarszczył czoło Zbyszek. - A numer pokoju pamiętasz? - Pamiętam. Pokój nr 212-ście. Tyle razy mieliśmy się kochać, a czego tobie nie udało się zrealizować. Wszystko pamiętam kochanie. - Dwa plus jeden plus dwa równa się pięć. Czyż nie tak – Zaśmiał się Zbyszek. - Pięć razy pierwszego dnia, potem było lepiej. - Tego już nie pamiętam. – Zosia była uszczypliwa. - Pamiętasz! - Nie pamiętam. - Tak? To wiesz co, mam pomysł. – Zbyszek spojrzał na Zosię z błyskiem w oku. - O Boże, już się boję. – Głęboko nabrała powietrza w płuca, a potem wypuściła je ze świstem. -Mów, co to za pomysł. - Co byś powiedziała, kiedy by tak poprawić nasz hotelowy bilans. – Zaproponował. - Chcesz wstąpić do tego hotelu? – Uśmiechnęła się. – Pomysł nie jest taki zły. Powiem więcej, jest całkiem dobry. Ma tylko jedną wadę. - Jaką? – Zaniepokoił się Zbyszek. - Musimy jechać do domu. Przecież mamy syna, który na nas czeka. Zapomniałeś? - Nie zapomniałem. Moglibyśmy zadzwonić i poprosić twoja mamę, żeby została z Kubusiem jeszcze jeden dzień. Na pewno się zgodzi. Uwielbia go przecież, a poza tym i tak nie ma co robić. No, co ty na to? Zosia chwilę rozmyślała, w końcu się uśmiechnęła. - Zgoda. Jedziemy do hotelu i stamtąd zadzwonimy. - No to do 212-stki. – Ucieszył się Zbyszek. Cinqecento ruszyło w głąb miasta. Tam bez najmniejszych problemów udało im się odnaleźć hotel i parking przed hotelem. Mężczyzna wyglądający jak biznesmen kończył właśnie kolację, inny mężczyzna siedział w hotelowym holu. Udawał, że czyta gazetę, ale tak naprawdę cały czas spoglądał w stronę restauracji. Jeszcze inny mężczyzna czekał w oknie domu na przeciwko hotelu, a w uliczce obok hotelu, w zaparkowanej furgonetce, siedziało ośmiu mężczyzn. Ubrani byli na czarno, twarze ich były zamaskowane, a na głowach mieli hełmy. Każdy z nich trzymał w ręce karabin. Ci mężczyźni czekali na rozkazy tego z okna. Kiedy Zosia i Zbyszek wysiadali z samochodu, biznesmen wycierał sobie usta serwetką. Małżonkowie skierowali swoje kroki do hotelu. - Popatrz! - Zosia pokazała palcem na wystawę sklepu opodal. Był to sklep z zabawkami. – Kubuś wspominał mi, że chciałby dostać na Mikołaja policyjny pistolet wyglądający jak prawdziwy i kajdanki. A tu mają coś takiego. Do tego krótkofalówka, a kajdanki są aż w dwóch kompletach. Wstąpię tam i zrealizuję jego marzenie. Ty tym czasem idź i wynajmij dla nas pokój. Ten sam odźwierny, który wcześniej otwierał drzwi biznesmenowi, teraz z ukłonem otwierał je przed Zbyszkiem. Zbyszek wszedł do środka i ruszył w kierunku recepcji. Tam stał już również mężczyzna wyglądający jak biznesmen. Wpisywał się do książki meldunkowej. Następnie zapłacił rachunek, odebrał klucz od recepcjonisty, a odchodząc uśmiechnął się do Zbyszka, czekającego na swoją kolej. - Czy macie państwo wolny pokój 212, ten z wielkim łożem małżeńskim. – Spytał Zbyszek recepcjonisty. - Niestety, ten pokój jest już zajęty. – Odpowiedział pracownik hotelu. - Wielka szkoda. Chcieliśmy z żoną spędzić tutaj dzisiejszą noc. Wie pan, parę lat temu, będąc z małżonką w podróży poślubnej, zatrzymaliśmy się na kilka dni w tym pokoju właśnie, a teraz, przez sentyment, chcieliśmy wynająć go znowu. - Bardzo mi z tego powodu przykro. Niestety nie mogę państwu pomóc – Uśmiechnął się recepcjonista. Biznesmen w tym czasie rozmawiał z kimś przez telefon. - A czy jakieś inne wolne pokoje macie państwo? – Dopytywał się Zbyszek. - Z tak wielkim łożem już nie, ale mogę panu zaproponować inny, równie wygodny. Pokój numer 201, zaraz przy windzie. - Dobrze. W ostateczności to przecież wszystko jedno. - Zapłaci pan teraz albo przed wyjazdem? - Teraz. Zbyszek zabrał się za dopełnianie formalności. Do hotelu weszła Zosia. - Zobacz. Mam już prezent dla Kubusia. – Powiedziała Zosia, pokazując zabawki. - Kubuś to nasz syn. – Dodała wyjaśniając recepcjoniście. - Piękna zabawka. – Opowiedział recepcjonista z uśmiechem. – Sam chciałem mieć coś takiego, kiedy byłem małym chłopcem. - Niestety kochanie, - wtrącił się Zbyszek – nasz pokój jest już zajęty, ale wynająłem inny, równie dobry. Numer pokoju jest trochę niższy. – Mówiąc to mrugnął do…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Jak płatki śniegu — czytnik · opowiadania