Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 9 min czytania

"Jak ptak..." cz. 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

"Jak ptak"

Był pochmurny, deszczowy dzień. Eliza, z braku zajęć postanowiła wyjść na spacer. Trudno - pomyślała. Przecież się nie rozpuszczę. Wzięła parasol, założyła grubą kurtkę z kapturem i poszła na spacer. Chodziła uliczkami, które w mieście, gdzie mieszkała były już dawno zapomniane. Budynki raczej w stylu iście gotyckim, co nadawało temu miejscu dużego uroku. Eliza lubiła takie miejsca. Niestraszna była jej pogoda, ani lodowaty wiatr, rozwiewający jej miedziane włosy na wszystkie strony. Często przychodziła tu by odetchnąć od szarej rzeczywistości i pomyśleć. Dziewczyna była typem samotniczki. Nie miała wielu znajomych, przyjaciół również. Jej szkolne towarzystwo miało raczej inne zainteresowania niż ona, przez co często była powodem do szyderczych uśmiechów. Uodporniła się już na to. Wiedziała po co żyje i w najmniejszym stopniu nie zamierzała przejmować się głupimi docinkami. Marzyła o tym by w przyszłości studiować japonistykę, a gdy będzie miała już odpowiednią ilość pieniędzy wyjechać w azjatyckie rejony. Eliza usiadła na murku. Wpatrując się w niebo myślała o życiu. Czasem chciałabym być ptakiem - powiedziała w duszy. Okrążyć cały świat dookoła, nie przejmując się niczym ani nikim. Po prostu zagłębić się wśród chmur i po prostu żyć. Nagle z jej kieszeni odezwał się dzwonek telefonu. Gdzie Ty jesteś do cholery? - odezwał się syczący głos w słuchawce. Obiad niezrobiony, naczynia nieumyte. Cóż sobie wyobrażasz młoda damo?! Ja tu wracam po 10-ciu godzinach pracy, zmęczony i co? Pamiętaj, że masz swoje obowiązki do wykonania. Eliza mieszkała z ojcem od kiedy odeszła od nich jej matka. Znalazła sobie kogoś, przez długi czas to ukrywała, aż w końcu spakowała walizki i wyjechała. Bez słowa. Nie utrzymywała z córką jakichś bliższych kontaktów. Raz na parę tygodni dzwoniła, niby ciekawa co słychać u jej pierworodnej. Od tego czasu obowiązki swojej mamy przejęła dziewczyna. Prała, sprzątała, gotowała, zmywała. A do tego dochodziła jeszcze szkoła. Nic dziwnego, że Eliza czasem musiała wyjść i po prostu odpocząć. Nie było jej łatwo, ale zaciskała zęby, bo wiedziała, że muszą sobie z ojcem dać radę. Po powrocie do domu zastała ojca w butelką piwa przed telewizorem. Zrobiła to o co prosił ją tata i poszła do swojego pokoju. Włączyła muzykę. Dzisiaj wybrała repertuar Eny'i. Miała dość refleksyjny nastrój. Następnego dnia dziewczyna, zaraz po szkole znowu poszła w swoje ulubione miejsce. Pogoda już była nieco lepsza niż dnia poprzedniego. Słońce prześwitywało delikatnie przez chmury, tak jakby chciało wyjść, ale czegoś się wstydziło. Ku jej zdziwieniu, okazało się, że nie jest sama. Chwilę po jej przybyciu na miejsce, zobaczyła chłopaka. Miał tak na oko 19-20 lat. Dość przeciętny wzrostem jak na mężczyznę. Podszedł do niej i z lekkim zaintrygowaniem wpatrywał się swoimi zielonymi oczami w Elizę. Piękna pogoda, nie? Aż chce się żyć. - zagaił. Tak, lubię takie dni jak dziś. - odpowiedziała dziewczyna dalej kierując swój wzrok ku niebu. Widzisz tam coś? - chłopak podążył spojrzeniem za tym na co rudowłosa niewiasta patrzyła. Tak. Widzę. - odparowała. Widzę wolność. Widzę przestrzeń, której wielu ludzi nie jest w stanie dostrzec. Gdzie skrzydlate istoty szybują wśród chmur. Widzę piękno. Nieunikalne piękno, jakie dała nam matka natura. Człowiek często chodzi wpatrzony w ziemię. Nie zwraca uwagi na takie rzeczy. - dokończyła. Robert jestem - przedstawił się nieznajomy. Często tu przychodzisz? - kontynuował. Jak najczęściej tylko mogę. To miejsce skłania do refleksji, przemyśleń. Pozwala poszybować gdzieś daleko, tam gdzie ludzki umysł na codzień nie ma czasu by się wybrać. A nie wolałabyś, hm... no nie wiem... wyjść ze znajomymi na piwo albo coś? - spytał Robert zaintrygowany tym, że można godzinami wpatrywać się w niebo. Eliza spojrzała na niego pochmurnym wzrokiem. Nie pijam piwa, poza tym... poza tym nie mam czasu na takie rzeczy - stwierdziła oburzona. No tak, w końcu lepiej gapić się godzinami w przestrzeń niż iść się zabawić - oznajmił chłopak z ironią. A żebyś wiedział, że lepiej. Nie chcę wbić się w wir codzienności. Chcę nauczyć się żyć sama ze sobą. Jej wzrok dalej wędrował gdzieś ku niebu. A znajomi? Nie masz znajomych? - dopytywał Robert. Miałam - wyszeptała. Ale większość ludzi uważa mnie za dziwaka, którego można wyśmiać i upokorzyć. Po co mi tacy znajomi? Chłopak westchnął. Wiesz, nie wszyscy tacy są. To, że część ludzi właśnie tak się zachowuje nie oznacza iż brakuje tych,

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%