Komedia · 20 min czytania
Jak się zakochała ta, co nigdy nie kochała
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Rafał, do cholery, pośpiesz się! - Już idę kochanie! - krzyknął i podbiegł do mnie. Dźwigając torby z zakupami wyglądał naprawdę słodko. Nigdy nie podejrzewałam, że mogę się do kogoś aż tak przywiązać. Może nawet warto tu wspomnieć o miłości...? Nie wiem. Nigdy wcześniej nie kochałam, nawet nie interesowałam się chłopakami. Dla mnie istnieli tylko jako koledzy. Zresztą nie przebywałam z płcią męską aż tak dużo aby móc o tym prawić. Po prostu Rafał jest moją pierwszą miłością i tyle. Najdziwniejsze jest to, że zawsze wyobrażałam sobie, że aby się zakochać potrzeba wiele czasu. Śmiałam się z tych, którzy mówili o miłości od pierwszego wejrzenia. Tymczasem mnie samą jakby na przekór spotkało właśnie coś podobnego... To było dokładnie rok temu. Razem z przyjaciółką Kaśką skończyłyśmy liceum i wybierałyśmy się na studia. W akademiku mieszkać nie chciałyśmy więc szukałyśmy jakiegoś małego, w miarę taniego mieszkania. Udało nam się znaleźć coś dobrego już po paru godzinach szukania. Mieszkanie to znajdowało się bowiem blisko Uniwersytetu, nie było również specjalnie wielkie ani drogie. Chociaż jak dla nas to wciąż było za wiele. Było jednak tak śliczne, że nie chciałyśmy od razu zrezygnować. Miało dwa pokoje, kuchnię i łazienkę. Pomyślałyśmy o tym, aby znaleźć jeszcze kogoś... No i z tym "kimś" nie miałyśmy najmniejszych problemów. Już od dawna za Kaśką latał taki jeden chłopak. Całkowicie nie chciał się od niej odczepić a jej na tym specjalnie nie zależało. Lubiła go, więc zgłosiła jego kandydaturę, czego następstwem było spytanie się go. No i jakże mógłby odmówić? Taaak... Marek uśmiechnął się od ucha do ucha i przyciągnął Kaśkę do siebie, co sprawiło, że zaczęła się wyrywać, bić, gryźć i krzyczeć. Puścił ją chyba z pięć minut potem... Mojej przyjaciółce kompletnie popsuł tym humor i gdyby nie fakt, że nikogo innego odpowiedniego nie znałyśmy, za Chiny ludowe nie zgodziłaby się na mieszkanie z nim pod jednym dachem. - Hej ale w takim razie to może jeszcze kogoś chcecie...? Ja mam takiego kolegę, z którym chciałbym mieszkać, bo dwie piękne dziewczyny na mnie jednego to trochę za wiele... - O kogo Ci chodzi? - spytała Kaśka patrząc na niego podejrzliwie. Miała zresztą rację bo gdyby sprowadził nam tam jakiegoś idiotę, któremu w głowie tylko balangi, to nie wytrzymałybyśmy z nim dwóch dni. Chciałyśmy się w końcu uczyć a nie bawić (to również ale w mniejszym stopniu). - Nie znacie - stwierdził Marek - ale gwarantuję, że to porządny gość. Jesteśmy razem na roku tyle, że on się trochę więcej uczy i ma lepsze oceny... Wspomnę tutaj może o paru drobnych faktach. Ja nazywam się nie inaczej jak Ania (nazwiska pozostawię w cieniu jako zbędne informacje). Studiuję, a w tamtym czasie wybierałam się na studia informatyczne. Z Kasią znamy się od podstawówki. Ona jednak udała się na prawo. Marka poznała gdzieś na necie po czym gdy tylko zobaczył ją po raz pierwszy już nigdy się od niej nie odczepił. Rok temu zaczynał drugi rok medycyny podobnie jak jego kolega, o którym nas właśnie powiadomił. Na jego kolegę zgodziłyśmy się, i to nawet chętnie zaraz po tym, jak dowiedziałyśmy się, że się uczy. Postanowiłyśmy urządzić mieszkanie tak, aby chłopcy spali w jednym, niebieskim, pokoju, a my z Kaśką w drugim, zielonym. No i nadszedł dzień przeprowadzki... My przyjechałyśmy na miejsce (do Krakowa z Częstochowy) w sobotę rankiem. Chłopaki mieli pojawić się dopiero po południu, oni bowiem mieszkali gdzieś pod Krakowem i do tej pory (przez rok) jeździli na uczelnię normalnie z domu. Dlatego właśnie ucieszyli się z mieszkania gdyż wreszcie pojawiła się przed nimi perspektywa dłuższego spania... Gdy tylko wniosłam swoje rzeczy zaczęłam się rozpakowywać. Kasia zrobiła to samo. Do południa miałyśmy już wszystko pięknie rozłożone. No i właśnie wtedy przyszli "nasi mężczyźni". Marka usłyszałyśmy jeszcze zanim przekroczył próg. Zawsze go wszędzie pełno i jest strasznie głośny. Chociaż nie zawsze, jak się później okazało potrafi równie dobrze siedzieć cicho jak zaklęty... No i kiedy tylko usłyszałyśmy jego głos zwróciłyśmy głowy w stronę drzwi. Obie byłyśmy ciekawe tego jego kolegi... Już po chwili się doczekałyśmy. Podczas gdy Marek wnosił swoją torbę do pokoju obok do nas zajrzał chłopak, który wyglądem co prawda z nóg nie zwalał, ale od razu wydał mi się sympatyczny. - Część dziewczyny, jestem Rafał - powiedział pochodząc do mnie i podając mi swoją dłoń. - Ania, miło mi - odparłam ściskając jego ciepłą dłoń i patrząc na jego miły uśmiech. Potem podszedł do Kasi, po czym powtórzyli cały precedens. Rafał oprócz ślicznej barwy głosu miał oczywiście również wygląd. Dokładnie rzecz ujmując miał (i wciąż ma) ciemne blond włosy, krótko przystrzyżone, błękitne oczy i jakieś 190 centymetrów wzrostu (w tej chwili ma dokładnie 192cm). Na szczęście nie miał odstających uszu bo takich po prostu nienawidzę. Tylko nie myślcie sobie, że na jego widok coś mi strzeliło w sercu. Co to, to nie, owszem pomyślałam, że wygląda sympatycznie, ale to wszystko. O właśnie, jak już jestem przy zewnętrznej stronie ludzi to i całą resztę opiszę. Marek to brunet o długich włosach, które zawsze ma związane w kitkę i nigdy nie chce ich rozpuścić. Ma piwne oczy, zero pryszczy i dokładnie z tego co mi Kaśka mówiła 188 centymetrów (chyba, że zdążył urosnąć...)wzrostu. Moja przyjaciółka jest ciemną szatynką o dosyć długich, prostych włosach. Oczy jak sama je nazywa ma "bursztynowe", zgrabną, szczuplutką figurę (jedyny jej kompleks to mały biust, który jednak nie jest aż tak mały w związku z czym Kaśka specjalnie nie narzeka) i 162cm. Ja natomiast również jestem szatynką, tyle, że jasną, mam włosy falowane, do ramion, które przysporzyły mi w życiu nie małą ilość cierpień (gdybyście wiedzieli co to jest kręcąca się nie w tą co trzeba stronę grzywka!). Oczy mam zielone i kolor ten towarzyszy mi wszędzie i zawsze gdyż go po prostu ubóstwiam. Figurę mam śliczną i jestem dosyć wysoka - całe 171cm. Po przywitaniu się z nami, Rafał poszedł się rozpakowywać. Aby było zabawniej poleciałyśmy za nim... No i oczywiście nie mogli się obyć bez naszej pomocy bo kładli wszystko byle gdzie (szczególnie Marek) a my dochodziłyśmy do wniosku, że to nie estetycznie i zmieniałyśmy ułożenie połowy rzeczy... W końcu doszliśmy do jako takiego porozumienia. Następnie zostawiłyśmy panów samych i poszłyśmy z Kasią na miasto. Wróciłyśmy późnym wieczorem. Moja przyjaciółka zabrała się za czytanie a ja wyjęłam laptopa i zajęłam się netem. Marek z Rafałem najwidoczniej gdzieś wybyli, bo nie było po nich ani słychu ani widu. Dopiero koło dziesiątej usłyszałyśmy skrzypnięcie drzwi i głosy chłopaków. Byłyśmy wtedy już umyte, przebrane w piżamy i szykowałyśmy się snu. Gdy oni zaczęli się myć, my gadałyśmy na przeróżne tematy, a kiedy w końcu się położyłyśmy spać nie minęło pięć minut, kiedy w naszym pokoju zjawił się Marek. - Śpicie? - No co ty, bawimy się w śpiące królewny - zakpiła Kaśka, która już prawie usnęła. Zawtórowałam jej półprzytomnym ziewnięciem gdyż zdążyłam zasnąć i się obudzić. Tymczasem Marek, zamiast grzecznie się wynieść i dać nam spać, postąpił całkowicie sprzecznie z przyjętymi normami. Podszedł do łóżka Kasi i rzucił: - Posuń się. - Że co?! - oburzyła się moja szacowna przyjaciółka. - Postanowiłem z Tobą spać - mówiąc to zapewne miał na twarzy przeogromny uśmiech, jednak w ciemności nie dałyśmy rady go ujrzeć. - Ty to jednak masz niezłe poczucie humoru - odparła ironicznie Kasia. - Wolisz żebym nie dał Co spać przez kolejne pięć godzin? - Czemu akurat pięć? - rzuciłam ale chyba nikt mnie nie dosłyszał. Za to Kasia doszła najwidoczniej do wniosku pt. "a co mi tam". - No dobra - powiedziała i posunęła się tak aby Marek zmieścił się obok. On natomiast zareagował ekspresowo. Migiem wskoczył do łóżka i przyciągnął biedną, śpiącą ofiarę do siebie. A ona oczywiście zaczęła się wyrywać... Tymczasem w drzwiach stanął Rafał, czego może nikt z nas nie zauważył, ale na pewno każdy usłyszał: - To co ja mam tam niby sam spać?! Na to zdanie każdy z nas zareagował inaczej. Kasia wytrzeszczyła oczy, ja rzuciłam krótko "a co, może jeszcze za rączkę Cię trzeba potrzymać?" jednak zanim Rafał mi odpowiedział Marek rzucił swoje: - Śpij z Anią. Po tym obie z Kasią wgapiłyśmy się w niego z podwójną siłą. Chyba nie zauważył. Za to Rafał po prostu spytał jakby to było najzwyklejsze pytanie na świecie: - Mogę? Właściwie nie chciałam się zgodzić ale doszłam do wspaniałego wniosku, że skoro on rzucił to tak "prosto z mostu" jakby pytał "która godzina", to ja nie mogę być gorsza. Wystrzeliłam: - Proszę Cię bardzo. Chłopak podszedł do mnie i wsunął się pod moją kołdrę gdy tylko odsunęłam się kawałek. Nie miał koszulki więc mogłam do woli wpatrywać się w jego klatkę piersiową. On najwidoczniej spostrzegł, że nie mogę od niej wzroku oderwać, i zrozumiał to na opak (pierwszy raz widziałam takową z tak bliska!), bo jednym ruchem przysunął mnie ku sobie. Poczułam jego ciepło. Był naprawdę gorący. To było wspaniałe uczucie. Położyłam głowę na jego klacie. Tymczasem Marek z Kasią prowadzili bardzo interesującą konwersację... - Ty, ona się serio zgodziła - stwierdził Marek. - No to co? - Kasia próbowała ukryć zdziwienie, aby przypadkiem w jakiejś sprawie nie zgodzić z kolegą. W rzeczywistości również mi się dziwiła i nie mogłoby być inaczej gdyż właściwie ja sama nie mogłam się zrozumieć... - Też byś się zgodziła spać z pierwszym lepszym?! - Co innego spać a co innego uprawiać seks gamoniu! - To znaczy, że zgodziłabyś się?! - Jesteś tego żywym dowodem idioto! - Przecież mnie znasz! - Jak bum cyk cyk! Parę razy Cię na oczy