Komedia · 3 min czytania
Jak spędziłabym swoje wakacje mając własny samochó
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Gdybym miała swój własny samochód, byłaby to z pewnością jaskrawo zielona syrenka. Tuż za nią zaczepiłabym najwspanialszą na świecie przyczepę kempingową podobną do domku baby jagi, z kurzą nogą na rolkach. Ach, cóż to byłby za wspaniały pojazd! Już widzę siebie oczami wyobraźni w tym ekskluzywnym odrzutowcu. Samochód oczywiście nie mógłby się obyć bez czterech przerzutek z przodu. Dlaczego akurat czterech? To oczywiste. Mój numer w dzienniku to cztery, więcej tłumaczyć chyba nie muszę, dlaczego akurat ta liczba. Pierwszą wyprawą, jaką przeżyłby ten pojazd, byłyby moje wakacje nad jeziorka oddalone od nas o rzut kamieniem, ewentualnie może być beretem, ale tylko moherowym. Zabrałabym tam ze sobą swoją wierną towarzyszkę życia, Xenę. Przed samym wyjazdem rozpoczęłybyśmy pakowanie. Nie mogłabym nie wziąć ze sobą smerfnego kocyka. Xeny bagaż stanowiłaby kuweta i kilkanaście puszek kociego jedzenia. Moja kocica uwielbia whiskas, w końcu koty wiedzą, co jest najlepsze. Gdyby udało nam się ostatecznie dopchać cały ekwipunek do bagażnika, ruszyłybyśmy w drogę zapalając silnik, który z pewnością mógłby zostać zdobywcą nagrody w konkursie na „Najgłośniejszy Silnik we Wszechświecie”. Dopisujące szczęście nie pozwoliłoby na najmniejszy uszczerbek w syrence. Ciszę w samochodzie zagłuszyłybyśmy przenośnym gramofonem. Nawet na…