Religia · 22 min czytania
Jak sprzedałem duszę
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
== Jak sprzedałem duszę ==
Wróciłem przed pięcioma minutami z pracy. Dzisiejszy dzień był tak samo nudny jak wszystkie inne dni na produkcji. Mam chyba najnudniejszą pracę na świecie. Gorzej mogą mieć chyba tylko Chińczycy bo robią to samo ale dwa razy dłużej i za śmiesznie małą płacę. Pracuje w fabryce łożysk. Moja praca opiera się na przyciskaniu guzika i przewijaniu taśmy z formą. Najgorsze w niej jest to, że po ośmiu godzinach stania przy maszynie nie mam już na nic ochoty. Popadam w monotonię znudzenia życiem i zmierzam wprost do śmierci. Jestem młody ale sam dla siebie nie widzę żadnej perspektywy. Muszę coś zjeść. W lodówce są jeszcze resztki sosu do spaghetti który robiłem w niedzielę. Na wszelki wypadek powącham bo to już trzy dni. Pachnie dobrze, można podgrzewać. Nigdy nie myślę nad tym jak wiele czasu trzeba poświęcić samemu faktowi przeżycia. Nawet taka najprostsza rzecz jak przygotowanie sobie jedzenia zajmuje kupę czasu a przecież zamiast tego mógłbym robić milion innych rzeczy. Na przykład zamiast spędzać pół godziny nad garami mógłbym pracować nad wynalezieniem lekarstwa na raka albo szukać sposobu na załatanie dziury ozonowej. Zresztą, kogo ja chce oszukać. Znając siebie i swoje wrodzone lenistwo pewnie bym siedział przed telewizorem. Jak to robiłem ostatnio każdego dnia po pracy. Chyba jest to pewna forma poddania się w życiu. Bo przecież mógłbym robić tyle innych rzeczy. Nie chce mi się brudzić talerzy, wrzucę makaron na patelnię. Tak też można jeść. Jedna z wielu zalet bycia kawalerem, można brudzić do woli i nikomu to nie przeszkadza. Mi na pewno nie. I właśnie teraz jak o tym pomyślałem to dochodzę do wniosku, że trochę zapuściłem mieszkanie. Muszę pamiętać żeby wynieść kartony po pizzy następnym razem. Rozważę też wyjęcie podkoszulków spod komody. Paskudne to spaghetti, zresztą jak każde odgrzewane żarcie. Czasem zazdroszczę tym co mogą sobie pozwolić na kolacje w drogich restauracjach. Mnie ledwo stać żeby kilka razy w miesiącu pizzę zamówić. O kolacjach nie ma mowy. Od jakiegoś czasu o randkach też mogę zapomnieć. Za te nędzne grosze jakie zarabiam niewiele można kupić. Podwyżka nie wchodzi w rachubę bo jest przecież kryzys finansowy. Pewnie to teraz modna wymówka wśród pracodawców, zresztą co ja o tym mogę wiedzieć. Nie uważałem w szkole bo wolałem się wygłupiać z kolegami i teraz mam za swoje. Powinienem się cieszyć, że w ogóle mam pracę. W telewizji co chwilę mówią o jakiś masowych zwolnieniach i upadkach firm. Znowu nie chce mi się tego zmywać, odrzucę patelnię na stos naczyń do zmycia. Może w weekend się zmuszę i zrobię z tym porządek. Fajnie by było mieć zmywarkę do naczyń. Też bym zaoszczędził sporo czasu. Może faktycznie jakbym miał więcej tego czasu to byłbym w stanie zająć się czymś pożytecznym. Albo oglądałbym więcej telewizji, tak czy inaczej byłbym szczęśliwszy. Nie mogę powiedzieć żebym się jakoś bardzo najadł bo za dużo tych resztek nie było, ale już nic innego mi się nie chcę robić. Pilot się na mnie kusząco spogląda i zachęca do poskakania po kanałach. Ale może się zdrzemnę. W sumie dziś wyrobiłem trochę ponad normę w pracy. Tak to dobry pomysł. Otworzę okno żeby się trochę wywietrzyło i podrzemię chwilę w ciszy i spokoju. Jednak zamknę okno, bo na skrzyżowaniu robole coś piłują przy światłach. Niby można się przyzwyczaić do wszelkich hałasów po jakimś czasie ale jak jestem zmęczony to mam ochotę na ciszę. Swoją drogą ciekawe czy ci robole jak wracają do domu po pracy to robią to samo co ja. Oni pewnie lepiej zarabiają, w sumie tacy budowlańcy czy inni specjaliści to muszą więcej zarabiać. Znów sąsiedzi się kłócą. Urok mieszkania w bloku, mimo, że nie chcesz to i tak wiesz o wszystkich sprawach rodzinnych współmieszkańców. Swoją drogą ktoś kto wymyślił mieszkanie w blokach to jakiś geniusz zła. Upchnąć tylu ludzi w jak najmniejszej przestrzeni. W budynku wykonanym prawie z tektury, zabić ich prywatność. Dobrze, że nie mam mieszkania z widokiem na okna innego bloku. To już jest kompletne przegięcie, jak w każdej chwili ktoś może ci zajrzeć do mieszkania co robisz. Dla niektórych to pewnie jest jedyna rozrywka. Bo co w sumie może robić taki na przykład emeryt albo rencista. Nawet telewizja się nudzi po jakimś czasie. To teraz dla odmiany pies innej sąsiadki zaczął szczekać. Zawsze tak jest jak ona gdzieś wychodzi i zostawia go samego. Jak tu w takich warunkach można odpocząć? Tak sobie myślę, że ten cały stres i choroby i inne takie rzeczy to jest wywoływane w nas przez właśnie innych ludzi, bo musimy z nimi obcować wbrew własnej woli. Wiedziałem, że tak będzie. Jak jeden pies zaczął szczekać to zaraz odezwały się 3 inne. Co za bezsens trzymać psa w bloku. W ogóle jaki jest sens posiadania psa jak się jest minimum dziesięć godzin dziennie poza domem. Przecież jak ci ludzie wracają z pracy to nie dość, że muszą wyprowadzić psa na dwór to najpierw muszą po nim posprzątać w mieszkaniu. Po prostu aria niebiańska, jakby tych psów i krzyków było mało to przygłucha babcia z dołu puszcza radio na cały regulator. Słucha tej breji z Torunia i pewnie myśli, że po śmierci jej będzie lepiej. Pewnie nawet nie chce dopuścić do siebie myśli, że już przegrała swoją szansę. Boją się ludzie tego piekła a nawet nie wiedzą czy by im się w niebie spodobało. Najbardziej mnie bawi to, że oni nie mają nawet żadnego dowodu, że coś istnieje po śmierci. Psy przestały szczekać. Może jednak jeszcze zasnę. Przewrócę się na drugi bok. Jakby jeszcze przestali krzyczeć to by było super. Nie rozumiem czemu tacy ludzie ze sobą w ogóle żyją, przecież walczą ze sobą codziennie. Jaka w tym przyjemność mieszkać z kimś kogo się tak nienawidzi? Chociaż jeżeli kilka lat temu się bardzo kochali i kupili mieszkanie razem to co też mogą zrobić. Ja bym się nie chciał wyprowadzać z mieszkania które po części też i do mnie należy. I pewnie też bym znosił codzienne kłótnie i awantury. Chociaż nie wiem, nie jestem na szczęście w takiej sytuacji więc nie mogę stwierdzać na pewno jak bym postępował. Pięknie, po prostu cudownie. Znowu te wieśniaki przyjechały szpanować samochodami i muszą tą swoją wieśniacką muzykę puszczać na cały regulator. Nikt z tym porządku nie chce zrobić. Policja nie zajmuje się takimi duperelami a straż miejska jak przyjedzie to ich uciszy na chwile a potem oni wracają po pół godzinie. Pewnie wiedzą, że piorun nie uderza dwa razy w to samo miejsce. Jeszcze alarm od samochodu zaczął gdzieś wyć pod blokiem obok. Nie do wytrzymania, jak można żyć normalnie w takich warunkach. Jestem skrajnie wyczerpany tym wszystkim. Sprzedałbym duszę za ciszę i prywatność. Pukanie do drzwi? No to z drzemki nici. Swoją drogą to jakaś nowość bo bardzo dawno mnie nikt nie odwiedzał. Znając życie to jakiś akwizytor i nie będzie dał się odpędzić. Nie mam pieniędzy na te badziewia które oni chcą sprzedawać. - Kto tam? - Witam, nazywam się Damian Czarski. Przyszedłem zrealizować Pana zamówienie. Jakie znowu zamówienie? Nie pamiętam żebym cokolwiek gdziekolwiek zamawiał, zresztą nie stać mnie żeby coś zamawiać. - To jakaś pomyłka, ja nic nie zamawiałem. - Pan Wojtek Wróblewski? - E, no tak. - W takim razie wszystko się zgadza, mam dla pana dokumentację, czy może pan otworzyć? Skąd on zna moje nazwisko? Może ktoś zrobił mi jakiś głupi dowcip i coś zamówił na moje dane. Nie wiem otworzę. - Witam - facet to mówiąc lekko się skłonił. Jest ubrany w czarny garnitur, białą koszulę z białym krawatem. Pod pachą faktycznie trzyma jakąś teczkę, ale nie widzę żadnego pudła więc nie wiem co to za przesyłka. - Czy mogę wejść? Chwilę mi zajęło zanim przestałem się tempo gapić i odpowiedziałem: - Nie widzę, żadnej przesyłki, nie jest pan przypadkiem sprzedawcą biblii czy coś takiego? Roześmiał się przez krótką chwilę, to był dziwnie ciepły i przyjemny śmiech - Nie ja jestem raczej z konkurencji, jeżeli można to tak określić. - Nie rozumiem. - Wszystko Panu wytłumaczę jeżeli tylko poświęci mi Pan chwilkę czasu. - To nie jest jakiś żart? - Absolutnie nie, przyniosłem dla pana gotową umowę do uzgodnienia. - Nie rozumiem o co chodzi. - Wytłumaczenie zajmie mi tylko chwilę - Dobrze, proszę wejść. W sumie to nie wiem czemu go zapraszam do środka, ale ma w sobie taką charyzmę, że ciężko mu odmówić. Mam tylko nadzieję, że to nie jest faktycznie jakiś akwizytor. Jeżeli tak to muszę przyznać, że jest dość przebiegły bo udało mu się wprosić do mnie. Wszedł i rozejrzał się powolnie po mieszkaniu, lekko spuścił jedną brew. - Przepraszam za bałagan ale nie mam czasu zbyt często sprzątać. - Nic nie szkodzi, już niedługo się to zmieni. - Co to w ogóle za umowa i przesyłka, nie chce mi pan sprzedać przypadkiem odkurzacza? - To jedna z naszych standardowych umów oczywiście jesteśmy gotowi negocjować niektóre z punktów. - No OK, ale nadal nie rozumiem o co chodzi, czego dotyczy ta umowa? - No jak to czego? Kupna Pańskiej duszy. - Co proszę? Pytałem się czy to nie jakiś żart ale widzę, że Pan twardo poszedł w zaparte. Kto to wymyślił? - Pan. Jeżeli nie mylą mnie moje źródła to zaledwie 3 minuty temu był pan gotów sprzedać duszę za ciszę i prywatność. - Co? skąd to wiesz? musiałem to powiedzieć na głos w półśnie. W tych cholernych blokach wszystko słychać. Dopiero po wypowiedzeniu tych słów zorientowałem się, że wszystkie hałasy nagle ucichły. Zapanowała wręcz grobowa cisza jakiej już dawno nie słyszałem. Facet tylko się lekko uśmiechnął i położył teczkę na stole. Odchylił połę marynarki i wyjął z wewnętrznej kieszeni etui na okulary. Otworzył je i założył eleganckie druciane oprawki na nos. - Nie powiedział pan nic na głos. My na szczęście nie potrzebujemy żeby ktoś mówił na głos. De facto im ciszej ktoś się użala tym bardziej cierpi. I właśnie takim osobom trzeba pomagać w pierwszej kolejności. - Jak to pomagać? O czym pan mówi? - Przynoszę dla pana ofertę. Pańska mało znacząca dusza zainteresowała moich zwierzchników i postanowili złożyć panu propozycję. To mówiąc zaczął odwijać sznureczek na teczce. - Jaką propozycję? Muszę przyznać, że to wszystko jest odrobinę absurdalne. Dlaczego w ogóle ja się daję wciągnąć w taką dyskusję? Pewnie skończy się to tak, że kupie zapas pasty do zębów na dwa lata. - Chwilka, chce mi Pan powiedzieć, że przyszedł tu kupić moją duszę w zamian za ciszę i spokój? - Tak No nie da się zaprzeczyć, że bardzo konkretny z niego facet. - Czyli, że jak? Jest Pan jakimś diabłem a ja muszę przypieczętować cyrograf krwią i wszystko w magiczny sposób się zmieni? - Nie zupełnie tak to wygląda. Nie jestem diabłem, jestem tylko posłańcem. I mamy dwudziesty pierwszy wiek, od dawna już nie stosujemy tej…