Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Erotyka · 7 min czytania

Jak to przeczytasz - umrzesz w męczarniach

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

NAJLEPIEJ CZYTAĆ NA GŁOS - TYLKO NIE WTEDY GDY KTOŚ ZNAJDUJE SIĘ W OKOLICY :)

UWAGA! Autor nie przyznaje się do jakiegokolwiek związku z poniższym tekstem - nie jest nawet pewny kiedy i w jakim stanie go napisał.

Szukam Ciebie jak co dzień w zetlałej szacie conocnych pożądań, gdy wstaję i staję i stoję, mój Boże, gdy patrzę w lustro i obmywam twarz dłońmi, wciąż. Wiesz, wybacz mi moją nieskładność. Trochę jakby ze strachu, a może z obłędu wybieram tę formę, bo przecież sama rozumiesz, te książki, ech, one są źródłem zepsucia. „Kto czyta nie błądzi”. Ha! Bzdury! Co czyta? Kto czyta? Czy błądzi? Jak zawsze. Siedziałem zmęczony nauką, zgłębianiem mądrości nic nie potrzebnych, dyscypliną, ascezą, modlitwą, tym wszystkim, jak każdy, tak myślę. Sięgnąłem do książek, bo Biblia... Nie zawsze, nie ciągle, choć wielka, to czasem tak ciągnie człowieka... Trafiłem na ohydę – zapewne – którą gdy czytasz to jakby wewnętrzem, podskórnym, przybrzusznym, ukrytym strumieniem co drąży i ściska i pluska i żłobi. A słowa się cisną, tryskają, skapują, bulgocą i nęcą nieskładnym poszumem. Dlatego dzisiaj, jak co dzień, gdy piszę do Ciebie, jest wszystko to samo, lecz jakby inaczej. Wyrywa się ze mnie nie skowyt, nie warkot, nie pisk żałośliwy, lecz gulgot i charkot i potoki śliny. Chodziłem. Tu i tam i ówdzie, wiesz, nienawidzę dużych ulic z tymi bilboardami i bezwstydem, negliżem, szamponem, mydłem, bielizną, czekoladkami, wystawą sklepową i kioskiem, brzuchami na rolkach, w pośpiechu, z torebką i pieskiem, bo ciepło, bo upał, gorąco jak diabli – wybaczysz... – zimna coca-cola, lody cieknące, rozpływające się, plask, plask, mokre śmietankowe krople. Za to przyjemnie zacienionymi osiedlami z zielenią i staruszkiem na ławce. Taaak. Sunę nieśpiesznie po placykach zabaw, pomiędzy ogródkami i brzózką, krzakiem, wygniecioną trawą, psie kupy cholera! – wybaczysz... – i dzieci myk, myk po szczebelkach, huśtawkach, piaskownicach, chodniki rozsypane wśród bloków kapryśnie rzuconych jak klocki drewniane co miałem w pudełku, nudna zabawa, cóż można zrobić z kilkoma sześcianikami? Spacer jest przyjemny i dobry dla zdrowia. Nogi mnie niosą a niebo łagodnie błękitnieje. I znowu w gardle mokra, lepka gruda, a w głowie głuchy łomot, i te wątłe ramionka kruchej. Dziś w nocy obudziłem się myśląc o Tobie i ściskając nogami skłębione fałdy kołdry a w ustach miałem sucho, więc w przyciasnej piżamie zwlokłem się z łóżka. Gryzę czasami skórę swoich dłoni, albo ssę palec jak dziecko, brakuje mi myśli i słów i talentu. Łatwo zatopić się w bełkocie, w nieskładni bezzdaniowej, wylewać, chlustać z trzewi i z uśmiechem wulgarnej Molly dopisywać pod cudzym arcydziełem. Mam taki żal, że nic nie robisz, nie ratujesz, nie mówisz. A ja staram się myśleć tylko o Tobie, zamykam umysł na wszystkie obrazy, w których nie widzę Ciebie. Pragnę niekiedy tłuc głową w ścianę biało splamioną i pustą. W kuchni kilka garnków i talerzy, sztućców, szklanek, w kiblu papier i kafelki, w łazience mydło, ręcznik, pasta i szczoteczka, potem tylko łóżko, kołdra, poduszka, prześcieradło a klucze jak idę dzwonią w za dużych kieszeniach, więc boję się czy tym brzdękiem zwabieni dresiarze nie nakopią mi i mordę obiją, choć ból fizyczny wydaje się słodki przy tym, co gulga i pali i drapie, łaskocze, obciera, topnieje i kapie kap kap. W moim…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%