Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kariera · 8 min czytania

Jak uratowałem Grubą Rybę

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W dzieciństwie i do pewnego wieku dorosłego miałem zbyt dobre serce. Wszystkim pomagałem, nikomu nigdy nie odmówiłem. Zazwyczaj przez to kończyłem na przegranej pozycji. Najprzegraniejszej z najprzegrańszych. Ale może źle to odbieram, i wcale nie byłem taki święty, a po prostu... mało asertywny? Teraz już nie wiem, wszystko mi się powoli myli, a asertywność to dosyć nowe słowo.

Zostawmy to jednak, nie o mnie głównie tu chodzi. Nie jestem w tej opowieści najważniejszy. Nie mogę być najważniejszy mając takie dziwaczne imię jakie mam. Ale o nim później.

W rodzinie zawsze byłem najmłodszy. Nawet nasz pies Kręcioł urodził się niecały rok przede mną. Zazdrościłem mu nie tylko wieku, ale i imienia. Proszę, wybaczcie mi, że jestem na tym punkcie aż tak przewrażliwiony.

Kręcioł żył jak na psa naprawdę długo. Dziś nie jestem pewny czy to było szesnaście, siedemnaście czy nawet osiemnaście wiosen. Był kochanym kundelkiem. Więcej zwierząt nie mieliśmy, toteż nigdy nie miałem okazji powiedzieć w moim rodzinnym domu:

- Jestem starszy, więc się mnie słuchaj.

Później też nie mogłem narzekać na nadużywanie tego zwrotu.

Przejdźmy jednak do bardziej istotnych faktów. Ja, tak samo jak mój starszy, znęcający się nade mną brat, skończyłem dziennikarstwo. Sebastian, bo tak ma na imię mój brat, stał się Grubą Rybą dzięki zawodowej karierze w jednym z najpopularniejszych ogólnoświatowych magazynów. Zatrudniono go tam od razu po studiach, a on szybko wspinał się po szczeblach awansowej drabiny. No, a mnie, jako młodszemu i bardziej pomiatanemu, została marna posada w kwartalniku o wiązankach ślubnych.

Nie myślcie, że nie próbowałem z tym niczego zrobić. Po zobaczeniu mojej pierwszej pensji, z już odjętymi podatkami, załamałem się. Kiedy wyszedłem z krótko trwającego dołka, wsiadłem na rower (oszczędzałem na biletach autobusowych) i pojechałem do najdroższej dzielnicy w mieście.

Centymetr kwadratowy kosztował tu tyle, co cały dom na niedrogiej prowincji. Sami rozumiecie więc, że ni było tanio i co się za tym ciągnie, mieszkały tam same grube ryby.

Stanąłem pod drzwiami jednej z tych zakwaterowanych tutaj grubych ryb, która na dodatek była moim bratem, po czym nacisnąłem dzwonek. Robiłem to wszystko w niedzielny poranek, więc powinienem mieć pewność, że ta Gruba Ryba jak i inne grube ryby oraz, jak i wszyscy zwykli ludzie, nawet ci co nie są grubymi rybami, powinna być w domu. Nie pomyliłem się. Na dodatek w tym wielkim jak pole golfowe mieszkaniu był ktoś jeszcze. Piękna kobieta sprzątała w salonie wyciągając od Grubej Ryby niesamowite pieniądze jak na taką, nie wymagającą uzdolnień intelektualnych ani żadnych innych, czynność. Ale nie martwcie się o Grubą Rybę. Wtedy było ją na to stać.

- Cześć – przywitałem się.

- Cześć – usłyszałem od strony przepięknej, przewygodnej i przeskórkowej kanapy, na którą zwykli ludzie patrzą, a grube ryby siedzą.

- Przyszedłem do ciebie, bo mam pewien problem – wyznałem smutno.

- Ja też – rzuciła Gruba Ryba.

Zacząłem zastanawiać się jaki Gruba Ryba może mieć problem. Szybko zrezygnowałem jednak z tej czynności, gdyż byłem pewny, że nie wymyślę niczego możliwego. Poza tym, skąd niby ja miałbym wiedzieć jakie problemy mają przeciętne grube ryby.

Po chwili dalej niezrażony błagałem o pomoc:

- Mam problem finansowy i pracę, której nie lubię i się w niej nie spełniam. Skoro ty pracujesz w – nie podaję nazwy pisma ze względów prawnych no i komercyjnych – tym magazynie, w jakim pracujesz i jesteś moim bratem, pomyślałem, że załatwisz mi tam jakąś posadę. Nie musi być najlepsza ani jakaś tam wyszukana. Szczerze, to nic nie będzie gorsze niż pisanie o kwiatkach i bukietach.

- Mowy nie ma – odpowiedziała Gruba Ryba nie patrząc nawet na mnie, a na mecz w wielkiej

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%