fantastyka · 13 min czytania
Jak zabić męża czyli kampania reklamowa ufoludków
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i wydarzeń jest najzupełniej przypadkowe i niezamierzone.
Po więcej zapraszam na www.babeczkarnia.blogspot.com
W obecnych czasach zaplanowanie morderstwa doskonałego jest niemal niemożliwe. Zwłaszcza jeśli ma dotyczyć własnego męża. Ale na szczęście tylko niemal... Przeczytawszy z kilka setek krwawych kryminałów, wszelkie porady z internetowych blogów i ufna we własne siły, przystąpiłam do opracowywania szczegółowego planu. Oczywiście udział osobisty wykluczyłam z góry. To ma się nazywać brak motywu. Zaczęłam zatem z zapałem prać jego śmierdzące skarpetki, a uprasowane gacie składać równo w kosteczkę. Nie obeszło się też od przygotowywania codziennych posiłków, choć jak żyję nie znoszę pitraszenia w kuchni. To śniadanko po francusku, to trzydaniowy obiadek z pysznym tfu, deserkiem. Przed znajomymi zaczęliśmy w końcu uchodzić za małżeństwo doskonałe. Doszło do tego, że po jego powrocie z pracy czekałam z kapciami i gazetą przed drzwiami. Gdybym miała ogon to z pewnością jeszcze bym nim merdała... Podobało się cholernikowi na tyle, że czasem łaskawie zaproponował mi wspólne wypicie piwka. Kontynuowałam więc obmierzłe czynności, umilając je sobie słodkimi planami zemsty i wizją tortur zadawanych "ukochanemu". Najlepiej wychodziło mi to przy prasowaniu męskich koszul, a już na całego rozkręcałam się przy cerowaniu kalesonów. Punkt pierwszy mojego planu mogłam więc uznać za wykonany. Ponieważ notorycznie brakowało mi pieniędzy nie mogłam skorzystać z usług zawodowego czarodzieja, a nawet z wynajęcia jakiegoś trzeciej kategorii szamana z czarnego rynku. Tacy za dużo sobie liczyli. Z kolei z tymi bez licencji bywało różnie. Niedouczeni byli i zamiast upragnionej zbrodni mogli zafundować stałe kalectwo. A w takim wypadku pranie skarpetek i cerowanie gaci miałabym dożywotnio zapewnione. Brr... Kupno podręcznika "Czary dla opornych i mało uzdolnionych" nic mi nie dało, widocznie nawet w tej kategorii się nie mieściłam. Laleczkę voodoo z zaszytymi włosami ukochanego mężusia mogłam nawet pokroić i spalić, efektu żadnego nie było. Powoli ogarniała mnie prawdziwa rozpacz. Nie było rady. Musiałam dokonać tego własnymi rękoma w zaciszu domowym używając tak pospolitych narzędzi jak nóż kuchenny i siekiera. Trucizna wydawała mi się zbyt łagodnym sposobem. Na samą myśl o plamach, które potem trzeba będzie czyścić już robiło mi się słabo. Problem z ciałem odpadał, zakopałabym w ogródku, miejsca wystarczyłoby na cały tuzin trupów, a na górze zasadziłabym świąteczne drzewko. Już nawet kupiłam sadzonkę świerka syberyjskiego. Za kilka lat można by go było wyciąć na gwiazdkę, korzyść byłaby podwójna. Cóż było robić? Z rezygnacją zaczęłam ostrzyć moje narzędzia pracy, każdego dnia po troszeczku, aby nikt się nie zorientował w moich poczynaniach. I wtedy właśnie natknęłam się na TO ogłoszenie. Było małe i niepozorne, niemal niezauważalne wśród wielkich i krzykliwych haseł innych reklamodawców. "Mała firma z sąsiedniej galaktyki poszukuje chętnych do testowania rynku ziemskiego i wypełniania ankiet. Mile widziane osoby bez doświadczenia. Jeśli chciałbyś pracować w międzyplanetarnej korporacji, specjalizującej się w popełnianiu drobnych przestępstw - zgłoś się do NAS! Potrzebujesz mordercy, włamywacza, polityka? Tylko u nas wynajmiesz go zupełnie za darmo, w zamian za rzetelne wypełnienie ankiety. Szeroki wachlarz usług, obsługa prawna i solidność - to dewiza naszej firmy!" To było jak nieoczekiwany dar niebios, choć one same z pewnością nie chciałyby mieć nic wspólnego z moimi planami. Spisałam więc numer wideofonu, pilnując starannie aby nie wpadł przypadkiem mojemu mężowi w oko. Nazajutrz przystąpiłam do realizacji szatańskiego planu. Połączenie uzyskałam bez trudu i z biciem serca czekałam na obraz. Moim oczom ukazał się dziwaczny niebieski ludzik w obcisłym, srebrzystym kombinezonie. Jego wyłupiaste oczka przywodziły na myśl ślimaka, nos wyglądał jak rozpłaszczony kartofel, a grdyka drgała nerwowo w takt słów, które wypowiadał. - Firma PoObcemu. Witam i w czym mogę służyć? - Eee... To jest, również witam. Ja z ogłoszenia. Zerknął na kartki, które przed nim leżały. - Z ogłoszenia na testowanie ziemskiego rynku? - Tak. - Czułam się coraz bardziej nieswojo, bo jedno jego oko czytało notatki, a drugie złowieszczo łypało wprost na mnie. W końcu musieli dbać o wizerunek. Ale ponieważ byłam bardzo, ale to bardzo zdesperowana nie przerwałam połączenia tylko czekałam na wyjaśnienia ze strony ufoludka. - Hm... Dobrze. Skieruję do pani naszego przedstawiciela handlowego. On uzgodni z panią szczegóły i przekaże warunki umowy. Życzę miłej współpracy. Pstryknął i obraz z ekranu zniknął. Drgnęłam nerwowo gdy rozległo się energiczne pukanie do drzwi. Trzeba przyznać szybcy byli, pomyślałam zerkając przez judasza. Oczywiście przed moimi drzwiami stał niebieski ludzik z wyłupiastymi oczyma, tylko zamiast tego srebrnego opakowania, miał zwykły ziemski garnitur w krzykliwym ceglastym kolorze i różowy krawat. Gustu to ci kosmici nie mieli za grosz. Delikatnie uchyliłam drzwi. - Ja z firmy PoObcemu. Dlanod Ksut do usług - przedstawił się, nieznacznie sepleniąc. - Witam. Proszę wejść - i czym prędzej wpuściłam go do środka, aby jakiś sąsiad przypadkiem się nie zaciekawił, co ten mały niebieski wypłosz o gruszkowatym łbie robi na moim ganku. Posadziłam go w ulubionym fotelu mojego męża i szybko pobiegłam do kuchni, przykręcić gaz pod garnkiem z ziemniakami. Ładnie by mi się dostało, gdyby na obiad były przypalone kartofle. Potem wróciłam i usiadłam naprzeciwko ufoludka. Ponieważ cisza przedłużała się, a on nic nie mówił, tylko gapił się na mnie, chrząknęłam i podałam mu malutką fotografię. - No więc to jest obiekt do likwidacji. Słowem: mój mąż. - Nasze usługi obejmują wszelkie metody: od średniowiecznych tortur po działania sil naturalnych... Brutalnie mu przerwałam. - Preferuję duża siekierę i ostry nóż. Ewentualnie walec drogowy. - Krwawa z pani niewiasta - powiedział w zadumie, skrzętnie notując coś w małym notesiku, który wyjął z kieszeni. Termin dowolny? - Oby jak najszybciej- mruknęłam ponuro, mając pełną świadomość góry gaci i skarpet, które zalegały na podłodze łazienki. - Jutro? - A dacie radę?