rodzina · 9 min czytania
Jak zatrzymać cudowne chwile?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
— Jestem głodna! — wykrzykuję. — Ty nie?
— Też.
— Zjemy coś?
— Okej.
Pięćdziesiąt metrów dalej mała dziewczynka podąża za mną, podśpiewując i podskakując z nogi na nogę, jakby na chodniku prowadzącym do wejścia były narysowane kwadraty do gry w klasy. Takim samym krokiem przekracza podwójne drzwi. Witamy westchnieniem zatłoczone wnętrze PRZYSTANI, przypominającej brzęczący ul. O tej porze, latem lokal staje się pępkiem sopockiego świata — w każdym razie gastronomicznego. Triumfuje. Puszy się. Kolorowe plakaty naklejone na wielką tablicę reklamują specjalności zakładu z cenami wypisanymi ogromnymi cyframi. Oglądam je głodnym okiem. Woń podgrzewanego tłuszczu, oleju do smażenia i grillowanej ryby, uderza mi do głowy, torturuje żołądek.
— Babciu, aż ślinka leci.
— Doskonale, Zosiu
Siadamy na drewnianych taboretach. Dwa pod każdym blatem dają do zrozumienia, że jada się tu parami. Chudy jak tyka kelner, w różowej koszuli, przepasany szarym fartuchem, przestaje nas omijać. Podchodzi. Uśmiecha się. Przyglądam się owalnej twarzy: oczy jak guziki, błyszczą niczym dwa brylanty w bagnie. Rude włosy spięte w kucyk i ten długi nos... Korci mnie, aby rozwinąć tę kwestię.
Część 22 / 4
Chłopak, jakby obudzony moim spojrzeniem, potrząsa głową. Zejdź na ziemię, nawet Zosia ci nie uwierzy! Sięgasz po odgrzewane kotlety, krzyczy wewnętrzny głos. Odpędzam myśli, wstyd mi za siebie. Przymykam oczy, czuję się zmęczona przedłużającym się oczekiwaniem.
— Przepraszam. Co podać?
Zwlekam z odpowiedzią. Chłopak zerka na mnie, jego długie, chude palce stukają w okładkę notesu.
— Co chcesz? — pytam Zosię
— To, co ty! — odpowiada zaczepnie.
I nie zaszczycając ani mnie, ani kelnera, spojrzeniem, pokazuje palcem, co chce tak naprawdę zjeść. Oczywiście muszą być duże frytki i grillowana ryba, najlepiej FLĄDRA. Dobry pomysł, chwalę, milcząc.
Moje milczenie kelner bierze za przyzwolenie.
— Ile masz lat, mała? — pyta, zapisując długopisem w notesie.
Część 33 / 4
— Wkrótce osiem, a co?
Gdy mówi, jej głos robi się coraz bardziej miękki. Wyciąga podbródek, figlarnie mrużąc oczy. On się jej podoba, chyba ćwiczy ulubiony numer, rozjaśnia mi się w głowie. Chłopak uważnie przygląda się Zosi. Trudno mu się dziwić.
— Pozwól, że się przedstawię: Piotrek, młodszy kelner. Kumple wołają na mnie Pinokio.
— Zosia, z II a. Cudownie! No, teraz już wszyscy się znają.
I zaczyna rechotać. Kelner rozdziawia usta, ale nie poddaje się, dalej skrupulatnie wykonuje swoją pracę.
Wlepiam w niego wzrok. Istny Pinokio! Kończy gryzmolić w notesie, wytrzymuje moje spojrzenie utkwione w jego twarzy.
— Proszę wybaczyć, ale to trochę potrwa — uprzedza i znika w kuchni.
****
Część 44 / 4
Mija kwadrans, potem drugi, czuję się bezsilna. W brzuchu coraz bardziej burczy. Mam ochotę zapalić, ale nie powinnam. Rzuciłam i tu to surowo wzbronione. Ludzi przybywa, atmosfera w lokalu robi się nerwowa, nie pomaga nawet muzyczka relaksacyjna sącząca się z głośników. Nareszcie! Mój Różowy Bohater stawia talerze i wodę mineralną w butelce na blacie stołu. Ograniczam się do kulturalnego dziękuję i atakuję swoją rybę widelcem.
— Mmm, wyborna, naprawdę bomba.
Rzadko trafia mi się taka uczta. Jestem uszczęśliwiona chrupiącą flądrą, teraz kocham cały świat. Tylko Zosi nie wraca energia. Widzę, że skupiona na stygnącej rybie krzywi się okropnie. Co za koszmarny niejadek!, ciśnie się na usta. Upuszczam gwałtownie widelec na posadzkę. Jakby w odpowiedzi uśmiecha się nieznacznie, wydaje się zadowolona z mojej irytacji. Tego już za dużo!
— Kochanie, czy masz mi coś do zakomunikowania?
Zosi trudno przełknąć pytanie. Przez kilka minut szuka właściwych słów, po chwili zrezygnowana odgryza mały kawałek zimnej flądry i zdecydowanym ruchem odsuwa talerz. Tłuste odciski paluszków plamią blat stołu. Marszczę brwi.
— Babciu, masz mi za złe?
Oczy mojej wnuczki wilgotnieją. Pytanie kołacze się w powietrzu. Czuję, że pąsowieję… Czy ta historia nie prowadzi do terroryzmu? Naprawdę tego chcę?
Zosia mierzy mnie szklistym wzrokiem, czekając na ostateczną reakcję. Przełykam nerwowo ślinę, ale milczę, bijąc się z myślami. Opalona buzia coraz bardziej ciemnieje, w końcu domyślam się, że uznaje się za pokonaną, gdyż