Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 8 min czytania

Jam cząstką tej siły...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

To było zaiste czarodziejskie miejsce. W momencie pokonania kamiennych schodów i przekroczenia zardzewiałej, rozpadającej się bramy, wszystkie hałasy wielkiego świata cichły, a zwykłe rzeczy przybierały niezwykły wymiar. Nawet drzewa traciły swą naturalną drzewiastość i stawały się świadkami krwawych bitew, potajemnych spotkań kochanków, zdrad, śmiechów i łez. Idąc alejkami pełnymi zeschłych liści, słyszała coś więcej, niż ich chrzęst czy wiatr świszczący wysoko nad nią. Zawsze, gdy tam przychodziła, wiedziała, że nie jest sama. Na początku to dziwne uczucie wywoływało u niej lęk, ale z czasem przyzwyczaiła się do tego, a nawet zaczęła to rozumieć. Cmentarz nie był duży. Właściwie, to był najmniejszy z wszystkich ośmiu w mieście. Chowano na nim ludzi, którym zabrakło bliskich, albo do których bliscy się po prostu nie przyznawali. Swoje miejsce znalazły na nim również czarownice i szarlatani, ale o tym mało kto wiedział, gdyż ich groby były bezimiennymi obeliskami wyrastającymi z ziemi, niczym odwieczni strażnicy. Dziewczyna pogładziła najbliższy z nich, jakby w pieszczotliwym geście przywitania i nie zatrzymując się, posłała uśmiechy w kierunku dwóch innych. Ona wiedziała do kogo należą. Wiedziała o tym miejscu więcej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Zabrało jej to sporo czasu, ale wszystkie dziwne historie, jakie mogły się z nim wiązać przestały być dla niej tajemnicą. Tak więc ta malutka rzeźba, która przedstawiała aniołka, to w rzeczywistości wyświęcony medalion, który miał powstrzymać duszę. A dusza owa należała do 12-letniego dziecka, które niegdyś zostało opętane przez złego ducha i wywołało niemały zamęt. Przynajmniej tak podawały akta. Dziewczyna przypuszczała, że prawdy w tym nie było aż tak wiele, za to zdecydowanie sporo zabobonów i tradycji. Zresztą nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiała. Minęła niemal obojętnie ów grób a jej wzrok spoczął już na mogile, której kształt rysował się w poświecie szybko gasnącego dnia. Kamienny krzyż wołał do siebie w absurdalnym, zapraszającym geście; ostatnie promienie zachodzącego słońca oświetlały nogi wiszącego na nim Jezusa. Przez ciało dziewczyny przeszedł dreszcz, a przez głowę przebiegła myśl o heretyku, który zwija się w mękach i jęczy, gdy pierwsze języki płomieni zaczynają lizać jego stopy... Szybko odegnała od siebie to skojarzenie i pewnym, szybkim krokiem ruszyła w tamtym kierunku. Człowiek, który tam spoczywał bynajmniej nie był heretykiem. Właściwie to był całkiem zwykłym mieszczaninem, który ciężko pracował przez cały rok, żeby wyżywić swoją rodzinę. I właśnie tu pojawiała się pewna nieścisłość. Skoro posiadał bliskich, był katolikiem (w jego aktach znalazł się nawet akt zgonu wystawiony przez kościół), a z jego życiem nie wiązał się żaden niewyjaśniony epizod z udziałem sił nieczystych, to dlaczego nie pochowano go na zwykłym cmentarzu, który znajdował się tuż obok? Wyjaśnienie, iż nie było tam dla niego miejsca, nie było przekonywującym argumentem. Wątpliwy był również fakt, by nie mógł sobie pozwolić na zwykłą, nawet najbardziej uboga mogiłę. Więc dlaczego?! Właśnie to pytanie sprawiło, że drewniana, rozpadająca się ławeczka, stała się jej ulubionym miejscem. Dziewczyna przesiadywała tam godzinami, przyglądając się spadającym liściom lub ludziom, którzy z rzadka odwiedzali krewnych. Kamienną płytę czas nieubłaganie zamieniał w proch, z którego była stworzona; między wyrwami w kamieniu pojawiały się pierwsze, zielone listki. I właśnie w te małe, ledwie widoczne roślinki wpatrzony był mężczyzna, który śmiał zając ławkę. JEJ ławkę. Na głowie miał kapelusz, którego cień zasłonił całą twarz. Brodę oparł na

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Jam cząstką tej siły... — czytnik · opowiadania