Filozofia · 9 min czytania
Jamajska koszula
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jamajska koszula
„Czasami - stojąc pośrodku pustyni - wpatrzona w powab horyzontu, chcę poczuć dotyk poetycko nieskończonej samotności... A potem wzbić się razem z nią i odlecieć daleko... Odlecieć tam, gdzie nie ma mnie”
Poznał Ją przypadkowo, w środę albo w czwartek, nie pamięta dokładnie. Pamięta jedynie, że pił lurowatą kawę a za oknem padało. Siedział wtedy do późna w biurze czytając wiadomości w internetowej wersji lokalnej gazety. Robił to w zasadzie z nudów – nie chciało mu się wracać do domu, naturalnie jeśli hotel można nazwać domem. Poznał ją właśnie tam – w sieci. W otoczeniu faksów, komputerów i niedojedzonej chińszczyzny przyniesionej jak co wieczór przez chłopaka w jamajskiej koszuli. To zabawne, ale Jej stwierdzenie o nieskończoności horyzontu, w którą chciałaby patrzeć stojąc pośrodku pustyni, nasuwało mu na myśl całe kilogramy piachu wkradające się w każdy zakamarek spoconego ciała. Czuł się z tą myślą dziwnie – zdanie to, o czym wielokrotnie rozmyślał ukrywa w sobie pęd do całkowitego wyobcowania i ucieczki od świata, nie powinno więc budzić tak kolokwialnych skojarzeń, jak piasek między palcami. Z tego więc powodu momentami czuł się nieco dziwnie, ale czuł też, że Jej „odlecieć daleko” jest mu bardzo bliskie.
***
Samotność. Doświadczał jej od czwartego października dwutysięcznego drugiego roku. To wtedy nadszedł kres „nieskończonego”, to wtedy pojawił się koniec, który wywołał w nim pogoń do zamknięcia się w osaczeniu niemych krzyków zmieszanych z nocnym potem i pogardą człowieczeństwa na widok kobiety. (Nigdy więcej – mówił wtedy.)
Dlaczego zapamiętał właśnie Ją? Może przez tę pustynię? Może przez horyzont? A może przez Jej obojętność wobec rzygania, o której mówiła zupełnie zwyczajnie? Nie znajduje usprawiedliwienia dla swoich upodobań, mimo wszystko zapamiętał Ją na dobre – taką, jaką spotkał po raz pierwszy, zamyśloną i nieco przestraszoną. Patrzyła nieufnie, jakby ulokowany na kliszy obraz miał trafić donikąd, albo zostać nieujawniony pozostając schowany we wnętrzu aparatu, którym został uwieczniony. Może właśnie dlatego Ją zapamiętał. Zapamiętał i zapisał – w pamięci swojej i komputera. Obok raportów wysyłanych co tydzień do Kijowa i zdjęć z zamglonego, szkockiego wrzosowiska, gdzie pojechał minionej jesieni. Nie wiedział, co właściwie sprawiło, że zalogował się do serwisu wypełniając te wszystkie śmieszne rubryki z wiekiem i upodobaniami kulinarnymi. Nie wiedział dlaczego napisał do Niej te kilka zdań nie tworzących właściwie żadnej sensownej całości. Może czuł, że nic mu z Jej strony nie grozi? Może chciał zwyczajnie Ją poznać, dowiedzieć się jak ma na imię, jaka jest kiedy się śmieje a jaka, kiedy nadchodzi zima? To wszystko nie niosło ze sobą żadnego zagrożenia, żadnej obawy, wręcz dziwiło... On, znający trzy języki, z modelową szczęką niegodną Słowianina, pozycją zdolnego managera i biurem na dwudziestym ósmym piętrze, pisał do nieznajomej kobiety zauważonej w sieci. Jak nastolatek. (Może tym razem?) Jej spojrzenie wydawało mu się nieufne i bojaźliwe, zamglone i niedostępne. Patrzył na Nią intensywnie kontemplując zwyczajność Jej fotografii. Nie była ładna. Kobieta o małych piersiach i gęstych, rudych włosach rozpuszczonych na piegowatych ramionach, lekko przygarbionych niepewnością. Inaczej niż do tej pory – te, które bywały w jego życiu pewnością siebie zabijały resztki pozostałej w nim subtelności, której zawsze mu w nich brakowało: być tu i tam za nie swoje pieniądze, pójść do łóżka za kilka drogich ciuchów – cała filozofia poległych miłostek. (Widać spotykał nie te, które chciał.) Czy Ona zawsze ma taki wyraz twarzy? Czy może kiedy zrobiono to zdjęcie czegoś się obawiała, czegoś chciała uniknąć? Nacisnął „wyślij”. Dziwne uczucie generujące bezsenność, nie spał bowiem całą noc. O czwartej rano wstał i otworzył butelkę whisky, z której pił jak pospolity menel. Nie wypił jednak dużo – zmęczyła go raczej świadomość, że „tacy jak on” powinni żyć inaczej: chodzić na bankiety, gdzie nie ma krzeseł i śmiać się z dowcipów pajaców z zarządu albo mieć znudzoną bogactwem kochankę, z którą sypia się dwa razy w tygodniu. To nie po męsku…