Fantastyka · 4 min czytania
"Jan Szczurek. Z pamiętnika urzędnika, pracuj
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
"Jan Szczurek. Z pamiętnika urzędnika, pracującego w Wydziale Wydającym Czasowe Pozwolenia na Konstruktywną Dyskusję". Część Pierwsza, nie ostania (niestety).
Nie miałem w życiu szczęścia. To znaczy, początki były obiecujące, ale generalnie z roku na rok coraz bardziej światu, który znałem, do gardła dopadało przeznaczenie. Czym ono było? To nie do końca dopowiedziane, ale przyrównałbym to do gigantycznej powodzi, z paprykarzem szczecińskim w roli głównej. Ktoś lubi, ktoś mniej. O tym może później. Dorastałem wśród łąk i pól Ziemniakostanu. To były piękne czasy. Beztroskie. Ludzie mieli w sobie jeszcze resztki człowieczeństwa, a życie miało smak potu pani Ireny z naprzeciwka, która przychodziła do nas skorzystać ze stacjonarnego telefonu. Kiedy zepsuł się samochód, nie podłączano go do komputera, tylko przychodził rubaszny pan, ujebany jak święta ziemia, postukał coś kluczem francuskim i można było ruszać Fiatem 125p w nieznane. Ojczyzna moja nie była bogata. Była znękana. Tyle można o niej powiedzieć. Może jeszcze to, że w jakimś sensie się odradzała. Oczywiście z perspektywy czasu można dodać, że to odrodzenie tak pasowało do renesansu jak twarze sióstr Godlewskich do Mensy. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że będziemy zagubieni za lat trzydzieści. Żyliśmy nadzieją, którą dawały reklamy Baltony i pierwsze teleturnieje. Pachniało zachodem. Stamtąd była inspiracja. Kto mógł wtedy przypuszczać, że zachód traktuje nas tak jak gospodarz imprezy najebanego, nowego chłopaka ukochanej siostry, który rzyga do wersalki i proponuje seks przedpokojowej boazerii. Umówmy się, często jednak tak się zachowywaliśmy.
Destrukcja była powolna, choć jakby się tak jej przyjrzeć, to właściwie dynamiczna. Wraz z postępem technologicznym obnażane boleśnie były wszystkie niedorozwoje intelektualne społeczeństwa. Bo były po prostu…