Historia · 15 min czytania
...Jaś i Małgosia...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Marcowy, czwartkowy wieczór. Duży dom, w którym większość domowników pogrążyła się w błogim, spokojnym śnie. Światła w całym budynku zostały pogaszone. Ciemność nocy w pokoju zagłuszała niebieska poświata bijąca z monitora komputera. Głuchą i męczącą cisze rozpraszały szybkie uderzenia w klawiaturę. Mimo późnej pory Małgosia nie idzie spać, a może nie chce? Na monitorze widnieje włączone okienko czatu. Zablokowany priv. I jeden nick, który można codziennie spotkać : ‘silia’. Na ‘ogólnym’ Zawiązuje się rozmowa między nią, a nieznanym (nie widzianym wcześniej) Totmesem. Bardzo udana konwersacja nie pozostanie w jej pamięci bez echa. I choć nie są sami, minimalnie zwracając uwagę na innych czatowników próbują dowiedzieć się jak najwięcej o rozmówcy. Od pierwszego ‘kliknięcia’ poczuli do siebie sympatię. Rozmowa zeszła im do białego rana, musiała się jednak kiedyś skończyć. -Będę się żegnać! Jutro do szkółki...-po kolei padały wyrazy na ekranie monitora. -Eh...L Live is brutal.-Stwierdził Jan (bo tak owy Totmes miał na imię) próbując obrócić w żart przygnębiającą chwilę rozstania. -Hm...Będziesz jutro?- dopytywała się niecierpliwie Małgosia. -Może- odrzekł tajemniczo chłopak-jak nie jutro to pojutrzeJ -Ej no, ja się pytam poważnie-uśmiechała się pod nosem. -I tak znajdę Cię czy tego chcesz czy nie-nie sądzisz chyba, że mogło by być inaczej-stwierdził Jaś-Ale miałaś już chyba iść? Miałam...i mam cały czas...-ale nie pójdę dopóki nie powiesz mi kiedy będę mogła Cię spotkać.-Groziła. -Będę zawsze gdy będę potrzebny-deklarował chłopak-a nawet gdy nie będę potrzebny J-dodał z uśmiechem. -Więc jutro o tej samej porze J i w tym samym miejscuJ-napisała Małgosia-Więc jesteśmy umówieni?- spytała aby się upewnić. -Oczywiście Księżniczko, nie może być inaczejJ-padła twierdząca odpowiedź. A wskazówki zegara posuwały się naprzód. Niecierpliwy czas gonił na ich niekorzyść. -Dobra...idę bo nie wstanę :P- rzuciła Gosia, pragnąc aby wypowiedź zabrzmiała żartobliwie.-Do jutra i kolorowych snówJ. - DobranocJ i śpij dobrze- usłyszała na pożegnanie.
Kolejny dzień upłynął jej na oczekiwaniu. Niecierpliwie spoglądając na zegarek, myślała o nowo poznanym chłopaku. Z rozmowy wywnioskowała, iż nie chodzi do szkoły z powodu ciężkiej choroby. Swoje spostrzeżenia oraz rodzące się w jej głowie domysły postanowiła spytać podczas wieczornego ‘spotkania’. Na czacie siedziała już dużo wcześniej rozmawiając z czatową grupą. Gdy zrobiło się późno i wszyscy znajomi poszli spać z radością zobaczyła na ekranie napis: „Do pokoju wszedł Totmes”. Od tej pory ich rozmowy stały się codziennością. Już nie tylko nocne ale i dzienne. Małgosia wracając ze szkoły natychmiast wchodziła na pocztę w celu sprawdzenia wiadomości od Jasia. Nie zadawała sobie pytania czy takowa na nią czeka. To po prostu wiedziała. Kartka była zawsze, co sprawiało jej ogromną radość. Czuła się tak szczęśliwa, że nic innego nie było jej potrzebne. Jaś całkowicie jej wystarczał. Nic tego szczęścia nie mogło zagłuszyć. Gdy ogarniał ją smutek lub przygnębienie wystarczyła rozmowa czy sama myśl o nim a od razu czuła się lepiej. Nie było tak kolorowo jednak codziennie. Choć w tygodniu spędzali ze sobą bardzo dużo czasu na weekend’y do Gosi przyjeżdżał starszy brat, okupując całe dnie komputer. Niedzielny wieczór był jak zbawienie, spotkanie po rozłące...która wydawała się wiecznością. Pewnego wieczoru powiedział: -Mam Ci coś ważnego do powiedzenia, czy raczysz mnie wysłuchać? -Mów, Twoje słowa zawsze pragnę słuchać-odrzekła przekonywująco. Ta rozmowa wyglądała inaczej niż zwykle. Jaś powiedział ile Małgosia dla niego znaczy, że nie wyobraża sobie jak żył kiedy jej nie znał. Że...że ją kocha, że jest mu potrzebna, że jest jak tlen bez którego żyć się nie da... Reakcja Gosi nie była jednoznaczna, poprosiła o trochę czasu, musiała wszystko przemyśleć. Nie chciała go urazić, a jednak czuła do niego mocną sympatię. W jego towarzystwie czuła się szczęśliwa. Pragnęła każdą wolną chwilę spędzać na rozmowie z nim. Nie chciała podejmować pochopnych decyzji, wywołanych chwilą...pod wpływem impulsu. Pragnęła tylko szczęścia. Po kilku dniach Jaś na do widzenia ujrzał na swoim komputerze wiadomość od Małgosi: -Dobranoc Kochany. Od tego czasu byli ‘parą’. Ich ‘wspólne’ życie komplikowała szkoła Małgosi i popołudniowe wyjazdy Jasia do szpitala na zastrzyki. Popołudniu widywali się krótko, za krótko. Może godzinę. Wieczorem Jaś nie zawsze miał siły siedzieć przed kompem. Mieli jednak siebie, wiedzieli, że razem(!) przezwyciężą wszystko. Nie będzie problemu, którego nie rozwiążą. -Musze iśćL, szpital wzywa- często czytała w małym okienku gadu-gadu. - To boliL, szkoda, że nie możesz być teraz przy mnie. Eh...- powiedział, po czym zapanowała cisza. - Ale wiem, że będziesz czekaćJ- próbował ogarnąć chwilę smutku. Wiedział, że nie powinien jej martwić, ale wszystko co mówił było prawdą. Okropną rzeczywistością. -Będę- Małgosia czuła, że to jedyny sposób podniesienia go na duchu w tych ciężkich dla niego chwilach. -Idę... Bo spóźnię się na autobus-pisał i nie czekając na odpowiedź dodawał: -Do zobaczenia...jak najszybciej będzie można. Słoneczko przy jego imieniu zmieniało kolor na czerwone. Pozostawiał Małgosię samą, zapatrzoną w monitor...zamyśloną... Rozmyślała, kiedy będzie w stanie go zobaczyć, kiedy go spotka. Jak bardzo by się cieszyła gdyby mogła usiąść koło niego i wtulić się w ramiona, które już by jej nie puściły. Myślała, jak by to było przyjemnie popatrzeć w jego oczy, poczuć dotyk ciepłych dłoni... a nie tylko zimnej klawiatury...Chciała tak bardzo przy nim być... Nie wystarczał jej na obrazku, tzw. zdjęciu. Potem wyłączała komputer i szła z psem na spacer. Ciągle myśląc o wieczorze. Wieczorne konwersacje trwały długo. Chyba, że po kroplówce i cało-popołudniowym pobycie w szpitalu Jaś nie miał siły z nią pisać. Wtedy wiedziała, że jego dobro jest najważniejsze, ale w sercu gościł smutek, pustka i brak...Brak Jego... Czas leniwie płyną spędzany na rozmowach. W między czasie Małgosia wyjechała na szkolną wycieczkę do Zakopanego, zostawiając tęskniącego za nią Jasia. Minęły dwa miesiące a choroba nie ustępowała. Cholerne zapalenie płuc nie chciało go opuścić. Zaczął się czerwiec. Zbliżał się koniec roku szkolnego. Okres wystawiania ocen. Dla Jasia nie był on najszczęśliwszy. Dwa miesiące opuszczone...niska średnia, ale jedno szczęście- został przepuszczony do kolejnej klasy. Rozpoczęły się plany na wakacje. Małgosia najpierw chciała jechać na wymianę szkolną do Austrii, a potem musiała z rodziną nad morze. Jaś miał spędzić dwa turnusy w sanatorium w Wieliczce. Żartował z tego: -Zakopią mnie pod ziemią...i będę wąchał kwiatki od spodu. Nie był zachwycony z powodu wyjazdu. Nie chciał jechać. Pocieszał się myślą, że Małgosi też nie będzie w tym czasie. Z wymiany szkolnej nic nie wyszło. Małgosi pozostał 3-tygodniowy wypoczynek nad morzem. Niedługo potem były wiadome wszelkie terminy. Jaś jechał na cztery tygodnie, Gosia na trzy. Chłopak wyjeżdżał tydzień przed nią. Wrócić mieli w ten sam dzień. Przed wyjazdem Jaś powiedział Małgosi o swoim przyjacielu –Marcinie. Mieli się nie widzieć…