Akcja · 8 min czytania
Jasia i Małgosia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Było lato roku 2036. Nad IV Rzeczpospolitą wstawał nowy dzień. Kolejny dzień pełen szczęśliwości. Rolnicy szykowali się do żniw. Przyjrzyjmy się uważniej: Było lato roku 2036. Nad Koluszkami wstawał nowy dzień - kolejny szczęśliwy dzień w IV Rzeczpospolitej. Andrzej Lepiej szykował się do żniw. Założył portki, koszulę. Przeżagnał się i pomaszerował do kuchni. Tam zjadł talerz mleka z płatkami śniadaniowymi "Płatki Kukurydziane" firmy "Polskiestle". Pożegnał żonę nieśmiałym, acz pełnym czułości pocałunkiem w czoło. Odpalił kombajn. Sprawdził ile ma ropy, jaki jest poziom oleju. Nakarmił psa...
Tymczasem, w Stukilometrowym Lesie Jasia i Małgosia budowały sobie szałas i szukały czegoś do jedzenia. Tak, były lesbijkami. Jednymi z ostatnich jakie zachowały się na terenie IV Rzeczpospolitej. Miały dopiero 17 lat, a w związku były od roku.
Uciekły do lasu na wiosnę, gdy nie mogły znieść tego prześladowania homoseksualistów. Od pięciu lat oddziały Aniołów Miłości wyszukiwały po wsiach i miastach ukrywające się pary homoseksualne. Ci pełni zaangażowania młodzi, ogoleni na łyso, ludzie mieli przed sobą jeden Wielki Cel: przywrócenie normalności. Opornych i wyjątkowo bezwstynych pederastów zabijali, a tych na oko bardziej normalnych zabierali do obozów pracy. Najczęściej w kamieniołomach, kopalniach i tym podobnch. Gorzej było z lesbijkami. Te nie wiedzieć czemu na siłę próbowano normalizować, to jest przekonywać do tego, że heteroseksualizm może być całkiem fajny. Na ogół taka normalizacja dotyczyła tych ładniejszych i odbywała się w specjalnych ośrodkach. Stosowano na ogół bardzo popularną wśród Aniołów Miłości metodę "majtki w dół". Podobno te najładniejsze zabawiały samego naczelnika.
Jasia i Małgosia nie mogły się z tym pogodzić. Miały dość życia w kraju, gdzie Policjant Wychowawczy może bezpardonowo zapytać o życiowego partnera, a w przypadku, gdy się takiego nie posiada - zgłosić podejrzenie o pedofilię i zgarnąć na 48 godzin.
Część 22 / 2
Poznały się w liceum. Zawsze miały dość lekcji religii, których było 5 tygodniowo, codziennie po jednej, a dodatkowo zapisywano obecność w kościele co niedziela. Jakoś nie zgadzało się to z ich światopoglądem. Nic dziwnego, że wkrótce tajna policja zaczęła prześladować ich rodziny, a nauczycielka od historii rzucała co jakiś czas aluzję, że ich przodkowie byli Żydami i agentami za komuny.
Wtedy właśnie narodził się ten licealny bunt. Ten zdrowy bunt przeciwko otaczającej rzeczywistości, wspomagany dodatkowo uczuciem jakie do siebie żywiły.
- pora poszukać czegoś do jedzenia - rzuciła Małgosia i poszły w las. Przeprawiły się jakoś przez strumień i wylądowały w cudownym zagajniku. Na pierwszy rzut oka widać było, że jest to pozostałość sadu. Wszędzie rosły dzikie śliwy, jabłonie i grusze. Na końcu majaczył niewielki domek.
Wiedzione ciekawością popukały do drzwi. Domek był zapuszczony i brzydki. Wybudowany, sądząc po architekturze, między późnym Gomułką, a wczesnym Gierkiem. Z dachu sterczała antena satelitarna. Otworzyły się drzwi, w których stanęła na oko 60. letnia kobieta z kałasznikowem wymierzonym w kierunku gości. - Dzień dobry! - Czego? - jak widać, gospodyni nie była zbyt uprzejma - My tak mieszkamy w lesie na wakacje i znalazłyśmy domek... - zaczęła Jasia - ... to przyszłyśmy z ciekawości - skończyła Małgosia - wejdźcie - odłożyła broń na półkę w przedpokoju - a pani sama tu mieszka? - sama, sama, mąż umarł to sama jestem, a wy miastowe? - tak - widzi, od razu rozpoznałam Zaprosiła do stołu. Nakryła obrusem, postawiła ciasto, nalała każdej po szklance soku. - widzi, dziewczyny, ja tu sama, ale emerytura przychodzi