Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

melodramat · 7 min czytania

Jaskółka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dawno temu w małej wiosce na dalekiej północy, w momencie kiedy wstawało rześkie wiosenne słońce, na świat przyszło dwoje dzieci. Oba urodziły się w małych drewnianych chatkach sąsiadujących ze sobą a ich rodzice byli przyjaciółmi. W owych czasach w tamtych leśnych okolicach wierzono, że przy narodzinach anioł stróż wkłada w ciałko nowo narodzonej istotki duszę i nadaje dziecku imię. Tak się stało o poranku tamtego dnia, kiedy na świecie pojawił się pierworodny syn cieśli. W głowach jego rodziców nagle, niczym zorza polarna, rozbłysło imię Unmar, i tak też nazwali swoje dziecko. Wieczorem tego samego dnia, kiedy niebo powoli zasnuwały woale nocy, kowalowi urodziła się dziewczynka. Rodzice z dumą patrzyli na małą, ale nie słyszeli imienia dla dziecka. Minęło wiele godzin a imię dla małej istotki nie pojawiało się w umysłach rodziców. Cóż było począć? Kowal i jego żona sami wymyślili imię dla swojej córki. Nazwali ją Lara. Żadne z nich jednak nie miało odwagi przyznać się przed sąsiadami, że wymyślili to imię sami. Mijały dni i zbliżał się dzień chrztu dzieci. Żona kowala była bardzo zaniepokojona. Cały czas w jej głowie kłębiły się dziwne myśli. W końcu nie wytrzymała i zapytała swojego męża: "Mężu, zbliża się dzień chrztu naszej córki a ja nie mogę wyzbyć się okropnych myśli" "O czym tak strasznym myślisz, że aż boisz się o tym powiedzieć?", odparł kowal. "Myślę, że skoro przy narodzinach Lary nie usłyszeliśmy jej prawdziwego imienia to może nie było przy niej anioła...", westchnęła kowalowa i po chwili mówiła dalej. "A jeśli nie było tam anioła to... to może mała urodziła się bez duszy?" Jej mąż nic nie odpowiedział tylko nachmurzył się, podszedł do łóżeczka gdzie spała jego córeczka i popatrzył na nią. Spała spokojnie i wyglądała jak mały aniołek. Kowal wyprostował się znad łóżeczka. "Popatrz tylko na to dziecko," powiedział do żony. "Czyż coś tak pięknego może nie pochodzić od Boga i nie mieć duszy?" Kilka tygodni później dzieci zostały ochrzczone i żona kowala uspokoiła się. Był chrzest więc i dusza w dziecku musiała być.

Mijały miesiące i lata. Unmar i Lara rośli mieszkając tuż obok siebie i spędzając razem dużo czasu. Razem stawiali pierwsze kroki, razem zaczynali biegać, razem zaczynali poznawać świat, w końcu razem poszli do szkoły. Tuż przed jedenastymi urodzinami dzieci zdarzył się straszny wypadek. Wiosna na północy przychodzi późno więc staw niedaleko wioski był jeszcze zamarznięty. Dzieci poszły poślizgać się na lodzie razem z innymi dziećmi z okolicy. Unmar, nie zauważony przez nikogo, wybiegł najdalej bo aż na sam środek stawu. Wtem kra pękła i chłopiec poszedł pod wodę. Zrobiło się od razu okropne zamieszanie, wszystkie dzieci zaczęły krzyczeć a najgłośniej chyba Lara. Dziewczynka podbiegła do krawędzi załamu myśląc, że w ten sposób pomoże Unmarowi. Chłopiec sinymi od lodowatej wody dłońmi chwycił Larę za kurtkę i próbował podciągnąć się do góry. Efekt był taki że oboje znaleźli się pod lodem.

* * *

"Powiedz mi pani co mam zrobić! Proszę, próbowaliśmy już chyba wszystkiego!", z wnętrza starej chatynki dobiegał…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%