Romans · 10 min czytania
Jeden dzień
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zobaczyła go siedzącego na drewnianej ławce. Podeszła tanecznym krokiem i zajęła miejsce obok. Zaskoczony uniósł wzrok i ich spojrzenia spotkały się ze sobą. Uśmiechnęła się i uniosła pytająco brew, kiedy nie odrywał od niej wzroku. - Spędź ze mną jeden dzień. Nie więcej. Pojawiam się o świcie i znikam po zmierzchu. Udawajmy przez chwilę, że znamy się od dzieciństwa i spotykamy po latach. Jeden dzień to za mało, by opowiedzieć wszystko, ale wystarczająco długo, by dowiedzieć się czegoś o sobie, przeżyć coś razem i pamiętać o tym przez wieczność. - Nie rozumiem. - Nie musisz. Zaufasz mi? - Dlaczego ja? – wyprostował się, poprawił koszulkę. Oderwał od niej na chwilę wzrok, jakby szukał odpowiedzi w mijających ich sekundach. - Czasem proszę jednego mężczyznę o spędzenie ze mną całego dnia. Wybieram pierwszego mężczyznę, który siada na tej ławce. - A gdybym był brzydki? - Spędziłabym zatem dzień z brzydkim mężczyzną – odparła z uśmiechem, przekrzywiając lekko głowę w bok. – Jesteś gotowy? Wstała i wyciągnęła ku niemu otwartą dłoń. Zawahał się i rozejrzał dookoła. Nie znalazłszy odpowiedzi na pytanie, rozwiawszy pewne wątpliwości – chwycił jej dłoń. Roześmiała się głośno i wtuliła w jego bok. Zaskoczony, spojrzał na nią, ale ona tylko delikatnie rozpostarła palce, które zamknął w pięści. Splątała ich dłonie ze sobą i pokiwała nieśmiało głową. - Uwielbiam chodzić tymi alejkami. - Ja także – odparł. – Moja mama się poznała na tym zakręcie – wskazał palcem odległy punkt – mojego tatę. - Jak się czuje twoja mama? - Dziękuję, dobrze. Zawahał się, ale nie wypuścił jej ręki. Czuł przyjemne ciepło przepływające między ich złączonymi palcami. Adela pokiwała ze zrozumieniem głową. - Był kiedyś taki film, prawda? – zapytał, spoglądając na nią. Miała piękny profil. Ciemne loki okalały jej zarumienioną twarz. Łagodne rysy przyciągały uwagę na dłużej. Rumiane policzki zachęcały do muśnięcia ich opuszkiem palców, byle tylko jej nie przestraszyć, nie stracić na dłużej fiołkowego spojrzenia. Czerwona bluzka przypominała o wakacjach spędzonych na łące, o pogoni za motylami, które kryły się w kielichach pięknych maków. - Tak, wydaje mi się, że tak – odparła, uśmiechając się szeroko. – Być może nawet go oglądałam w dusznej sali kinowej, siedząc w bordowym fotelu, z kubkiem popcornu w jednej dłoni i dużym kubkiem coli w drugiej. Jak myślisz? Spotkaliśmy się wtedy po raz pierwszy? Choć był świadom paradoksu jej słów i nierealności tych zdarzeń, gdyż rzadko wybierał filmy o miłości, zapragnął pociągnąć tę historię za niewidzialne sznureczki, jakby to była prawda, jakby to zdarzyło się kiedyś. Jeden sznureczek i widzi siebie wchodzącego do tejże sali: dusznej i ciemnej, może nawet się spóźnił, przecież tak często mu się to zdarza. Drugi sznureczek i wie, że może zająć miejsce jakiekolwiek, bo przecież to nie jest kino w wielkim mieście, gdzie każdy fotel jest ponumerowany. Zna doskonale te małe pomieszczenie, gdzie czasem ogląda filmy zbyt późno emitowane po oficjalnej premierze. Trzeci sznureczek i czas spowalnia, kilka osób spogląda na niego, bo wkradanie się w biografię innych jest lepsze niż oglądanie po raz któryś tej samej reklamy. Kolejne pociągnięcie i zaczyna szukać miejsca dla siebie. Piąty i wie, że chce usiąść pośrodku, w przedostatnim rzędzie. Kieruje tam swoje kroki. Szósty sznurek i siada wygodnie, stawie popcorn i colę na podłogę. Wyciąga chusteczkę z kieszeni i wydmuchuje nos. Siódme pociągnięcie i dostrzega burzę loków, nieuporządkowanego warkocza, z którego wymykają się niesforne kosmyki kasztanowych pukli. - Tak, siedziałem wtedy za tobą – odpowiada swobodnie, gdy ona przygląda mu się ciekawie, zadowolona z takiego przebiegu rozmowy. – Widziałem twoje włosy. Miałaś warkocza, który pod koniec dnia już nie był idealny jak zawsze. - Myślisz, że mój warkocz jest idealny? - Tylko przez jakiś czas. - A teraz? Jaki jest? – pyta, muskając czerwoną gumkę do włosów. - Teraz jest taki, jaki być powinien. Uśmiecha się do niego. Błyszczą jej oczy. Przenika jego duszę i on zaczyna wierzyć, że naprawdę poznali się w tamtym dniu, który nigdy się nie wydarzył. Może są bohaterami powieści, o których ktoś postanowił opowiedzieć światu, inspirując się filmem, którego tytułu nawet nie pamięta. Może są częścią kobiecych marzeń albo pierwiastkiem wyobrażeń zafascynowanego matematyka. Przestaje o tym myśleć i patrzy na nią, na jej pełne usta i zarys piersi. Od ust do piersi jest taka krótka droga, ulega swej męskiej fascynacji. Łapie go na tym, ale nic nie mówi, uśmiecha się tylko i przyspiesza trochę. Może nawet trochę tęskni za jej dłonią. - Jak długo trwało nasze spotkanie? – pyta, splatając ich dłonie. Zastanawia się, próbuje nie myśleć o ruchu jej bioder, kobiecym, zgrabnym, pełnym namiętności. Staje się to niewygodną wędrówką dla niego, jest przecież wzrokowcem. Skupia się tylko na uczuciach, na chwilę mu się udaje. Znajduje w nieznanych częściach serca odpowiedź, której szukał. - Cały