Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 11 min czytania

Jedna Ryza

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Obudziła go durna melodyjka z telefonu komórkowego, ta sama co zawsze. Nienawidził jej, ale co wieczór zapominał żeby zmienić ją na coś innego. Właściwie była to całkiem przyjemna melodia, ale Filip kojarzył ją z koszmarem codziennego wstawania, była najbardziej przez niego znienawidzona, spośród wszystkich melodii świata. Podświadomie bał się ją zmieniać, żeby nie znienawidzić innych melodii.

Osiem mil do nieba Nawet święci nie mają bliżej bo w każdym umyśle czai się strach że marzenia będą zapomniane że czyny się nie spełnią że czas nam nie sprzyja że śmierć że pustka Deszcz odnajduje drogę w przestworzach Aby upaść na suchą ziemię Twoje myśli

Upadł na poduszkę i przetarł oczy. Śniły mu się trumny ustawione na półkach w hipermarkecie. We śnie przedzierał się przez działy, regały, kasy, a wszędzie były trumny, a w środku nieboszczycy z otwartymi oczami. Nawet teraz, kiedy o tym pomyślał dostawał gęsiej skórki. Sny były obszarem, którego nie potrafił zbadać. Sny były niedostępne.

Za granicą światła Zapominam o Tobie To obszar pustki Bez Boga Bez szatana Bez Ciebie Bez twojej słodkiej buzi za granicą światła umieram powoli

Filip nie znosił szarych wschodów słońca. Niebo wyglądało wtedy jak brudna woda po praniu starych skarpetek. Udawał że jest błękitne, albo wcale na nie, nie patrzył, udawał że go niema, aż dotarł do sklepu.

Sklep był miejscem w którym Filip spędzał większość czasu. Dzień za dniem upływały mu na obsługiwaniu ludzi, ludzi których nie znosił nazywać klientami. Każdy człowiek był dla niego zagadką i chwilą. Bał się, żeby żadna chwila nie umknęła mu na zwykłym sprzedawaniu towaru. Bał się odpowiedzialności za ludzi, których życia nie chciał zmieniać.

Każda chwila jest początkiem I każda chwila jest zakończeniem Pomiędzy jedną chwilą, a drugą nie istnieje nic Nic innego co należałoby zrobić Ani miejsce do którego trzeba by pójść Ani potrzeby by być kimkolwiek innym

- Poproszę płyn do WC – powiedziała staruszka i uśmiechnęła się życzliwie. - Ale proszę pani to nie jest sklep kosmetyczny- - Nie?...Ale kiedyś tu był... - Może był, ale teraz jest papierniczy proszę pani.- - To nie ma płynu do WC?- - Nie ma. Bardzo mi przykro, ale nie sprzedajemy płynów do WC- - A macie może haki do mocowania obrazków?- - Nie proszę pani, o haki musi pani spytać w metalowcu... - Nie macie haków?- Zdziwiła się staruszka. - Nie proszę pani, tutaj jest sklep papierniczy...- - Achaaa... A ten kosmetyczny co tu był, to gdzie on jest? - Na rogu proszę pani, - powiedział grzecznie Filip – trzeba wyjść i skręcić w lewo. - To ten kosmetyczny przenieśli? – Dopytywała się staruszka. - Przenieśli, niestety przenieśli... - Bo ja tu zawsze płyn do WC kupowałam.

Zawsze chciałem czuć kurz przydrożny I brud za paznokciami Chciałem dotknąć życia I poznać prawdę Chciałem być pięknym i Mądrym Człowiekiem Wyjątkowym

Psy znowu nasrały pod drzewem. Na całej ulicy były tylko dwa drzewa, z tego jedno tuż przed wejściem do sklepu. Ludzie zabetonowali naturę, pokryli asfaltem życie. Kurz przydrożny leżał teraz przy krawężnikach. Nadal hodowali jednak psy, które były ich przyjaciółmi. Filip przychodził każdego ranka i zbierał psie kupy do jednorazówek. Nie chciał żeby smród odstraszał klientów.

Wymarzyłem sobie miłość Skąpaną w błękicie paryskiego nieba Namiętność jak uderzenie pioruna Wierność skalnego mnicha Marzyłem o słońcu i o cieniu

Filip lubił układać towar na półkach i ścierać z nich kurz, ponieważ kurz przylatywał z zewnątrz i osiadał w pobliżu. Filip kręcił się po sklepie poprawiając co tylko się dało, chciał żeby każdy zakamarek tego miejsca wyglądał solidnie i czysto. Omiatał sufit z pajęczyn. W radiu grali piosenkę Niemena, ponieważ zmarł.

Zapach papieru jest podniecający Jak banany z Equadoru Miejsca na mapie Gdzie nigdy nas nie będzie Bo daleko Bo dziko Bo szkoda kasy

- Ależ mnie dzisiaj głowa boli. – Kobieta nie była stara, ale o zmęczonej twarzy. - Może to migrena, na wiosnę się zdarza. – - Nie... Wie pan, bo ja mam tyle na głowie teraz... - Aha... – Przytaknął Filip, ale o nic nie spytał, bo uznał że nie wypada. - Męża musiałam eksmitować... – Wyznała kobieta. - Rozumiem. – - Ile ja przez niego przecierpiałam... Nie raz miałam wargi spuchnięte... O tak... – Pokazała - ... A on mi do domu wchodzi, każdy zamek potrafi otworzyć, jakoś tak dwoma spinkami... Bandyta... poszłam do sądu ... i go eksmitowali, o widzi pan... – Pokazuje papiery. - No to się doigrał. - Doigrał się... – Powiedziała i uśmiechnęła się. – A wie pan, że on wysoki i przystojny jest – jej oczy zrobiły się mokre od łez – a ja przez niego życie zmarnowałam... ile on mi ukradł...

Patrzę na człowieka i wiem Jeśli jest stary To kim był i jak skończył Wystarczy spojrzenie pustych oczu Jeśli jest młody To kim będzie i jak skończy Wystarczy spojrzenie w zagubione oczy Głupie i beztroskie

Stomatolog był ubrany w różowy krawat i zieloną marynarkę. Był owładnięty manią prześladowczą. - Masoni, panie!! Koryto!!! Żeby ich w tym korycie utopić, w tym euro-parlamencie !!! Szlak by trafił z tymi nowymi przepisami, cholera, ciągle coś zmieniają, ciągle zmieniają, złodzieje !!! Złodzieje !! I nagle przerwał, głos mu ugrzązł w gardle, bo oto usłyszał coś w radiu. Zrobił wielkie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Jedna Ryza — czytnik · opowiadania