Fantastyka · 9 min czytania
Jedno kliknięcie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Stefan leżał wyciągnięty na plaży. Słońce przyjemnie grzało jego mokre, wychłodzone ciało. Przed chwilą zażywał zimnej, orzeźwiającej kąpieli. Nareszcie poczuł się trochę lepiej po nocnych szaleństwach. Do rana zdzierał głos zabawiając gości, wymyślając coraz to nowe konkursy i jednocześnie próbując przekrzyczeć orkiestrę. To już za nim. Leży teraz wygodnie na plaży. Nie musi się o nic martwić. Przynajmniej przez najbliższe dwie godziny. Co za ulga - jęknął - przewracając się na plecy i prostując zmęczone nogi wodzireja. Słońce raziło go przez przymknięte powieki. Wziął więc ręcznik i zasłonił się nim. Powoli zasypiał. Obudzili go plażowicze. Wyraźnie czymś przejęci, pokazywali rękoma niebo. Stefan chciał za wszelką cenę zatrzymać sen, lecz mu się to w końcu nie udało. Do jego ucha coraz natarczywiej dochodziły podniecone rozmowy. Nagle drgnął. Szybko podniósł się z piasku - może ktoś się topi? -pomyślał. Spojrzał w kierunku krzykliwego tłumu. Ludzie pokazywali sobie słońce. Spojrzał. Normalnie w południe słońce natychmiast by go oślepiło. Teraz świeciło niezbyt mocno. Wydawało się, że z każdą chwilą traci na jasności. Powoli zaczęło ciemnieć tak, jakby ktoś z wolna przykręcał niewidzialny regulator. Po pewnym czasie słońce przestało przygasać. Żarzyło się teraz bladą poświatą niczym światło awaryjne na korytarzach biurowca. Stefan był wyraźnie zdziwiony tym zjawiskiem. Spostrzegł nie bez zdumienia, że cały otaczający go świat zaczyna powoli się zmieniać. Wysokie skały schodzące w tym miejscu do morza wyraźnie się obniżyły, ich ostre szczyty wyginały się. Bloki sklane zaczęły się kurczyć. Kurczyły się dosłownie w oczach, tak jakby ktoś wyjął z nich niewidzialną zatyczkę i jak z materaca spuścił powietrze. Woda też zaczęła się dziwnie zachowywać. Powoli cofała się odsłaniając piasek. Morze po prostu powoli znikało. Z minuty na minutę było go coraz mniej. Proces ten był początkowo powolny, lecz z każdą chwilą przybierał na sile. W końcu cała woda ze świstem zniknęła w czarnej dziurze, która pojawiła się tuż obok płaskich, w tej chwili, skał. Stefanowi wydawało się nawet, że słyszy bulgot jaki towarzyszy wodzie, gdy ta wpływa do rur. Ludzie stali stłoczeni na plaży lub na czymś co przed chwilą nią było i wpatrywali się w niebo, a tam działy się rzeczy nie mniej interesujące niż te na ziemi. Słońce znikło już całkowicie. Niebo zaczęło powoli ciemnieć. Szafir zamieniał się w granat, a ten coraz bardziej ciemniał, aby w końcu zniknąć. W jego miejsce pojawiła się czerń, lecz nie była to czerń nocy, lecz czerń bezkresnej pustki, nicości. Zaczęła się rozlewać po całym świecie pochłaniając kolejno to co zostało z gór i morza. Ku przerażeniu ludzi wpełzła na plażę tuż pod ich nogi. Ludzie jednak nie spadli w jej bezkres. Utrzymywała ich jakaś tajemnicza siła. Teraz swobodnie dyndali nogami w powietrzu. Reagowali na to różnie. Niektórzy próbowali odszukać twardy grunt lub rękoma odnaleźć coś, czego można byłoby się chwycić. Inni przesłaniali odruchowo rękoma oczy, gdyż wydawało się im, że zaraz spadną. Kobiety łapały swoich partnerów za ramiona, krzycząc ze strachu. Tam gdzie był przed chwilą horyzont, pojawiły się równoległe do siebie, cienkie, białe paski. Były bardzo jasne, aż nierealne. Biegły od lewej strony do prawej. Po chwili takie same paski pojawiły się nad głowami zdumionych turystów. One też zaczęły rozwijać się w kierunku horyzontu, by następnie wrócić i przebiec pod ich nogami.Krzyżując się wten sposób z poprzednimi stworzyły siatkę. Siatkę – pomyślał Stefan – tak siatkę, siatkę... współżędnych! Już wiem o co chodzi! Sięgnął do kieszeni po telefon. Szybko otworzył książkę telefoniczną i wybrał numer. Po chwili w telefonie rozległ się miły damski głos – W czym mogę pomóc. - Stefan Wafel, jestem właścicielem biura podróży „Korsarz”. Chciałem zgłosić przerwę w transmisji. - Chwileczkę zaraz sprawdzę - słychać było klikanie komputerowych klawiszy. - Korsarz w Międzyzdrojach? - upewniła się telefonistka. - Tak - To nie są problemy techniczne. Nie zapłacił pan rachunku. Termin minął 20-tego lipca dziś mamy 27. - Jak to nie zapłaciłem?! Przecież osobiści robiłem przelew. - Niestety, nie dotarł do nas - głos telefonistki był miły, lecz stanowczy. - Proszę poczekać – Stefan wsunął telefon do kieszeni tak, aby nie rozłączyć połączenia i sięgnął po Laptop. Wisiał on teraz w…