Wojna · 4 min czytania
Jednorazowi bohaterowie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Władca Marionetek pochylił się nad pustoszejącym polem bitwy. Do pełnego porażki kielicha dolał cuchnącej potem goryczy posłuszeństwa. Trunek zapachniał śmiercią. Zrobisz, co On ci każe. Umrzesz, kiedy On ci każe. Ognie krzyżowały się, piorunując zaskoczone ofiary i układając je bezładnie na drżącej od miliona kroków ziemi. Szczękała stal, krusząc kości, bełtając flaki. Ktoś krzyczał donośnie, nakazując odwrót. Po głosie łatwo było poznać nadmierne ślinienie i paniczny lęk przed nieuniknionym. Świsnęły lotki strzał, dziesiątki rozpryskowych grotów zdruzgotały sztywne szeregi. Wysoko, ponad zakurzonym pobojowiskiem wzniósł się kolejny zdławiony krzyk i zawisł tam przez chwilę. - Wracać na front, skurwysyny! Nie wiecie, o co walczycie? Skurwysyny, w gruncie rzeczy, nie wiedziały.
Szpital pełen ludzkich wraków. Popsuci bohaterowie, lat osiemnaście, dziewiętnaście, dwadzieścia. Jedyni synowie. Chłopcy, którzy grali w piłkę i sklejali modele. Chcieli sprzedawać samochody i budować domy. Byli dobrymi żołnierzami. Służyli ojczyźnie. Weźcie ich sobie. Kalecy kombatanci pojękiwali cicho, karmieni przez plastykowe rurki zmielonymi posiłkami. Co jakiś czas przybywało towarzystwa. Nie było problemu z doborem graczy w pokera. Ktoś nawoływał pielęgniarkę, ktoś inny, przebudzony z sennego koszmaru błagał, by odciąć mu kroplówkę i skrócić jego męki. Lekarze grali w karty i pili wódkę. - Gra w piki daje wyniki.
Matki, żony, kochanki i dzieci czekały na synów, mężów, kochanków i ojców. Matki i żony płakały, kochanki masturbowały się w ciszy, dzieci natomiast nic nie rozumiały.
Trup ścielił gęsto spływające krwią pola, które wkrótce porosnąć miały kurhany. Sępy dłubały w świeżej padlinie. Wilki,