Fantastyka · 41 min czytania
JEDYNE MARZENIE
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W pewnej bardzo starej kamieniczce, w malutkim mieszkanku, istniał szczególny pokoik. Szczególny, bo wynajmowała go szczególna osoba. Pomieszczenie to nie było duże. Mieściła się w nim tylko szafa z zepsutymi drzwiczkami i łóżko. Tapety na ścianach poodpadały już prawie całkowicie. Okno było nieszczelne, a kaloryfer prawie całkiem zepsuty. Woda przelewała się w nim hałaśliwie, a mimo to prawie wcale nie ogrzewał wyziębionego pokoju. Lokatorka tego mieszkania leżała teraz w grubym ubraniu i pod dwoma ciepłymi kocami i rozmyślała o swoim życiu. Nigdy nie wymagała zbyt wiele od losu, ale ostatnimi czasami spotkało ją, aż nazbyt wiele nieszczęść. Wiedziała o tym. Niedawno straciła bliskich. Nie miała pracy, a za sprawą wielu nieszczęśliwych zdarzeń miejsce, w którym się obecnie znajdowała było jej jedynym domem, który, i tak z powodu zalegających opłat już wkrótce będzie musiała opuścić. Dziewczyna nie miała w zwyczaju rozpaczać nad sobą. Wierzyła w siebie i swoje możliwości. Czuła, że mimo wszystkich nieszczęść, jakie ją spotykają, dzięki sumiennej pracy uda jej się skończyć studia i znaleźć dobrą pracę. Wierzyła w to bardzo mocno, ale mimo to, czasami dopadały ją rzadkie chwile zwątpienia, takie jak ta teraz. Chwile, w których wydawało jej się życie ją przerasta... To właśnie w tą ponurą i zimną noc przyszedł moment kulminacji tych wszystkich niepewności. Strachu przed niepewnym jutrem i tęsknoty za tym wszystkim co już dawno umarło. Na policzku dziewczyny pojawiła się łza... W tym właśnie momencie stało się coś niezwykłego. W rogu pokoju tuż przy samym suficie, pojawiło się jakieś jasne światełko. Z początku dziewczyna nawet go nie zauważyła, ale z każdą sekundą światło stawało się coraz jaśniejsze. W końcu dziewczyna zerwała się z łóżka. Zupełnie nie wiedziała co się dzieje. Musiała zasłonić twarz rękoma, by jasność jej nie oślepiła. Gdy światło odrobinę ustało opuściła dłonie. W pokoju było teraz zupełnie jasno, jakby był środek dnia, mimo iż na dworze nadal było ciemno, a żadna z żarówek na żyrandolu nie świeciła się. Dla dziewczyny stało się jednak oczywiste, że źródłem światła jest stojąca przed nią postać - uskrzydlony mężczyzna w białych szatach, który uśmiechał się do niej serdecznie. Dziewczyna nie czuła strachu, ani nawet zdziwienia. W twarzy nieznajomego i w niebiańsko białych piórach jego skrzydeł było coś, co starczało za wszystkie odpowiedzi. Dziewczyna wiedziała, że przed nią stoi prawdziwy, najprawdziwszy ANIOŁ. - Witaj nieznajoma. Jestem Anioł. Przybyłem tu, aby spełnić jedno twoje życzenie. - odezwał się Anioł. Jego głos był tak ciepły i przyjazny, że dziewczyna poczuła jakby wcale nie widziała go po raz pierwszy. Miała wrażenie, że jest on kimś dobrze jej znanym i bliskim, na kogo czekała od dawna... Być może całe życie... - ...Życzenie? - wyjąkała w końcu dziewczyna bardzo niepewnie. - Tak. Widzisz jestem z niebiańskiej fundacji „Jedyne marzenie”. Zajmujemy się wyszukiwaniem osób takich jak ty, których spotkało w życiu nieproporcjonalnie dużo nieszczęść... Zgodnie z zasadami życia na ziemi liczba nieszczęść, jakie spotykają człowieka nie powinna przekraczać pewnej określonej normy. Jeśli już przekroczy to takim osobom przysługuje rekompensata ze strony nieba. Ty jesteś jedną z takich osób. A teraz powiedz mi. Jakie jest twoje życzenie? - Ja... - zaczęła niepewnie dziewczyna. Rozejrzała się po swoim pustym pokoju. Przypomniała sobie samotność, brak bezpieczeństwa, uczucie głodu... Tyle było rzeczy, o które mogła teraz poprosić... Jednak... - Ja chyba nie mam żadnych życzeń... - To niemożliwe - powiedział Anioł i trochę się nawet zdziwił. - Przecież musi coś być... Czytałem przed chwilą twoje akta.. Wynika z nich, że straciłaś rodzinę w wypadku. Nie masz domu, pracy ani przyjaciół. Musi być coś o co możesz mnie poprosić. To może być wszystko... - Co na przykład? - Cóż... Najczęściej jestem proszony o pieniądze. Mógłbym ci ich dać tyle, że do końca życia nie będziesz musiała się o nic martwić... Niektórzy proszą też o przyjaciół... Albo nawet o współmałżonka... Inni chcą powodzenia w karierze, albo sławy.... Wszystko zależy od ciebie. Dziewczyna zamyśliła się przez chwilę. Anioł przyglądał jej się z zainteresowaniem i cierpliwością. - No dobrze - powiedziała w końcu dziewczyna. - Chyba już wiem czego chce. - Tak, słucham? - Nie mam dużych oczekiwań. Chcę tylko poznać odpowiedź na jedno pytanie. Udzielisz mi jej? - Oczywiście. Jestem reprezentantem sił wszechmocnych. Znam odpowiedź na każde pytanie. - Więc... - zaczęła dziewczyna pełnym podniecenia głosem. - Jaki jest sens życia? Teraz Anioł zamyślił się na bardzo długą chwilę. Zrobił taką minę jakby trochę nie zrozumiał o co jest proszony. - Słucham? - powiedział w końcu niepewnie. - Sens życia. Po co żyjemy...? - spytała jeszcze raz dziewczyna i z jeszcze większym napięciem wpatrzyła się w Anioła. Anioł zastanowił się przez chwilę. Spełnił już mnóstwo życzeń i odpowiedział na wiele pytań, ale na to się nie przygotował. Może dawniej były czasy, gdy ludzie stale zadawali sobie to pytanie i nie raz zadawali je aniołom, ale współcześni ludzie nie zastanawiali się już nad takimi rzeczami. Anioł był zbyt mało doświadczony, aby móc odpowiedzieć. - ...Możesz chwilę zaczekać? Muszę się z kimś skonsultować - powiedział i nie czekając na odpowiedź zniknął w niebiańskich promieniach światła. Chwilę później już leciał wśród chmur gdzie krzątały się setki aniołów. - Hej! Czy ktoś mógłby mi pomóc? - krzyknął głośno nie mogąc się zdecydować na bezpośrednie zwrócenie się do któregoś z nich. - Potrzebuje pilnie odpowiedzi na pytanie „Jaki jest sens życia?”. Najbliżej przelatujący aniołowie zatrzymali się. Większość z nich wyglądała tak, jakby miała ochotę udać, że pytania nie usłyszeli i lecieć dalej, ale w końcu byli sługami boskimi. Sens ich istnienia polegał na tym, że nie mogli zostawić kogoś w potrzebie. - Rety... Nikt mi nigdy nie zadał tego pytania... - powiedziała jakaś Anielica. - Właśnie! W dzisiejszych czasach ludzie proszą o pieniądze, sławę, albo władzę, ale o odpowiedź na pytanie... - Naprawdę ktoś miał takie marzenie? Poznać odpowiedź na to pytanie...? - No tak... - przyznał Anioł. - Zaraz... Było coś takiego na kursie podstawowym.... Ale nie pamiętam... Ten egzamin akurat oblałem... Wśród aniołów rozgorzała długa dyskusja. Anioł przysłuchiwał się jej w napięciu, lecz kwestia została nierozstrzygnięta. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że nie potrafią mu pomóc i rozeszli się w swoje strony. - Może spytaj jakiegoś starszego anioła...? - zaproponowała Anielica na odlocie. - Tamten wygląda sędziwie. Może ci pomorze. Anioł przyjrzał się wskazanej przez Anielicę osobie i podleciał do niej. - Przepraszam... - spytał jakiegoś bardzo staro wyglądającego anioła. - Mógłby mi pan pomóc? Pewien człowiek spytał mnie, jaki jest sens życia, a ja... - Nie potrafisz mu odpowiedzieć? - spytał stary anioł z wyrazem uspakajającej sympatii. - Tak, no właśnie... - przyznał z uśmiechem Anioł. - Jestem tu trochę nowy i na niektóre zadania wciąż nie jestem przygotowany. - To całkiem naturalne. Każdy początkujący anioł w naszej fundacji ma z tym problemy. - Więc potrafi mi pan pomóc? Zna pan odpowiedź na to pytanie? - Niestety nie. - Nie? - spytał z rozczarowaniem Anioł. - Ale wiem kogo możesz o to spytać. On ci na pewno odpowie. - Kto? - Stwórca. - Stwórca? - powtórzył Anioł, a jego dopiero co rozkwitłą na nowo nadzieję wypełniło uczucie niepewności. - Chyba nie powinno mu się zawracać głowy takimi drobnostkami. - Ależ skąd! On właśnie po to tutaj jest. Żebyśmy mogli konsultować się z nim w najtrudniejszych sprawach... - No dobrze, skoro tak... Ale jak do niego trafić? - To proste. Musisz skontaktować się z jego sekretarką.. - Z sekretarką? To konieczne... Nie można by ominąć formalności... - Oczywiście, że nie! Jeśli chcesz się z nim umówić na wizytę musisz się wpisać na listę oczekujących, jak każdy. - Ale dziewczyna, która zadała mi to pytanie nadal czeka... - Więc poczeka jeszcze trochę. Chyba wiesz, gdzie jest biuro Stwórcy? - Jasne. Wszyscy wiedzą... Jakiś czas później Anioł siedział w poczekalni do gabinetu Stwórcy. W jego towarzystwie było mnóstwo osób, a on miał numer dwadzieścia pięć klasy „a”. Poczekalnia była cała jasna i miała wielkość dworca kolejowego. Siedziały tam całe tłumy ludzi, w związku z czym Anioł nie był pewien dlaczego dostał tak niski numer. Pomyślał nawet, ze sekretarka musiała się pomylić, ale wolał nie mówić tego głośno. - Numer 25 „a” - powiedział głos roznoszący się echem po całej poczekalni. Anioł podniósł się uradowany. Czekał na swoim miejscu już od wielu godzin. Sekretarka natychmiast wskazała mu odpowiedni korytarz. - Ostatnie drzwi na lewo... - powiedziała do niego, a Anioł przytaknął. Z każdą chwilą denerwował się coraz bardziej. Jeszcze nigdy wcześniej nie widział Stwórcy. Nigdy nawet nie przyszło mu do głowy, że mógłby się z nim spotkać. A jednak właśnie stał pod drzwiami jego gabinetu... Wciągnął głośno powietrze i nacisnął na klamkę... Wszedł do środka. Tam za wysokim dębowym biurkiem siedziała jakaś postać. Był to wysoki i całkiem przystojny młodzieniec. Brunet o ciemnych oczach i sympatycznym uśmiechu. Anioł pomyślał, że kogoś mu przypomina. - Dzień dobry... Przepraszam, czy to gabinet Stwórcy? - spytał nieśmiało. - Mógłbym przysiądź, że sekretarka kazała mi skręcić w ostatnie drzwi na lewo... - Ależ wszystko w porządku, nie pomyliłeś się. Stwórca to ja. - Ooo... - powiedział Anioł nie kryjąc zdziwienia. Inaczej go sobie wyobrażał. - I Pan naprawdę stworzył świat? - Tak - odpowiedział Stwórca z uśmiechem. - Tak trudno w to uwierzyć? - Nie, oczywiście, że nie... Bardzo pana przepraszam... Tylko spodziewałem się że będzie pan... - Jaki? - No... - Anioł umilkł w niepewności. Chciał powiedzieć „stary”, ale czuł, że trochę nie wypada. Miał nadzieję, że Stwórca zrezygnuje z pytania i zmieni temat. Tak też się stało. - Dziwne, że nie zauważyłeś... - powiedział Stwórca z namysłem przyglądając się nadal stojącemu koło drzwi Aniołowi. - Większość ludzi to zauważa.. - Co? - Usiądź chłopcze denerwuje mnie to, że tak stoisz przy drzwiach.. Uwierz mi gdybym chciał cię zaatakować, i tak nie zdążyłbyś do nich dobiec... - No tak, oczywiście... - przyznał Anioł i usiadł naprzeciwko Stwórcy. - Więc czego nie zauważyłem? - Powiedz... Nie przypominam ci kogoś? - Tak... - powiedział Anioł z namysłem, bo właśnie ze zdumieniem odkrył kogo. - Mnie... - Aha... No właśnie... Większość osób zauważa od razu... - Rzadko mam okazję oglądać swoje odbicie... - Ach, no tak... A co cię tutaj sprowadza...? - powiedział Stwórca zerkając na jakiś leżący przed nim dokument. - Masz klasę „a”, więc zgodnie z naszymi kryteriami jesteś elitarnym śmiertelnikiem w trakcie śmierci klinicznej... - Eee... - Co? Znowu pomylili klasy, tak? - spytał stwórca z uspokajającym uśmiechem. - No raczej... - Nie martw się, to zdarza się im cały czas... No, ale skoro tu już jesteś to powiedz, co cię tutaj sprowadza? - No więc jestem stażystą z sekcji „jedyne marzenie”... Pewna dziewczyna zadała mi pytanie, na które nie potrafię odpowiedzieć. - Ach, tak... I przyszedłeś do mnie w nadziei, że ci pomogę... - No tak... Pan w końcu stworzył ten świat i zna pan wszystkie odpowiedzi na pytania, które go dotyczą. - Oczywiście. Więc co to za tajemnicze pytanie, na które nawet żaden ze starszych aniołów nie zna odpowiedzi? - „Jaki jest sens życia”. - Hm... Ale banał... - No tak... Ale nikt tego nie wie. - To ja stworzyłem cały świat i zapewniam cię, że dzieło moje nie było podyktowane jakimś chwilowym przypływem emocji... - powiedział Stwórca w głębokiej zadumie. - Oczywiście mojej pracy towarzyszyła pasja... Ale przede wszystkim była ona wynikiem głęboko przemyślanych planów. Cały świat, włącznie z żyjącymi na nim ludźmi ma sens... Oczywiście teraz nikt już tego nie docenia. Nikt się nie zastanawia jak stary dobry Stwórca stworzył świat. Mają mnie za zdziwaczałego emeryta... Stwórca przerwał na chwilę. Wyglądało tak jakby odpłyną gdzieś w bardzo dalekie myśli. Anioł przyglądał mu się w napięciu. - E... Proszę Pana? - O! Jeszcze tu jesteś? - powiedział Stwórca przyglądając się Aniołowi tak jakby dopiero teraz go zauważył. - No tak... Eee... Nie odpowiedział mi Pan na pytanie... - Na jakie pytanie? - To które panu zadałem... „Jaki jest sens życia”? - A! No tak... Sens życia... Gapa ze mnie, przepraszam. Sens życia to... Anioł pochylił się nad biurkiem w ogromnym napięciu. Ciekawość przybrała w nim poziom optymalny... - O kurczę...! Zapomniałem... - Słucham? - spytał Anioł, tak jakby Stwórca powiedział coś w niezrozumiałym dla niego języku. - Zapomniałem! Po prostu. Sam nie mogę w to uwierzyć... Jestem pewien że życie miało jakiś sens. Kiedy jeszcze niczego nie było, siedziałem sobie zastanawiając się „stwarzać, czy nie stwarzać?”. Wiele było przeciw, ale w końcu wpadłem na pewien niepodważalny argument. To właśnie był sens całego świata. Powód, dla którego go stworzyłem... Ale co to było? Chyba źle ze mną, bo naprawdę nie mogę sobie przypomnieć. Anioł siedział naprzeciwko Stwórcy. Teraz miał już lekko rozchylone usta. Z wielkim niedowierzaniem przyglądał się jak Stwórca - najbardziej szanowana istota niebios, próbuje sobie przypomnieć odpowiedź na kluczowe pytanie w dziejach ludzkości. Przemknęło mu nawet przez myśl, że Stwórca po prostu się z nim droczy. Że udaje głupiego, żeby wymigać się od odpowiedzi. Anioł wiedział jednak, że to nie miałoby sensu... - To co ja mam teraz zrobić? - spytał załamany Anioł. - Może po prostu zaoferuj tej dziewczynie coś innego? Jakoś trudno mi uwierzyć, że nie ma innych marzeń, oprócz poznania sensu życia... - Ale czy tak na pewno można? - spytał niepewnie Anioł. - Nam zawsze mówili, że musimy spełnić życzenie bez względu na wszystko, no chyba że ktoś miałby na tym ucierpieć... Czy jeżeli zaoferuje jej spełnienie innego marzenia, nie będzie to złamanie zasad? - Ech... Nie wiem. Nie pytaj mnie o takie rzeczy. Ja jestem tylko stwórcą! Jestem artystą, nie znam się na tych wszystkich przepisach. Kiedyś, gdy jeszcze ja byłem Bogiem, wszystko było proste i przejrzyste, a teraz wybraliście sobie w tych waszych wyborach takiego biurokratę... No, ale nieważne... Sam chciałem przejść na emeryturę, więc nie wypada mi komentować poczynań moich następców... Wiesz... Jedyne co ci mogę teraz doradzić, to żebyś poszedł do archiwum pytań. Tam się archiwizuje wszystkie pytania, jakie kiedykolwiek zadała sobie ludzkość. „Sens życia” na pewno tam jest. - Naprawdę? - Oczywiście. - A gdzie to archiwum się znajduję? - W piwnicach tego budynku... Poczekaj dam ci przepustkę... - Dziękuję... - powiedział Anioł i wziął od Stwórcy przepustkę. - Czy to wszystko? - Chyba tak, dziękuje... I tak zabrałem już Panu dużo czasu... - Nie szkodzi. I tak teoretycznie powinienem był cię spławić już pięć minut temu.... - Aha... To ja już pójdę... Do widzenia... Anioł wstał z miejsca i ruszył w stronę drzwi. Nie wiedział czemu, ale Stwórca wciąż przyglądał mu się z niezwykłym zainteresowaniem, jakby czegoś od niego jeszcze oczekiwał. - Przepraszam... Mogę jeszcze o coś spytać? - spytał nieśmiało Anioł. - Skoro już tu jesteś... Pytaj. - Dlaczego pan wygląda tak samo, jak ja? - Jak to dlaczego? To chyba oczywiste... Nie czytałeś Biblii? Stworzyłem ludzi na swoje podobieństwo. Wszyscy są więc podobni do mnie, a zarazem ja jestem podobny do nich wszystkich. Również do ciebie... - No tak... - powiedział Anioł z namysłem. - No ale ja właściwie nie jestem człowiekiem, tylko aniołem... - To wszystko jedno... Zresztą chyba byłeś kiedyś człowiekiem, prawda? - No... - zaczął niepewnie Anioł, bo był to dla niego temat dość drażliwy. Pomyślał jednak, że jeżeli nie ze Stwórcą, to chyba już z nikim nie będzie mógł o tym porozmawiać. - Właściwie to... Zmarłem dwa dni po urodzeniu... - Och... Przykro mi - powiedział Stwórca i zamilkł na chwilę w zamyśleniu. - Ale chyba... Zdążyli ci nadać imię? - Nie... Anioł spuścił trochę wzrok. Stwórca przyglądał mu się w wielkim zamyśleniu. - Ach tak... Nie myślałeś kiedyś, żeby się zgłosić do programu reinkarnacji? Trudno musi ci być aniołem, który spełnia marzenia innych ludzi, jeżeli sam nigdy nie byłeś człowiekiem. Jeżeli nie cierpiałeś, nie możesz zrozumieć cierpiących. Jeżeli nigdy nie byłeś szczęśliwy nigdy nie będziesz mógł pojąć, dlaczego właściwie ludzie cały czas do szczęścia dążą... No i wreszcie... Jeżeli nigdy nie miałeś marzeń, a zapewniam cię, że jest to wliczone w bycie człowiekiem, to nigdy nie będziesz mógł ich odpowiednio spełniać. - Ja... Wiem o tym... Są specjalne przepisy dla takich jak ja. Zaliczyłem dwutygodniowy starz na Ziemi... - „Dwu tygodniowy”? - powtórzył Stwórca z lekkim uśmieszkiem drwiny. - Niektórzy ludzie żyją i po sto lat, a w pełni nie pojęli jeszcze wszystkich wartości życia, a tym zatwardziałym biurokratom się wdaję, że jak wyślą was na Ziemię na dwa tygodnie, to będziecie wiedzieli o życiu wszystko? Myślą że świat jest tworem tak prostym? Aż tak nisko cenią moje dzieło? - No cóż... Z tego nie jest tak łatwo dostać zaliczenie. Mnie przepuścili, bo i tak miałem ze wszystkiego najlepsze wyniki... - Ach no tak... Jesteś kujonem... To całkiem zrozumiałe w twojej sytuacji... Najwyraźniej nadgorliwością próbujesz nadrobić braki z ziemskiego życia. Ale powiem ci coś, i weź to sobie do serca. Pewnych rzeczy nie da się ot tak nauczyć z podręcznika. Jest taki wąski dział nauki, którą trzeba przeżyć samemu. - No tak... Może ma pan trochę racji, ale teraz i tak już nic z tym nie zrobię... - Mógłbyś się zgłosić do programu reinkarnacji. Nie wiem, jakie oni tam teraz mają kryteria, ale sądzę, że na pewno się kwalifikujesz. Jeśli nie to, to mógłbyś przynajmniej pobyć na Ziemi. Zapoznać się z prawdziwym życiem... Poznać kogoś... - Wolałbym nie marnować czasu na takie rzeczy. Prawdziwą radość znajduje w spełnianiu ludzkich życzeń. A teraz, jest tam gdzieś dziewczyna, która czeka, aż spełnię jej jedyne marzenie. Nie mogę jej zawieść. - Tak wiem, i to bardzo dobrze o tobie świadczy. Od razu poznałem, że jest w tobie coś wyjątkowego, po tym, że nie poznałeś, że wyglądam zupełnie jak ty. Większość ludzi jest tak zapatrzona w siebie, że od razu to rozpoznają. Ty najwyraźniej tak bardzo byłeś zajęty innymi ludźmi, że nie zauważałeś samego siebie. To zaleta, za którą można by cię podziwiać, ale również wada, której należy ci współczuć. Pół godziny później Anioł był już w piwnicach. Rozmowa ze Stwórcą trochę go zdołowała. - Ma pan przepustkę? - spytała Anioła jakaś bardzo niska i otyła staruszka. Anioł bez słowa podał jej przepustkę. Kobieta spojrzała na nią i jakby nieco się ożywiła. - ...Priorytet... - mruknęła cicho i spojrzała na Anioła z nagłym zainteresowaniem, po którym poznał, że chyba znowu przydzielono go do o wiele wyższej klasy niż powinni. - Więc, w czym mogę panu pomóc? - Szukam odpowiedzi na pytanie „jaki jest sens życia”. - Ach, tak... Już pana prowadzę do odpowiedniego działu... Anioł posłusznie ruszył za staruszką. Mijali rzędy alejek z aktami. Wszystkie były tak długie, że mimo iż stały w linii prostej Anioł nie widział ich końca. Tytuły nad działami były najróżniejsze na przykład „Pytania o Wyniki Sportowe”, „Pytania Głupie”, Pytania retoryczne” „Pytania o Pytanie”. W końcu jednak Staruszka zatrzymała się przed działem „Pytania Kluczowe”. - Niech pan szuka pod „s”, jak „sens życia”. Poczekam tu na pana. Sam miałby pan problem z odnalezieniem drogi... No i gdyby miał pan jakieś wątpliwości, to chętnie panu pomogę. Anioł przytaknął i ruszył wzdłuż alejki. Przed oczami wirowały mu różne litery alfabetu. Stopień napięcia znów w nim narastał... W końcu uda mu się spełnić jego zadanie. Dowie się, jaki jest sens życia. Najbardziej było to dla niego ważne ze względu na dziewczynę. Pamiętał jej obraz w tym małym obskurnym pokoiku. Od razu było widać, że wiele wycierpiała. Wciąż miał przed sobą jej bladą twarz i długie jasne włosy. I te niebieskie, wpatrzone w niego oczy, tak bardzo oczekujące odpowiedzi. Anioł wiedział, że nie może jej zawieść. Musiał również przyznać, że teraz i jego brała