Historia · 8 min czytania
Jego życie cz. I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Siedział przy komputerze, zadumany, myślami błądząc gdzieś daleko. Godzina siedemnasta, ta o której kończył pracę, zbliżała się nieubłaganie, chociaż jak teraz o tym myśli o siedemnastej dawno już nie wychodził, nie miał po co i do kogo wracać. Puste ściany mieszkania, do którego jechał, nie witały go zbyt radośnie, a kot, który i tak najczęściej spał na kanapie, nie cieszył się na jego powrót. A może powinien kupić sobie psa?
W tej firmie pracuje już siódmy rok, ostatnio dowiedział się z oficjalnego pisma, że jest w niej dyrektorem. Nie zdawał sobie z tego sprawy, bo i tak odkąd pamięta robi tu wszystko, włącznie z myciem brudnych kubków po kawie no i nawet nie ma asystentki, która odbierałaby telefony.
Teoretycznie zaczyna każdego dnia o ósmej, ale w pracy i tak jest przed siódmą rano. W domu spędza mało czasu, bo wtedy uświadamia sobie jak niewiele osiągną, jak marne i puste jest jego życie. W pracy przynajmniej coś się dzieje i nie ma zbyt dużo czasu na myślenie o swoim losie. Ale w takie dni jak dzisiejszy, gdy za oknem pada śnieg, a biuro już jest prawie puste myśli dobiją się do niego z upartością niemile widzianego akwizytora, który raz spławiony nie daje za wygraną i próbuje ponownie. Ciągle powraca to samo wspomnienie pamiętnych kilku miesięcy sprzed wielu lat. Wtedy się poznali ...
Spotykał ją codziennie gdy jadąc do pracy, w małym sklepiku koło biura, kupował bułki na śniadanie, ona w tym samym czasie kupowała jogurt i dwa jabłka, zawsze wybierała te zielone i ani razu nie kupiła czerwonych. Przeszło mu przez myśl, że to dziwne, bo jabłko to jabłko, i jak dla niego smakuje zawsze tak samo nie zależnie od tego jaki ma kolor, ale tym samym zaintrygował go sposób w jaki je wybierała. Brała po jednym w dłoń, kilka razy obracała, jakby sprawdzając czy jest tego samego koloru ze wszystkich stron, później zbliżała je do twarzy i wąchała. Wybierała je z ogromną pieczołowitością i tak każdego dnia, zawsze dwa jabłka. Po wyjściu ze sklepu każde z nich szło w swoją stronę, zwykle oglądał się za nią i z ciekawością obserwował do którego budynku wejdzie, ona nigdy nie zwracała na niego uwagi, przynajmniej tak mu się wydawało. Po kilku tygodniach w końcu odważył się ją zapytać, może to dziwne, ale właśnie o sposób w jaki wybiera jabłka, może nawet o kryteria jakimi się kieruje. Nie zastanawiał się co sobie o nim pomyśli, ciekaw był odpowiedzi i nic więcej. Któregoś poranka gdy stali w kolejce do kasy zapytał, tak od niechcenia czemu jabłka które wybiera ogląda z każdej strony i do tego jeszcze sprawdza jak pachną. Odwróciła się do niego, uśmiechnęła i słodkim tonem głosu, ale z pełną powagą zapytała: - A dlaczego pan zawsze bierze dwie bułki i to akurat te które leżą po lewej stronie kosza? Oboje zaczęli się śmiać, bo to co chcieli wiedzieć o sobie było najmniej istotną rzeczą na świecie. Ze sklepu wyszli razem i w ten właśnie dzień wyjątkowo nie poszli każde w swoją stroną, a oboje w tym samym kierunku. Zamiast do swoich biur udali się na spacer główną aleją, rozmawiali o pogodzie, o książkach jakie lubią i o filmach, właściwie o wszystkim i o niczym, tematów nie brakowało, bo od pierwszej wymiany kilku zdań oboje czuli jakby się znali wieki, tylko nie widzieli od bardzo dawna. Spotykali się w ten sposób, zawsze przed pracą, jeszcze kilka dni, później nieśmiała wymiana numerów telefonów i adresów email. Kontaktowali się każdego dnia, gdy nie mogli się spotkać dzwonili do siebie lub wysyłali listy. Po jakimś czasie zauważył, że gdy ona nie dzwoni, nie pisze albo gdy jej nie widzi czuje się dziwnie, robi mu się strasznie pusto i tak jakby odebrano temu małemu dzieciakowi w ciele dorosłego człowieka zabawkę, którą tak uwielbia. Wtedy prawie desperacko szukał z nią kontaktu, raz wysłał list i z oczami wlepionymi w monitor siedział tak długo aż dostał odpowiedz. Później sprawdził, że od momentu wysłania…