Filozofia · 3 min czytania
Jesień
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Siedząc wygodnie w fotelu, spoglądam za okno. Widzę jak trawa traci swój magiczny zielony kolor, drzewa obumierają puszczając liście, które zwolna opadają nie odczuwając bólu. Niebo nie jest już takie błękitne jak wtedy gdy patrzyłem na nie ostatnim razem. Przyjrzawszy się mu dokładnie, zdaję sobie sprawę, że powietrze nie jest już ciepłe, gorące. Nie ogrzeję mnie gdy wyjdę na zewnątrz. Wiem, że poczuję na sobie delikatny chłód, dostanę gęsiej skórki i obejmę się rękoma. Widzę sarny, które ganiają po polach, ciesząc się ostatnimi dotknięciami trawy, powiewającej na delikatnym wietrze. Wyczuwają, że ponownie nadchodzi ciężki , ciemny, deszczowy i bezduszny okres. Problem z pożywieniem, problem z zimnem. Patrzę i nie wiem czy nadchodząca jesień, dotyczy tylko otaczającej mnie przyrody i pogody czy dotyczy także mnie. Tyle spraw mam do załatwienia, w tyle miejsc miałem pojechać, tyle przeżyć a tu już szybko się zbliża. Czuję się podle, bo wiem, że nic nie mogę zrobić. Bezsilność jest mą klątwą. Nie mogę uciec, nie mogę się ruszyć. Tylko stoję i odczuwam coraz większy strach. Ta jesień jest inna. Nie nadejdzie po niej zima, nie spadnie śnieg i nie nakarmię zwierząt z mojego ogrodu. Czuję się inaczej, pusty w środku.…