Filozofia · 3 min czytania
Jesienna okolica inspiracją do wywodu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jesień. Nienawidzę tej pory roku. Suche liście w brzydkich ponurych kolorach opadają mi na głowę, pod nogi i na ulicę, na krótko rozpraszając kierowców swoją obecnością. Zimny i huczący wiatr porywa je w górę, a one rozpoczynają z pozoru piękny zawirowany taniec w powietrzu. Z pozoru. Bo to tylko wiatr, ten skurwiel, co powoduje, że boli mnie gardło i cieknie mi z nosa. Ten, który sypie mi piachem i żwirem w oczy. I zrywa mi z głowy kaptur, jakby specjalnie. Byle bym tylko nie mogła wyjść z domu przez kolejny tydzień. A liście? To tylko martwe dzieci drzewa spod mojego bloku. Nie ma w tym nic pięknego. To, co martwe, nie może być piękne. Miałam kiedyś takiego ładnego kotka. Rudo-czarno-biała sierść, zielone słodziutkie oczka. Milusi jak maskotka. Był. Bo go przejechało i przestał być słodki i ładny. Nie rozumiem ekscytacji śmiercią. Fakt, że myśl o niej może być intrygująca, ale nie powinna powodować zachwytu. Ustrzeliłeś jelenia? Brawo, dadzą Ci jeszcze puchar dla najlepszego myśliwego. Jakby strzelanie do ruchomych celów martwej natury było przeżytkiem,…