Kariera · 5 min czytania
jesienne piorko
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Był piękny jesienny dzień. Słońce świeciło i rozgrzewało wszystko co napotkało na swojej drodze. Obok starego dębu, po złotożółtym dywanie liści skakała wiewiórka. Zapewne domyślacie się dlaczego. Szukała pożywienia na zimę. Zauważył ją pewien liść, chyba najpiękniejszy ze wszystkich liści na drzewie. Mienił się on różnobarwnymi kolorami: był rudy, a gdzieniegdzie widać było jeszcze zielone plamki. Pojawiły się również żółte i czerwone plamy. Listek zapytał: - Co robisz? Ale wiewiórka mu nie odpowiedziała i czym prędzej uciekła. Listek pomyślał: - Dlaczego ona uciekła, może się mnie przestraszyła? Nagle usłyszał wołanie innego liścia: - Ej, ty nie myśl o niebieskich migdałach tylko zbieraj się do podróży, zbliża się zima, a drzewo musi przeżyć. Wtem niebo się zachmurzyło, wiatr począł wiać z całych sił i na liście zaczęły spadać pierwsze krople deszczu. Nagle nadeszła burza i mały listek z wielkim trudem utrzymywał się na gałęzi. Wreszcie spadł prosto do rzeki, która była po drugiej stronie dębu. Gdy spadał myślał tylko o tym gdzie go wiatr poniesie, ale jak już mówiłam wpadł do rzeki. Płynął przez dwa dni. Po dwóch dniach prosto z rzeki wpadł do kanału, gdzie było ciemno i pełno w nim było szczurów. Listek spytał: - Szczury proszę, powiedzcie mi gdzie tu jest wyjście? - zabieraj się stąd! - krzyknął największy ze szczurów - to nasze mieszkanie i nie chcemy tu obcych, no już. Listek poczuł strach i tęsknotę za dębem i jego liśćmi. Chciał jak najszybciej się stąd wydostać. Nagle zobaczył w oddali małe, malutkie światełko. Im dalej płynął tym większe stawało się światełko, aż wreszcie był już przy samym wyjściu. Bo to światełko było światłem dziennym. Listek ogromnie się ucieszył. Chciał się wydostać lecz nie wiedział jak to zrobić. Spojrzał za siebie, spostrzegł łódkę i siedzącego na niej małego szczura. Ten szczur podpłynął bliżej i przedstawił się: - Nazywam się Paweł. Podsłuchałem tatę jak na Ciebie krzyczał i bardzo za niego przepraszam. - Nic nie szkodzi - odparł liść - przecież wszedłem do waszego domu bez pozwolenia. - Skąd mogłeś wiedzieć, że to