Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Duchy · 7 min czytania

Jesienny Pan

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pewnego dnia stwierdziła, że ze smutkiem jest jej do twarzy. Była w takim wieku, w którym potrzebuje się czegoś więcej niż dekoltu do pępka by zwrócić uwagę innych. Dlatego wybrała dość oryginalne hobby na wypełnienie czasu, którego teraz miała aż nadto. Szkoda, że nikt nie skupuje wolnego czasu, nie dość, że by zarobiła, to jeszcze komuś by pomogła… Ale tego nie mogła zrobić. Za to przyoblekła twarz w maskę bezgranicznego smutku i zaczęła bywać na wszystkich pogrzebach w miasteczku. Nie było tego wiele, toteż miała okazję przy każdej kolejnej ceremonii robić małe zamieszanie. W końcu jednak ludzie przyzwyczaili się do jej obecności. Najpierw o tym szeptano, potem mówiono głośno z drwiącymi uśmiechami, by z czasem potraktować jak dziwactwa innych mieszkańców miasteczka i przyzwyczaić się. Kolejny pogrzeb. Jak zwykle stanęła z boku, na wzgórzu, pod ogołoconym z liści drzewem. Nad nią zszarzałe niebo, pod nią morze grobów błyskających wątłymi płomykami zniczy i garstka ludzi pogrążonych w żalu. Było jej dobrze, powoli przyzwyczajała się do tego miejsca i zaczynała snuć marzenia o własnym pogrzebie. Od lat miała załatwioną kwaterę. Wiedziała, że będzie leżała z mężem, ale akurat ta koncepcja jej nie cieszyła, przecież było tyle bardziej urokliwych zakątków na tym starym cmentarzu. Stała taka rozmarzona i obserwowała świat zza czarnej woalki. Uważała, że dobrze wygląda, lekko staroświecko, ale elegancko. Kapelusz zacieniający twarz, oczy skryte za koronką, czarny płaszcz zakrywający ją aż do ziemi i rękawiczki…tak rękawiczki były nieodłącznym elementem jej stroju. I do tego biała lilia. Uwielbiała te kwiaty, za ich niewinność, strzelistość, za delikatność i chłód… Stała tak nieruchoma i pełna żalu, słuchała monotonnego głosu księdza i zawodzenia kobiety…. Czuła zapach zimy, drażniący nos. Patrzyła na zrudziałą trawę i groby ze sztucznymi kwiatami, skrzywionymi krzyżami, figurami matek boskich i aniołków bez rąk z poobijanymi nosami. Czuła się zmęczona. Zaczynała się zastanawiać czy ona też niedługo położy się w twardej trumnie i będzie spała pod kołdrą ziemi… Nagle jej wzrok przykuł maleńki szczegół. Naprzeciw, na innym pagórku, pod innym drzewem stał mężczyzna. Podobnie jak ona przyglądał się pogrzebowi, ale nie wyglądał na kogoś z rodziny. Nie zbliżył się do świeżego grobu, nie płakał… Stał i przyglądał się. Gdy pogrzeb dobiegł końca, zeszła w dolinkę i na stercie szeleszczących wiązanek położyła swoja lilię. Odwróciła się by zobaczyć, co robi ten mężczyzna, ale jego już nie było… Jesień była długa tego roku… a pogrzebów więcej niż zwykle. Kobieta coraz staranniej przygotowywała się do kolejnego pożegnania i coraz bardziej przyzwyczajała się do myśli że znowu spotka swojego milczącego tajemniczego towarzysza. Podobnie jak ona zjawiał się na wszystkich pogrzebach. Dziwiła się, że ludzie nie zaczęli jeszcze szeptać. Nikt o niego nie zapytał. Mimo że, nie zamienili ze sobą ani jednego słowa, to jednak chyba jasne było, że skoro spotykają się regularnie w tym samym miejscu, to coś musi ich łączyć. Powoli zaczynało ją to denerwować. Aż pewnego dnia zdecydowała, że to ona wykona pierwszy krok. Po pogrzebie zamiast położyć tradycyjnie lilię na świeżym grobie, zaczęła…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Jesienny Pan — czytnik · opowiadania