Aktualności · 5 min czytania
jesienny wiatr
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Starzec usiadł w wiklinowym fotelu na werandzie niewielkiego, oplecionego gęstą nicią roślinności budynku. Nie był sam, albowiem w tej samej chwili na jego stopach z nieskrywaną tęsknotą położył swój kudłaty pysk, równie doświadczony losem pies. Człowiek zaczął wpatrywać się w dal biegnącej przed nim dębowej alei, a jego wierny towarzysz wydał z siebie pomruk szczęśliwości i zasnął. Tkwili tak wspólnie w bezruchu, aż stare oczy mężczyzny dostrzegły, w zaklętej od wspomnień alei, kobietę – niby przybliżającą się do niego a jednak nadal tkwiącą na końcu przedziwnej drogi. Kim jesteś – chciał zawołać- jednak znał już odpowiedź. To była młoda dziewczyna, jego pierwsza młodzieńcza miłość, z którą poznawał szepty strumyka, zapach polnych kwiatów i ... teraz nawet wyraźnie przypomniał sobie frazy ich ulubionego wiersza. Zapach jej ciała, rozgrzanego w lipcowym słońcu, spojrzenia przepełnione erotycznym podnieceniem. Jednak ich szczęście nie trwało długo – przerwała je wojna, ostatecznie doprowadzając także do jej przedwczesnej śmierci. W momencie, gdy sobie to uświadomił kobieta zniknęła. Starzec westchnął głęboko i spojrzał na psa, poruszającego zabawnie łapą, albowiem śniło mu się, że biegnie. I znów człowiek podniósł oczy i skierował wzrok w kierunku drzew przepełnionych jesienną atmosferą. Tym razem jakby nieco bliżej, wyłoniła się zza jednego z dębów postać przypominająca mu jego jedynego przyjaciela. Poznali się jeszcze podczas wojennej zawieruchy i od tamtej chwili przez prawie pół wieku wspomagali się, byli dla siebie braćmi na tej oddalonej od ojczyzny ziemi. Ból ramienia, który narastał przy zmianie pogody, był spowodowany raną jaką starzec odniósł, kiedy wynosił swojego nieprzytomnego kompana spod gęstego ostrzału wroga. To był jedyny akt odwagi, jakim ów człowiek wykazał się w swoim życiu, choć koszmar strachu tamtej chwili prześladował go w snach. Po wielu latach zdecydował się wreszcie opowiedzieć przyjacielowi o tym, co wówczas czuł naprawdę i poszedł do oddalonej o niespełna kilometr chaty, jednak w jej wnętrzu znalazł martwego towarzysza i list napisany jego ręką. Oto zażył truciznę, aby nie znosić dłużej cierpień nasilającej się choroby. Zgodnie z ostatnią wolą pogrzebał go na niewielkim, wiejskim cmentarzu przy drewnianej kaplicy. I z tą postacią nie zdążył się nawet oswoić, ponieważ horyzont przepełniła cicha pustka i znów widział jedynie aleję. Wzmógł się wiatr i zaczął szurać…