Inne · 4 min czytania
Jesioniarz
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Od pewnego czasu prawie nic nie jadł. Spał do późna w nieświeżej pościeli mamrocząc coś w odpowiedzi na próby pobudki serwowanej mu przez kolegów. Chodził nieuczesany, straszliwy fetor wydobywał się z jego ust, a policzki pokrywał mu coraz gęstszy zarost. Kiedy już wstawał z łóżka kończyło się to krótką podróżą do kibla lub wyprawą do kuchni, która zajmowała mniej więcej trzy razy tyle co wycieczka do kibla. Po każdym takim przedsięwzięciu z kiełbasą w ustach i pajdą chleba w dłoni ledwo doczołgiwał się do łóżka. Czasem się to nie udawało i kończył swoja wyprawę metr przed wyrkiem, czasami nawet dwa. Obiecywał sobie, że zaraz wstanie i ponowi wysiłek zbliżenia głowy do poduszki, ale z reguły zasypiał i to jego wierni kompani kładli go, zemdlonego na skrzypiącego powiernika jego sennych wizji. W nocy kiedy wszyscy spali lub pili on wstawał zamroczony potęgą swego umysłu. Nie zdając sobie z niczego sprawy, podobnie lunatykom, wkładał swój wytarty jesion, naciągał czarną śmierdzącą czapkę, której kumple powierzyli rolę wycieraczki oraz szmaty do wycierania wiecznie wyciekającej wody z kaloryfera i wychodził. Szwendał się po okolicy nie znajdując nigdzie swego miejsca. Potrafił przebywać w śmietniku analizując przemyślność umocowania maleńkich kółeczek pod zbiornikami na nieczystości. Pochylał się wtedy nisko lub kładł się na betonie i dotykał tych maleńkich cudów techniki. Wzdychał przy tym lub wydawał okrzyki podziwu kiedy poruszone palcem kółeczko zaskrzypiało. Często znaleźć go było można na przejściu na pieszych. Chodził wtedy w kółko uporczywie wpatrując się w białe pasy. Badał który jest najdłuższy, który krótszy, a najbardziej uradowany wydawał się kiedy napotkał jakiś wytarty. „Wada systemu” – myślał wtedy, „znalazłem kolejną wadę systemu”. Ruch w mieście był mały więc ryzyko rozwałkowania go na pasach nie było wysokie, ale nieraz zdarzało mu się…