Fantastyka · 9 min czytania
Jeśli Cię Kiedyś Zapomnę
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ostatni transportowiec właśnie odleciał w kierunku najodleglejszych galaktyk, a ja stałem tak oparty o barierkę tarasu widokowego i zastanawiałem się gdzie ona teraz jest. Nagle poczułem jakieś szturchnięcie. - Proszę pana. To już ostatni... Następne będą dopiero jutro. Niech pan lepiej już idzie do domu - poinformował mnie uprzejmie strażnik. - Dziękuję - odparłem odchodząc w kierunku postoju taksówek. Szczerze mówiąc już od dwóch miesięcy po pracy przychodziłem tutaj na taras widokowy i patrzyłem na startujące statki. Właściwie to mało mnie one obchodziły, ale zawsze to nie byłem sam i miałem okazję aby myśleć o NIEJ. To śmieszne, ale kiedy odeszła prawie się tym nie przejąłem, ale już po dwóch tygodniach odczułem tę radykalną zmianę.
Nie z początku nie tęskniłem za nią. Na początku były to bardzo głupie sprawy jak oddanie rzeczy do pralni, czy wysłanie pieniędzy w ramach opłat za prąd czy wodę. Takie rzeczy zawsze robiła ONA. Właśnie dlatego miałem z tym takie problemy kiedy jej zabrakło. Przez sześć lat kiedy byliśmy razem zdążyłem się przyzwyczaić do tego, że pewne rzeczy ktoś robi za mnie, a potem... a potem przyszło ponaglenie o zapłatę rachunków i okazało się, że nie mam ani jednej pary czystych skarpetek. Właściwie dopiero jakiś czas później kiedy się nauczyłem co i jak i w jakim terminie załatwiać, zrozumiałem, że mi JEJ brakuje, że za NIĄ tęsknię. To było jedno z tych uczuć, które przychodzą nie wiadomo skąd i trafiają człowieka jak piorun. Leżałem sam w łóżku i nagle przed oczy cisnęły mi się obrazy z przeszłości. Zasnąłem i śniły mi się obrazy tak cudowne, wspaniałe... Obudziłem się następnego ranka i chciałem JĄ pocałować, bo miałem wrażenie, że jest obok mnie, ale... JEJ tam nie było. JEJ głowa nie leżała obok mojej na poduszce, a jej twarz nie spoczywała tuż obok mojej, tak jak to było przez tyle lat. Właśnie wtedy zrozumiałem jak bardzo jest dla mnie ważna. Szkoda, że tak późno...
To było jakieś sześć miesięcy temu. Trudno mi jeszcze o tym mówić, bo to dość świeża rana, lecz to bardzo ważne. Już od jakiegoś roku nie dogadywaliśmy się zbyt dobrze. Ona miała swoje sprawy, a ja swoje i nikogo nie obchodziło, że razem byłoby łatwiej przez nie przejść. Nie wiem czy to problemy, czy cokolwiek innego tak na nią zadziałało... Za mało rozmawialiśmy. Znaczy się właściwie wogle... Ale to teraz nie ma wielkiego znaczenia... za późno. Wiem jedno.
Jakoś w kwietniu, czyli jedenaście miesięcy temu ona zaczęła się na prawdę dziwnie zachowywać. Lękała się czegoś. Czegoś się bała i wyraźnie oczekiwała, że znajdzie we mnie jakieś wsparcie, lecz ja nie wiedziałem co robić, a ona nie ułatwiała mi zadania. Nie mówiła mi niczego, tylko zamykała się w sobie i dawała mi do zrozumienia, że jestem nikim i niczym. To było na prawdę bolesne, ale znosiłem to bo czułem, że coś jest na prawdę nie tak. Kiedyś wspomniała coś o dalekiej podróży, a potem o towarzyszu... o "koledze", który nie daje jej spokoju. Kiedy zacząłem się dopytywać o co tak właściwie chodzi, to po prostu stwierdziła, że nic nie rozumiem i odsunęła się ode mnie jakbym był kimś kto jej strasznie wadzi. Niepokoiłem się o nią, ponieważ stawała się coraz dziwniejsza. Najgorsze było jednak w sierpniu. Byliśmy wtedy akurat na wakacjach nad morzem. Żona zachowywała się bardzo dziwnie. Nic jej nie cieszyło. Przestała lubić, to co zawsze sprawiało jej tyle przyjemności, a na dodatek prawie przestała się odzywać i jeść. Nasz urlop zaczął się w połowie lipca i miał trwać niemal do końca sierpnia. Po prostu nie brałem o dłuższego czasu urlopu i kiedy wreszcie się nań zdecydowałem okazało się, że mam do wykorzystania od zaraz prawie sześć tygodni. Tego dnia wróciliśmy do hotelu po całym dniu na plaży. Było bardzo ciepło i noc zapowiadała się bardzo przyjemnie. Żona poszła do łazienki, by przygotować kąpiel i zrobiła coś co nie od razu wydało mi się dziwne. Może to nic wielkiego, ale ona po prostu zamknęła drzwi na klucz. Nie od razu się zorientowałem, ale zwróciło moją uwagę to, że tak długo nie wracała. W końcu miała napuścić wodę. Chciałem wejść do środka i wtedy okazało się, że drzwi są zamknięte na klucz. Wołałem ją, ale odpowiedziała