Biografia · 28 min czytania
jestem jaka jestem cz5
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Moja mama: - Ależ Jolu przecież obiad możecie zjeść z nami. Będzie przyjemnie temu panu jak razem byśmy zjedli. - Czy aż tak go nie lubisz? - Nie mamusiu. - To o co chodzi? - Nie mogę zjeść tak estetycznie jak jedzą pełnosprawni ludzie. A ja w swoim pokoju mogłam jeść sama i jadłam tak jak nadmieniłam Drogi Czytelniku, że sposob niepelnosprawnosci mozna sobie ułatwić i umilić, sprawić sobie wielka frajde swoim pomyslem i mozna z przyjemnoscia skonsumowac cos czego nie mozna skonsumowac w towarzystwie ludzi pelnosprawnych. W swoim pokoju, w kuchni jak siedzialam przy stole wpadlam na pewien pomysl po co nachylac sie tak nisko ustami zeby siegnac kęs pieczywa albo czegoś innego. Poprosiłam jednego znajomego z lokatorów zeby mi zrobił taki mał y stłeczek malutenki ale szeroki. Miał 15 cm wysokosci a szerokosci na 50 cm. To był stół na stole. w ten sposob moglam sniadanie czy inny posilek ktory byl z kuchni sama skonsumowac. Tylko z tym ze trzeba bylo mi pokroic pieczywo czy cos innego bo nie moglabym sobie poradzic z kromka chleba. Kiedys probowalam czy dam rade wziac do reki bulke. Byly takie male bulki kajzerki. Udalo mi sie ale ona byla sucha w calosci ta bulka. Tak bardzo mi smakowala zedo tej pory pamietam jej smak na podniebieniu. Jak jezdzilam do szkoly na wozku swoim za pomoca osoby chodzacej to mama robila nam kanapki przekrajajac bulke na okraglo i wtedy mialam klopot bo mi bulka sie rozdwajala. Zeby nie zrobic mamie ani innym domownikom przykrosci poprosilam zeby mi nie smarowac pieczywa. I poprosilam zeby mi dano kawalek wedliny. W ten sposob moglam sama skonsumowac drugie sniadanie w szkole tylko tak zeby nie widziala mnie moja siostra bo ona od razu by sie rozplakala i chciala pomoc. Wtedy poprosilam zeby zostawiano mnie w klasie. Najgorzej pierwszy raz bylo mi wyjac sniadaniowke. Bo byla taka torebka na suwak. Najgorzej bylo mi odsunac suwak, bo nie moglam uchwycic dwoma palcami suwaka. Ale wpadlam na pomysl od czego ma sie zeby. Wzielam torebke prawa reka do gory, zacisnelam swoe dlonie, pomalu pomalu pojechal moj sowak oczywiscie zebami. Ale najgorzej bylo odwinac papier, b balam sie ze moge pogubic, potem bym siedziala i patrzyla na te swoje drugie sniadanie, bo oczami nikt na swiecie nie dal by rady podniesc. Mialam herbate w butelce bo nie bylo stac moich rodzicow zeby zakupic dwa termosy. Herbaty nie wyjmowalam bo nie dalabym rady nawet otworzyc. Zjadlam ta bulke, potem zjadlam wedline. Musialam szybko skonsumowac bo wiedzialam ze wejdzie pan wozny albo pani wozna. Najgorzej bylo mi schowac teczke. Podniesc ja bylo latwiej ale postawic bylo gorzej. W tym momencie do klasy weszla moja siostra: - Jolu czemu jestes sama w klasie, czemu nie chcialas wyjechac na korytarz? - Bo ja jadlam snadanie. - Jakto jadlas sniadanie? - Przeciez widzisz Krysiu ze mam teczke na kolanach. Przelozylam klape od teczki zeby ja zapiac. Oczywiscie sniadaniowke wlozylam do teczki. Obejrzalam sie na kolana czy nie ma okruchow i na to znalazlam swoj sposob. Sliniac palec wskazujacy prawej reki zbieralam okruchy i bralam do ust. Jakby profesorka zobaczyla zboku mie okruszki na podlodze, to dostalabym uwage do dzienniczka. - A jak ty zjadlas - zapytala siostra. - Jolu jak nasi rodzice sie dowiedzato bede miala kare. - Ja nic nie powiem rodzicom, ja im to zademonstruje w domu. I tak nauczylam sie jesc drugie sniadanie w szkole. Potem moja mama zapytala sie - Jolu to jemy obiad razem z gosciem? - Mamusiu ja tylko moge towarzyszyc wam przy stole a obiad pozniej skonsumuje sama. - Dobrze dziecko. - Wiesz co Jolu, rozmawialam z panem Piotrem i powiedzial ze moze ci zalatwic sanatorium. - A gdzie? - W Wesolej pod Warszawa. - A dlaczego on tak sie interesuje moja osoba? Przeciez ja chwilami jestem niegrzeczna dla tego pana - A czemu Jolu? - Nie wiem - skłamałam. - A może mi powiesz dlaczego nie wiesz? - Mamusiu nie zadawaj mi takich pytan, nie umiem na nie odpowiedziec. - Bo nie chcesz. Prawda? - Nie, nie to ze nie chce. Jak przemysle to mamusi powiem. - Dobrze dziecko. Nasza mama byla nasza matko i przyjaciolka. Z nasza matka mozna bylo porozmawiac na rozne tematy. Moglam mamie powiedziec o kazdej porze dnia i nocy, co mi lezy na sercu. A to byl taki wiek moj, ni dziecko, ni panna, ni kobieta. Bilam sie ze swoimi myslami lezac, jakby tu wybrnac z sytuacji. Moje mysli byly tak bojna fantazja. Przeciez nie moglam dopuscic do tego, zebym mogla sie zakochac w doroslym mezczyznie, bo nawet nie wiedzialam co to jest milosc do mezczyzny. Ale serce moje podpowiadalo mi, ze waro byloby pokochac tego mezczyze. Dlatego moze bylam dla niego niemila. Chcialam go poprostu zrazic do siebie. Ale mnie sie to nie udalo. Pewnego wieczoru zadzwonil telefon. Pani Basia poprosila mojego ojca do telefonu. Ojciec przyszedl do naszego pokoju dziewczat. - Jolu - zwrocil sie do mnie. - Czy nie chcialabys jutro pojsc do kina? A wiedzialam, ze w dzienniczku mam uwage. - A zasluguje tatusiu na kino? - Apropos zasluzenia corko, pokazcie mi dziewczeta swoje dzienniczki. Moja siostra Krysia wstala i wyjela swoj i moj dzienniczek. A ja zdazylam przed przyjazdem do domu przelozyc wizytowki z okladki na okladke. To byly wizytowki wkladane pod plastik. Pomalutku wyciagalam palcem tak zeby nie podrzec i przekladalam wizytowki jak cos bardzo przeskrobalam ze swojej okladki na jej okladke albo odwrotnie. Tatus wzial otworzy dzienniczki. Jeszcze raz spojrzal na okladke. - Krysiu nie spodziewal bym sie po tobie - A czego tatusiu? - Zebys ty miala uwage w dzienniczku, wstydz sie. - Czego mam sie wstydzic? Ja zadnej uwagi nie mam. - A czyj to dzienniczek? (pokazal jej wizytowke na okladce) - No moj tatusiu - A umiesz czytac? - Naturalnie ze umiem, przeciez chodze do szkoly sredniej z Jola. - No to prosze czytaj na glos, tylko niech przyjdzie mama do pokoju; i poprosil mame. Całe szczescie, ze profesorka nie napisala imienia mojego bo wtedy bym wpadła, a tam pisało:"Pana corka w szalecie pali papierosy, prosze przyjsc do szkoly". - Ja nie pale, tatusiu! - Jakbys nie palila to by tak nie pisalo. Ja tego nie podpisze corko. Mialam fajnego najstarszego brata, ktoremu opowiedzialam te cala historie z dzienniczkiem i z uwaga. - Jola a dac ci pare klapsow? - Daj, od ciebie przyjme; pocalowalam go w policzek - kochany z ciebie brat jest - Co mam teraz zrobic z tym dzienniczkiem? - Wez przeloz wizytowke a ja sobie dam rade z podpisem. - Wiesz co braciszku kochany? - Jak ty mowisz do mnie kochany to juz wiem o co ci chodzi. - Wykonaj moja prosbe. Nasz ojciec bardzo czesto spal po obiedzie. Wzial ojca reke wsadzil mu dlugopis i podpisal. Wjechalam do klasy. Oczywiscie profesorka poprosila dzienniczki na lawki, albo do mnie prosze przyniesc. Moja siostra chciala cos powiedziec ale ja ja pociagnelam za spodnice. - No i co Jolka, przyjdzie ojciec do szkoly? - Ojciec nie przyjdzie bo jest w delegacji. - A mama pranie robi, tak Jolu? - Nie wiem czy robi pranie, bo przeciez nie jestem w domu. - Prosze mi nie pyskowac - Alez pani prof. jak bym smiala? Przeciagalam temat, zeby nie bylo klasowki. Tak ja zagadlam profesorke nt palenia papierosow, ze przeszlo 40 minut brakowalo 3 minuty do zakonczenia lekcji. No i bylo koniec lekcji bo zadzwonil dzwonek, och jaka byla ulga. - To to juz koniec lekcji? - Tak koniec, czy moge juz odjechac do swojej lawki? - A czemu nie jestes przy lawce? - Bo pani profesor nie kazala mi odchodzic. - To czemu tak dlugo rozwlekalas temat? - Bo ja marze byc polonistka tak jak pani pani profesor. - No tak masz racje, polski jezyk to jest bardzo piekny jezyk - naturalnie pani profesor, czy juz moge odjechac? - Tak, dziecko. Nawet nie ogladala dzienniczka. Pamietam tak jak dzisiaj, ze ta uwaga nie byla napisana piorem tylko olowkiem. Przyjechalysmy do domu. - Krystyno ja ciebie uratowalam od kary to teraz ty mnie pomozesz - a w czym? - Wez gumke i zmarz te uwage. - No jak moge zmazac uwage cos ty oszalala Jolu? - Nie oszalalam bo widzialam jak profesorka pisala olowkiem. - A jak ojciec bedzie chcial obejrzec i podpisac? - To juz bede wiedziala jak z nim to zalatwic. Pojechalysmy do toalety i pomalu siostra starla uwagi. - A podpis ojca skad go masz? - To moja slodka tajemnica nie dowiesz sie.... - Znowu znalazlas jakis sposob swoj a pochwalisz sie rodzicom? - Tak pochwale sie. Moja siostra byla bardzo naiwna i do dzisiaj jest, chociaz mamy po 61 lat. To jest moja blizniaczka. Zblizala sie niedziela. Myslalam jak wybrnac z tej sytuacji. Zeby nie towarzyszyc naszemu gosciowi w naszym domu. Niczego nie moglam wymyslic bo pani Basia akurat miala wolna niedziele. Moja mama przygotowujac obiad zapytala sie mnie: jak myslisz Jolu co podac na deser? - Mamusiu, na co mamusie stac. - Jolu cos cie gnebi? - Nie nie mamusiu, nic mnie nie gnebi. Akurat zegar wybil godzine trzynasta. Ojciec moj odezwal sie: - zaniedlugo przyjdzie nasz gosc corko. - W ogole mnie nie interesuje ten gosc tatusiu. - Przeciez on jest takim milym czlowiekiem, powinnas byc dla niego mila. Nawet nie wiesz Jolu ile trzeba czekac na sanatorium. - Wiem tatusiu bo to nie bedzie moje pierwsze sanatorium. - Czemu go tak nie lubisz Jolu? - Coz ja moge lubic czy nie lubic, to nie jest moj osobisty gosc, zebym mogla wyrazic jakas opinie o tym czlowieku. - Zobacz Natalko jaka mamy madra corke. - To ja wiem mezu. O godzinie 14 mial byc ten gosc. Przyszedl punktualnie. Bylam w swoim pokoju, zdazylam zjesc obiad. Nie moglam przejechac przez pokoj do lazienki zeby uprac swoj ceratowy fartuch. Bo jak jadlam sama to musialam sama poprosic rodzicow zeby mi ktos zalozyl ten fartuch. Po wiekszej czesci nie udalo mi sie trafic do ust bezposrednio lyzka. Bardzo czesto zalewalam sie. Chwilami buntowalam sie dlaczego ja taka mloda dziewczyna nie moge korzystac z zycia tak jak moje rowiesnczki? Nie chcialam okazac rodzicom ze mam dni zalamania psychicznego. Tego dnia bardzo sie spieszylam skonsumowac ten obiad jak najszybciej, Najgorzej mnie wychodzilo z zupa, bo nie zawsze moglam wypijac wywar z talerza przez rurke. Pragnelam bardzo nauczyc sie korzystac z lyzki, pamietam tak jak dzis, poprosilam kogos z domownikow, zeby nalano mi do talerza glebokiego wody. - Co ty znowu bedziesz robic eksperyment? - Eksperyment moi drodzy - odpowiedzialam z usmiechem na ustach. Wzielam lyzke ustami, zlapalam za uchwyt, wsadzilam pomiedzy dwa palce wskazujace nastepny palec. Przelozylam przez kciuk lyzke ustami, bylam wtedy po lekach odprezajacych. Wzielam lyzke, zanuzylam w talerzu, donioslam do ust i udalo sie... I tak pomalu nauczylam sie jesc zupe lyzka. Jaka to byla wielka radosc ze moglam jesc zupe sama, bardziej po ludzku. Kiedy juz jej eksperyment sie udal, poprosilam mame do swojego pokoju. Moja mama bardzo sie z tego ucieszyla i potem pokazalam wszystkim domownikom. Domownicy byli zachwyceni ale najlepiej mi to szlo jak bylam sama. Nasz gosc zapytal sie o mnie: - pragnalbym drogzy panstwo przywitac sie z panstwa corka. - Zaraz poprosze Jole - odezwala sie mama. Jak uslyszalam jego glos moje serce zaczelo mocniej bic, nie wiem czy z wrazenia czy z milosci. Moja mama przyszla po mnie: - Jolu mamy goscia, chcialby sie z toba przywitac. - Dobrze mamusiu, prosze mnie wziac. Wjechalam, mialam obciete wlosy. Byly kiedys bardzo dlugie a potem obcielam poniewaz szykowalam sie na nastepna operacje kregoslupa. Mialam rozpuszczone wlosy, bylam jasa blondynka,. Mialam przepaske szeroka na oczach nibieska. Do tego mialam niebieska sukienke, takze wydawalo mi sie ze wygladalam niezle. Powiedzialam dzien dobry. Ten gosc wstal od stolu - Jak panienka slicznie wyglada! - Dziekuje panu - odpowiedzialam - Jest pan bardzo mily. Moi rodzice spojrzeli na siebie. Byli zaskoczeni moa odpowiedzia. Podalam u reke, uscisnal ja.- Bede mial przyjemnosc zjesc obiad z panink, ze mna nie, bo nie jestem glodny, Czy pani sie najadla moim widokiem? - Alez drogi panie, jaki pan jest pewny siebie. Pan po prostu mysli ze pan jest Don Juanem czy Apollo? - Jolu - odezwal sie ojciec - Jak mozesz takimi slowami gornolotnymi odzywac sie do naszego goscia? - Alez tatusiu ten pan sie nie obrazil, ze jest Casanova. On sie na mnie spojrzal, zaczerwienil sie. No spojrzcie tatusiu i mamusiu na naszego goscia, az promienieje na te moje slowa. - Nie rozumiem panienki - odezwal sie gosc. - Pan nie rozumie moich slow? Oj prosze pana. Moze pan dla swoich kolezanek takim wlasnie jest, bo dla mnie to nie. - To panienka juz umie oceniac mezczyzn? - Tak, bo jest pan bardzo pewny siebie. I pyszy sie pan jak fan tulipan. - A panienka czytala te ksiazke? - Nie trzeba czytac tej ksiazki zeby wiedziec, ze mozna do pana takimi slowami sie zwrocic, czyz nie? Nic na to nie odpoiwedzial i zacisnal piesci. - Czy juz pan sie nacieszyl moim widokiem? - Nie. - A ja tak, nacieszylam sie pana widokiem i pana pysznoscia. - Mamusiu - odwrocilam sie do mamy - Prosze mnie odwiezc do mojego pokoju, smacznego panstwu - powiedzialam - i zegnam pana mily gosciu. Moj ojciec spojrzal sie na mnie: - Dziecko porozmawiamy potem we dwoje. - Tak wiem tatusiu. Drogi ojcze, ja kocham twoj glos. Jak ja tak mowilam to wiedzial, ze bedzie awantura. Gosc sie odezwal - Czyzbym sie zle zachowal w stosunku do panienki? - Alez nie prosze pana. Moi rodzice pana uwielbiaja a ja nie. Czyzby to nie prawda? Jest pan mily, towarzyski, pewny siebie, a ja nie lubie takich ludzi, a zeby pan sie bawil moja osoba nigdy w zyciu nie pozwole. - Nie rozumiem panienki - Ale ja pana swietnie rozumiem za to. Pojechałam do swojego pokoju z mamą. Moja mama zapytała: -dlaczego tak nie cierpisz tego naszego gościa? - Może mamuniu porozmawiamy kiedy indziej na jego temat? Na moim stole leżała książka. Nie raz nerwy są potrzebne Drogi Czytelniku, bo chciałam się wyżyć na sprzętach meblowych. Chwyciłam się łóżka, podjechałam bliżej stołu ale nie wiedziałam jak mam zrobić żeby podjechać pod kątem prostym do stołu. Złapałam się prawą ręką drugiego mebla i podjechałam prawym bokiem do stołu. Żebym mogła czytać nie na kolanach ani nie na pulpicie to kogoś prosiłam, żeby mi dał…