Inne · 15 min czytania
Jestem prawdziwa roz.2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kobiety, to najbardziej niebezpieczne i mściwe istoty. Nigdy nie widzą swoich win. Tylko innych. Kto podpadnie kobiecie, lepiej aby szybko opuścił jej pole widzenia, ponieważ sam jej wzrok zabija. A już najgorsze są nastolatki. Dziewczyny, które NAPRAWDĘ wiedzą jak uprzykrzyć życie. A dziewczyna rzucona jest jeszcze gorsza. A co straszniejsze... nie łatwo się poddaje. To co pokazuje się na ten temat w filmach i serialach, jest niczym w porównaniu z rzeczywistością. Szkoda, że rzadko zastanawiają się nad powodem tej nienawiści. Rzadko myślą, czy ich zachowanie ma podstawy. Więc jeśli jest jakakolwiek możliwość... Unikaj z nimi konfliktów.
***
Noc nie była dla mnie ukojeniem. Jedynie pogłębiałam swój smutek patrząc w ciemną przestrzeń. Nawet gwiazdy schowały swój blask za ciemnymi chmurami, które przez cały czas płakały. A ja z nimi. Nie potrafię zapomnieć tego co mi powiedział. Te dwa słowa były dotkliwe. Ale ku swojemu zaskoczeniu, nie tak bardzo jak się tego spodziewałam. Zawsze sądziłam, że jeśliby doszło kiedyś do takiej sytuacji, moje serce pęknie. A jednak jest ono całe. Co nie znaczy, że odpuszczę Olce. Nie. Ta wredna i wścibska suka pożałuje tego, że się urodziła. Najpierw zacznę powoli i ostrożnie, zobaczymy co najbardziej ją zrani. Nie ból fizyczny. Ten ból, nigdy się nie sprawdza u takich dziewcząt... ( a poza tym nie jestem chuliganką). Wystarczy na nią spojrzeć. Wygląda jak chłopak, a więc bólem może się nie przejąć. Jest brzydka, więc może mieć z tego powodu kompleksy. Tylko nikt z takimi kompleksami nie chodziłby w takiej fryzurze. Jest też niska, ale tylko głupcy czepiają się wzrostu. Wydaje się zresztą, że ona niczym się nie przejmuje. Jakby jej to wszystko wisiało. Cóż... Każdy ma jakieś kompleksy... Ona musi się tylko dowiedzieć, że to co o sobie myśli jest prawdziwe... To Będzie piękna zemsta... A kiedy już wróci do tej swojej zawszonej szkoły, zajmę się Mileną... Jak dobrze, że akurat dzisiaj mamy lekcje dwa razy z rzędu w tej samej klasie. Olka wyszła na przerwie do łazienki, a ja mogłam spokojnie podłożyć jej liścik. Plan A, wykonany. Gdy Ola wróciła, znalazła w swoim piórniku wiadomość. Było tam napisane: Jesteś ładna i bardzo mi się podobasz - wielbiciel. Ograny i dość często wykorzystywany tekst. Ale czy ktoś taki poznałby się na prawdziwym wyznaniu miłosnym, nawet gdyby ktoś podstawił jej tabliczkę pod nosem z napisem: To jest wyznanie miłosne? W każdym razie, Olka przeczytała liścik i spojrzała w moim kierunku. I ku mojemu zaskoczeniu, nie po to, żeby się nim pochwalić, ale by mi powiedzieć: - Czemu mi to robisz? Ona nie powinna się tak zachować! Nie powinna się spytać czemu jej to robię (zresztą, skąd wiedziała, że to ja?) i nie powinna była wychodzić na korytarz. Czyżby dało się ją zranić łatwiej niż sądziłam? Dobra. Jeszcze nie jest za późno na drugą część planu...
***
Znalazłem ją pod oknem. Stanąłem obok niej i czekałem, aż mnie zauważy. Zauważyła, i nie wyglądało na to, że płakała. Więc Maria nie zraniła ją tak Bardzo, jak tamta sądziła. To twarda i zarazem delikatna dziewczyna. Poznałem to, gdy tylko weszła do klasy. Nie wiem co Maria chce od Olki, ale nie pozwolę jej zranić... - Przepraszam za ten liścik. Powinienem się domyślić, że taka dziewczyna jak ty, nie potraktuje takiego wyznania poważnie. - I nadal nie traktuje. Możesz od razu powiedzieć Marii, że się nie nabiorę. Chcę wiedzieć tylko, dlaczego. Dlaczego ona mi to robi? - Nie rozumiem. Ty mi się naprawdę podobasz. Chciałbym, abyś poszła ze mną na Połowinki pojutrze. Wiedziałem, że kiedy to mówię, to mówię szczerą prawdę. Nie potrzebowałem Marii, która kazała mi to powiedzieć. - Jak masz na imię? Widziałam cię wczoraj z Adamem i tym drugim chłopakiem. - Andrzej. Tamten drugi to był Kuba. - Andrzej... Ja wiem, że chłopcy potrafią być okrutni i dla samej przyjemności potrafią ranić innych. - No kurwa! Co mam zrobić, abyś mi uwierzyła?! - Po pierwsze: nie wrzeszcz. Nie jestem głucha. - Przepraszam. - Po drugie... Ty naprawdę chcesz ze mną iść na Połowinki? - Tak. Naprawdę. - Dobrze. Pójdę i... Dziękuję. Zgodziła się! Zgodziła się! - To ja ci dziękuję. Spotkamy się na miejscu, dobra? - Ok. Tylko pamiętaj, jeśli usłyszę jakiekolwiek przekleństwo, nie idę. - Nie ma sprawy! Żadnego złego słowa ode mnie nie usłyszysz. Postawiła mi żądanie, ale widziałem, że się martwiła (a może miała nadzieję), że mógłbym je wyśmiać. A co za tym idzie, nie poszlibyśmy razem na zabawę. Czyżby już na kogoś liczyła? Chyba nie na Adama? Wczoraj z nim rozmawiała, ale chyba nie o Połowinkach? Zresztą Adam idzie z Mileną. Dziś się okazało, że rzucił Marię dla Mileny. Jak w ogóle można pomyśleć o tym, aby rzucić Marię? Nie rozumiem tego. Przecież jest taka ładna i inteligentna. Gdyby nie Adam, sam bym ją wtedy poprosił o chodzenie. Ale teraz jak jest sama nie potrafię jej poprosić o chodzenie. Chyba zakochałem się w Olce. Gdy wszedłem do klasy, od razu podszedłem do Marii (Olki nie było jeszcze w klasie). Powiedziałem jej, że Olka się zgodziła i idziemy razem na zabawę. Była zachwycona. Nie wiem co ona kombinuje (bo w swatkę na pewno nie bawi się bez powodu) i szczerze powiedziawszy, mało mnie to obchodzi. Byle nie było to coś złego. - Idziesz z Olką na Połowinki? - To był Kuba. Musiał usłyszeć jak rozmawiałem z Marią. - Tak. A co cię to obchodzi? - Nie ważne... – Powiedział jakby zamyślony i po chwili odzyskując rezon. – Oho! Widzę, że napięcie minęło. - Zjeżdżaj! Impreza odbywała się w hotelu. Był to hotel pięciogwiazdkowy z ogrodami wokół. Wspaniała sceneria. Zabawa zaczynała się powoli. Wzrokiem szukałem mojej partnerki. I nie tylko ja. Zauważyłem, że i Maria obserwuje wejście. Czyżby to nie był koniec? Ola weszła do sali. Mimo, że była ubrana skromniej od innych dziewczyn, wyglądała ładnie. Nawet jej włosy wyjątkowo nie stały jak u jeża, tylko gładko opadały na twarz (będę musiał ją przekonać aby zaczęła się tak czesać). Była już blisko, gdy podeszła do mnie Maria. Cicho kazała mi jej zaufać i bym nic nie mówił. Głośniej powiedziała: - Andrzej, zaprosiłeś mnie a jeszcze ani razu nie zatańczyliśmy. - Co?! - Cicho bądź kretynie! – Syknęła. - Ale... - O! Ola! Jak miło cię widzieć! – Powiedziała jeszcze bardziej tuląc się do mnie. – Już myślałam, że nie przyjdziesz. A to by była TAKA wielka szkoda. Ale widzę, że nie musiałam się o to martwić. A z kim przyszłaś? - Zaczęła się rozglądać jakby miała zamiar znaleźć gdzieś w tłumie partnera Olki, chociaż bardzo dobrze wiedziała z kim miała przyjść. Ola zmieszała się. Chciałbym jej powiedzieć, że to co mówi i robi Maria jest oszustwem. Jak mogłem kiedykolwiek dobrze pomyśleć o Marii? - Ja... z nikim... Przyszłam sama. Nie potrzebuję chłopaka, aby się dobrze bawić. A ty... Przyszłaś z Andrzejem? - Tak. Już tydzień temu mnie zaprosił. - To trochę dziwne. O widzisz, jeszcze tydzień temu chodziłaś z Adamem. Trafiony, zatopiony. Marii trochę zrzedła mina, ale po chwili się opanowała. - Ha, ha, ha, ha... Ale ty głupia. I co z tego, że byliśmy razem? Teraz już nie jesteśmy. Ale TY chyba najlepiej o tym wiesz. - Hm. Rozumiem, że nie mam po co cię oszukiwać, że nie wiem o co ci chodzi? - Dobrze myślisz. O czym one mówią? - A więc za to się mścisz? Właśnie zastanawiałam się, po co to wszystko. Teraz już wiem. - Wyjdź stąd. Zatruwasz…