melodramat · 4 min czytania
Jestem straconym uczuciem Jack'a
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Spotkali się, dość nieoczekiwanie, tylko wzrokiem. Stanęli naprzeciwko siebie. Jack chciał stamtąd jak najszybciej uciec, ale jej wzrok mu nie pozwalał. Oczekiwała wyjaśnień, choćby najbardziej błahych, jakichkolwiek. On nie chciał znowu się rozsypywać, wiedział, ile kosztuje powrót do pierwotnej formy. -Dlaczego już się nie odzywasz? - zapytała. -A dlaczego miałbym? - odburknął, chcąc mieć tę rozmowę jak najszybciej za sobą. -Jeśli nie chcesz, to nie musisz. Myślałam, że jesteśmy kumplami, albo przynajmniej nimi zostaniemy. Jack nie wiedział, co na to odpowiedzieć. Przecież zdawał sobie sprawę, że nie powinien liczyć na coś więcej. Dużo wcześniej dała mu to do zrozumienia. Milczał więc. Ona ponownie przerwała zgryźliwą ciszę. -Ostatnio jak wychodziliśmy, było fajnie, nie? -Idealnie. - stwierdził, a na jego ustach pojawił się niewymuszony uśmiech. -Myślałam, że jeszcze kiedyś to powtórzymy, a ty nagle przestałeś się odzywać. Patrzyła na niego znacząco, oczekując odpowiedzi na niezadane pytanie. -Co mam ci teraz powiedzieć? Wolisz usłyszeć prawdę, po której mnie znienawidzisz? Czy po prostu możemy uznać, że nasza znajomość nigdy się nie wydarzyła? -Wolałabym prawdę. - powiedziała z przekonaniem. Jack zaśmiał się i pokręcił przecząco głową. Patrzył na swoje buty albo na budynki obok. Patrzył na pustkę, która ich otaczała, tylko nie na nią. Zaczął jąkliwie. -Wiesz... Chciałem kogoś poznać. Ty wydawałaś mi się jedyną interesującą osobą z tego środowiska. W ogóle nie myślałem, że będziesz chciała ze mną rozmawiać. I…