Romans · 5 min czytania
Jeszcze bez tytułu.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział I Oblany ostatnimi promieniami słońca długopis długo kreślił zdania po białych kartkach papieru, zanim postanowił się zatrzymać i z hukiem wylądować na drewnianej posadzce. -Mam już tego dość! - krzyknęła myśl Agnieszki, krążąca od jakiegoś czasu w jej świadomości, po czym podniosła ją z krzesła i rzuciła z płaczem na łóżko. -Co się stało, kochanie?- weszła do pokoju Michalina z dwoma kubkami gorącej czekolady. -Czy coś spadło, bo słyszałam huk? -To tylko długopis- odpowiedziała Aga, ocierając łzy z różowych policzków, przy okazji rozmazując makijaż. -Ale długopis nie mógł narobić takiego hałasu... Z resztą nieważne. Muszę ci powiedzieć, że właśnie dzwonił do mnie Marek i zaprosił na trzecią randkę. Rozumiesz, trzecią randkę. Mamy iść do kina i pomyślałam, że może poszłabyś z nami? -Nie żartuj. Nie będę wam psuła wieczoru. -Nie bądź niemądra, głuptasku. Zobaczysz, będziemy się dobrze bawić, a ty przynajmniej oderwiesz się od tych swoich czarnych wizji. -Jesteś kochana, ale naprawdę będzie lepiej, gdy zostanę w domu. Mam jeszcze parę spraw do zrobienia. Poza tym czuję, że migrena mnie łapie. -Jeśli jesteś pewna, to tu masz czekoladę, a ja uciekam się stroić... Aha, czy pożyczyłabyś mi tą czerwoną sukienkę? -Pewnie, nie ma sprawy. Czyli będziesz dziś jego "Lady in red"- powiedziała Agnieszka, delektując się słodkim napojem. -W kinie będzie ciemno, z resztą wiesz, jacy są faceci. Może nawet jej nie zauważy - stwierdziła Michalina wyobrażając sobie, że cały wieczór Marek skupiałby się tylko na niej, a nie na filmie. -Nie powinnam wrócić późno, ale nie czekaj na mnie z kolacją, bo pewnie zjemy gdzieś na mieście. Z chwilą wyjścia wpółlokatorki Agnieszka zdjęła uśmiech z twarzy, wstała z łóżka, podniosła z podłogi pęknięty długopis, usiadła przy biurku, gdzie zamknęła zeszyt i spojrzała przez okno na drzewo porośnięte białymi kwiatami - oznaką nadchodzącej wiosny. Dwudziestej dziewiątej wiosny w jej życiu. Tak naprawdę nie miała żadnych ważnych spraw do załatwienia. Poza dołowaniem się i odpoczynkiem od pracy w pizzerii. Gdy rzucała studia z prawa, była przekonana, że już niedługo odkryje siebie i jak burza ruszy do celu. Niestety, lata upływały, a jej pewność nikła jak trufle na przyjęciu. Jeszcze tak rozmyślała, gdy usłyszała dzwonek do drzwi, a po chwili słowa dobiegające z przedpokoju: "Jak ślicznie dziś wyglądasz", "Jesteś naprawdę kochany", "Pięknym kobietom trzeba powtarzać takie