Fantasy · 12 min czytania
Jeszcze bez tytułu CZ. I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Zagłada. Nie przyszła pod postacią czarnego anioła ze świetlistym mieczem, ani ponownego narodzenia się Chrystusa. Nie pojawiła się w nagłym mgnieniu ognia, czy wielkim wybuchu, lecz również nie stanowiła cichego Holocaustu. Czy Bóg mógł jeszcze istnieć, skoro umiłowanego przez Niego świata już nie było? Czy nadal można nauczać na podstawie Biblii i przykazań, skoro ludzie nie byli już jedynym panującym gatunkiem?
Zagłada. Zjawiła się jak tasiemiec; rozwinęła i wchłonęła wszystko, co żywiciel miał jej do zaoferowania pozostawiając za sobą wielką pustkę. Może Boga nie ma. A może znudziliśmy się Bogu, tylko nie chcemy się z tym pogodzić?
ROZDZIAŁ I
Jedyne, co pamiętała naprawdę dobrze z życia na Ziemi, to było Słońce – ale to prawdziwe! Ostatni raz patrzyła na nie przez okno J-fera ojca, gdy w pośpiechu lecieli na stację. Było wtedy wielkie, w kolorze opalizującego oranżu, właśnie szykowało się do zapadnięcia w wieczny sen. Teraz patrzyła na dwa sztuczne słońca – już nie tak piękne i wielkie jak to pierwsze – słyszała, że wkrótce na orbitę zostanie wystrzelone jeszcze jedno.
Część 22 / 2
Nikt chyba już nie używał tak staroświeckiego imienia jak Agata, ale matka zawsze była sentymentalna – to właśnie jej rodzina jako ostatnia opuściła planetę przed jej definitywnym „zamknięciem”. Agata było nawet miłe, wyróżniało się. Fakt ten stanowił jeszcze jedną z tych: „drobnych rzeczy”, dzięki którym czuła się kimś wyjątkowym. Bo już jako dziecko pragnęła być niezwykłą, podziwiana i respektowaną. Jednak mając siedemnaście lat zdała sobie sprawę, że jest już zbyt późno, by w pełni zrealizować marzenia…
* Dwa słońca powoli zachodziły nad Kemeną i nad pałacem Betyle. Agata po raz kolejny przystawiła ołówek do prymitywnego szkicownika elektronicznego mając nadzieję, że w końcu uda jej się w zadawalającym stopniu odtworzyć malowidło na elewacji głównej wierzy strażniczej. Była już mocno zdenerwowana, a każdy kolejny rysunek był gorszy od poprzedniego. Jeszcze jedna nieudana linia, kolejny brzydki symbol, miała już tego dość! Wrzasnęła! Krzyk rozniósł się po Zachodnim ogrodzie donośnym echem. Cisnęła rozzłoszczona szkicownikiem o ziemię, to było jej w tej chwili potrzebne. Ktoś dotknął jej ramienia. Niczym oparzona Merkuriańska pochodnią odskoczyła w tył wydając z siebie głośne tchnienie. „Uspokój się, to tylko eunuch!” – Nie była pewna, czy ma rację. Odwróciła się i jej wzrok padł na wysokiego, mocno zbudowanego Peurana ubranego w jaskrawożółtą kobiecą szatę. Odetchnęła z ulgą. Paciorkowate oczy eunucha nie były nisko spuszczone jak zawsze, gdy przebywała w towarzystwie któregoś z „wyższych” domowników pałacu. Mężczyzna stał dumnie wyprostowany nie kryjąc swojej pogardy w stosunku do niej. Agata uważnie badała jego gładką twarz, na której nigdy nie pojawią się chwalebne złote ani srebrne tatuaże. Jedyne, co mogło tam zostać wymalowane to pogarda, może smutek, a z pewnością strach i posłuszeństwo. Było jej go trochę żal, ale tylko trochę. Ostatecznie nie darzył jej żadnym szacunkiem. - Książę cię do siebie wzywa – rzekł oschle. - Czego on chce? - Nie wiem… pani. – słowo „pani” wypowiedział tak ironicznie, że dziewczynie zabulgotała krew w żyłach, zacisnęła mocno pieści. Jej wzrok padł na rzucony wcześniej elektro-szkicownik i przez głowę przeszła jej myśl, że eunuch musiał wszystko widzieć. „No tak, kolejny przykład ludzkiego nieokrzesania” – pomyślała. Peuronowie wysoko cenili sobie opanowanie i umiejętność zachowania zimnej krwi w niemal każdej sytuacji, dlatego byli jedynymi z najlepszych zawodników na walkach w Koloseum już od samego ich poczęcia. - Gdzie jest Barraya? - Jeżeli nie wrócił do swojej komnaty, to nadal przechadza się po ogrodach. - W porządku, dziękuję. Możesz już iść. - Nie ty o tym decydujesz. Rzuciła mu zaskoczone spojrzenie, lecz eunuch wykrzywił tylko lekko wargi w złośliwym uśmiechu, odwrócił się na pięcie i odszedł zostawiając na wilgotnej trawie odciśnięte ślady drewnianych sandałów.
Barryi nie było w jego komnacie – mogła się tego spodziewać – choć w pozostawionym pustym pomieszczeniu wciąż jeszcze pachniało kadzidłem. Niemal bez namysłu skierowała się ku Północnemu ogrodowi. Młody następca tronu siedział na marmurowej fontannie, a przy jego boku oparta o brzeg stała katana. Książę nie zauważył, gdy w ogrodzie pojawiła się ziemianka. Patrzył na swoje posiniaczone i obandażowane dłonie. Dziewczyna zbliżyła się do niego, wyglądał naprawdę fatalnie. Gdy nosił kompletny strój nie zdawała sobie sprawy z tego ile poświęcał treningowi przed zawodami w Koloseum. Teraz, gdy był ubrany jedynie w zwiewną tunikę, na błękitnej skórze wyraźnie odcinały się długie, czerwone rany, zadrapania i siniaki, których nie było, gdy pierwszy raz – dwa tygodnie temu – pojawiła się w Betyle. Ponadto twarz Barrayi miała niezdrowy ziemisty kolor. Książę uniósł nieco głowę. Spostrzegłszy Agatę chciał wstać. Oparł obie ręce na brzegach fontanny, widać było, że całe jego ciało drży. - Nie musisz, książę…! – dziewczyna krzyknęła odruchowo. Barraya wstał mimo to, robiąc jej miejsce u swego boku. - Cieszę się, że przyszłaś… - A miała jakiś wybór, książę? Uśmiechnął się nieznacznie. Agacie wydało się, że ten drobny gest kosztował go wiele wysiłku. W paciorkowatych ciemnoniebieskich oczach Barrayi kryła się, co prawda pogoda ducha, ale i wielkie zmęczenie, wręcz wyczerpanie. - Jesteś naszym gościem, a w ostatnim czasie nie miałem dla ciebie zbyt wiele czasu – wskazał dłonią na marmurową ławkę, Agata usiadła. – Nie zdziwiłbym się, gdybyś nie zechciała zjawić się na moje wezwanie. - Czy kobiety na Peuronie tak robią? - Nie… – roześmiał się krótko. – Nie zupełnie. Tak czyni większość arystokratek. - Masz szczęście książę, że jestem tylko córką naukowca i dyplomaty. - Może masz rację. - Czego sobie życzysz? - Czy nie zechciałabyś mi towarzyszyć podczas turnieju? - Słucham? Nie udało jej się zdusić zdziwienia