Inne · 3 min czytania
jeszcze jedna opowieść o moim mieście
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kiedy ci opowiem o mieście, gdzie się urodziłem, zdziwisz się ilością wypitego alkoholu. Zaskoczy cię też ilość dziwek przewijających przez kartki mojej opowieści. Gdzieś w środku tego wszystkiego znajdziesz mnie samego. Przestraszonego, samotnego, zagubionego pośród nocy.
Urodziłem się w wielkim mieście. W szpitalu nie wiadomo jak starym. Swoim krzykiem obwieściłem przyjście na świat. Potem tułałem się po wsiach, małych miasteczkach i innych miejscach, gdzie moich rodziców rzucił los. Jednak ten był złośliwy, z powrotem przygnał mnie do wielkiego miasta u ujścia wielkiej rzeki.
Poznałem tutaj wszystkie zaułki, podejrzane zakamarki i działki na międzyrzeczu. Znałem lokalizacje wszystkich nocnych sklepów z monopolem i miejsc, gdzie go można spożyć. Posiadłem prawie przez zasiedzenie ławki w parkach. Tam spotykaliśmy się wieczorami i topiliśmy nasze smutki w alkoholu.
Altanka na działce Romana nie była mała, jednak nie należała też do największych. Dość, by pomieścić nas czterech. Przychodziliśmy tu dwa razy w tygodniu. Zostawialiśmy nasze żony, dziewczyny, dzieci. Tworzyliśmy sobie azyl przed światem.
W ciasnych zakamarkach pokoiku altanki było nas czterech. Czterech muszkieterów, jak żartowała moja żona w