Fantasy · 13 min czytania
Jeszcze nie ma
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tytuł
Był doświadczonym liściem. Wyrósł jako jeden z pierwszych na swojej gałęzi. Największy ze swoich sąsiadów. Najwcześniej ze wszystkich zaczął żółknąć. Uważał się za przedstawiciela starszyzny. Choć nigdy nie rozmawiał z żadnym ze swoich sąsiadów, wiedział, że patrzą na niego z podziwem. Od pewnego czasu nim i jego współbraćmi w chloroplastach targały silne porywy wiatru. Drżał najmocniej i najdłużej. Oderwał się jako pierwszy. Poczuł się bezwolny, przytłoczony przez ogrom przestrzeni. Szybował wysoko. Odbił się od czegoś, co swoją materią w żaden sposób nie przypominało Miejsca. Kolejny podmuch zakręcił nim silnie. Poczuł, że znów na czymś ląduje. Ale to też nie było Miejsce. Mimo to spróbował połączyć się i pobrać wodę. Bezskutecznie. Nagle poczuł jak coś miażdży jego delikatną strukturę. Szarpnął naczynkami w agonii. Gdyby potrafił mówić, widzieć i rozróżniać obuwie przeklinałby w duchu czarny glan, który skrócił jego ekspansję.
I - Uaaaaa.. Dlaczego tak wieje ? Pytam się dlaczego musi tak wiać ? Nikt nie kwapił się by udzielić mu odpowiedzi. We troje usiedli na oddzielającej pas zieli od chodnika rurce. Czwarty położył plecak na znajdującym się naprzeciwko trawniku i zajął na nim miejsce. Tssssss- syknęła otwierana butelka. - Rzućcie grzałe Zapalniczka poszybowała do jego ręki. Tsssssss. Upił długi łyk - Jak z niedzielą w tym tygodniu ? Spojrzał pytająco na siedzącą obok. - Nie nasza kolej- Odpowiedziała wesoło - O dżizas… To co ja będę robił w domu ?! Chyba pójdę do kościoła Na twarzach całej czwórki zagościł przelotny uśmiech - Widział ktoś ostatnio Johna ? - Był tu wczoraj, jak się zmywałem o 11 to jeszcze siedział i nie wyglądał na takiego, który wybiera się do domu. - Taaaaaaaaa- Siedzący na trawie uśmiechnął się do swoich brudnych myśli- Dzwonił do mnie przed północą, ale go nie odebrałem. - Ciekawe, co chciał ? Kolejny zbiorowo- ironiczny uśmiech. - Patrzcie, kto jedzie- wyrwało się przechylonej do granic stabilności Wszyscy spojrzeli we wskazanych kierunku. Istotnie nadjeżdżał. - Co chciałeś buraku ?- przywitał go jeden z siedzących - Kasa !- powiedziała podając przyjezdnemu rękę. Trzeci i czwarty uczynili to bez słowa. Nowoprzybyły odstawił rower. Zajął miejsce obok trzeciego. - Będzie John ?- zapytał grzebiąc w kieszeni kurtki. Upewniwszy się co do jej zawartości, podjął stojący na chodniku browar i upił słuszny łyk. - Pewnie pojawi się koło 8, Co się tak krowo rozpychasz !? Żachnął się na siedzącą obok - A co ? nie pasuje Ci coś ? Whona fight ?! Whona fight ?! Odparowała komicznie unosząc pięści. Zaczęli okładać się w improwizowanym bullet time. - Niech mówią, że.. to nie jest miłość- zanucił siedzący najbliżej „walczących” Siedzieli przez chwile w milczeniu, obserwując co wiatr wyczynia z nielicznymi liśćmi i śmieciami wokół nich. - Zimno jest. Idę na chwile do domu po sweter, kto pójdzie ze mną? Spojrzała pytającą na niedawnego sparing-partnera. Ten z kolei przybrał przesadzony grymas twarzy i spojrzał na siedzącego po drugiej stronie zadającej mu to niewygodne pytanie - Idź Ty, bo ja już nie mam do tej mendy siły - Hupszsz- wykonała na wyrodnym chłopaku improwizowany cios połączony z onomatopeją rodem z filmów karate lat 70. - Eeeee- zamarudził tamten, ale nie potrzebna była fachowa wiedza z zakresu psychologii, by zorientować się, że dał się już przekonać - No chooodź- Wstała i zaczęła przeskakiwać z nogi na nogę. Zwlekł się powoli. Otrzepał spodnie na tyłku, bardziej z przyzwyczajenia niż z konieczności. W swoim niespełna dwudziestoletnim życiu zdarzało mu się siadać w miejscach, w których zwykły człowiek nie chciałby nawet przystanąć, nie mówiąc już o czymś bardziej zaawansowanym. - Jak będziecie wracać to kupcie jeszcze ze 2 bronxy- usłyszeli na obchodne - 3- krzyknął siedzący na plecaku - I chipsy - I kurczaka - Całe życie z wariatami- powiedział, kiedy przechodzili przez ulice. Zachichotała. Starał się nie wąchać. Z pobliskich knajp pachniało zawsze czymś ciepłym z roztopionym serem i kosztującym ponad 10zł. Nie żeby nie lubił. Po prostu był głodny i nie miał kasy. - To mówisz, że wyjeżdżasz? Spytał, choć znał odpowiedź. - Pierdolisz, gdzie ? Odpowiedziała śmiejąc się Uśmiechnął się szeroko. Była żywym dowodem na to, że można być jednocześnie kimś wulgarnym a jednocześnie pełnym wdzięku. Popatrzył na nią z ukosa. Jak one to robią ? Zastanawiał się. Pogrążył się w pseudofilozoficznych rozmyślaniach. - Gdzie leziesz? Zapytała z nieukrywaną drwiną w głosie Faktycznie, zamyślony przeszedł klatkę, w której mieszkała. Uśmiechnął się krzywo i znalazł się przy właściwej w 5 krokach. Wspinaczka do góry. Czwarte piętro. Podobno od piątego jest już rozrzedzony tlen. Oczywiście nie był tego pewien, ale jakoś nigdy nie chciało mu się sprawdzić. Przekręciła klucz w zamku. Wszedł za nią. Typowe m3. Bywał tu już wiele razy. Jak zawsze zatrzymał oko na osobliwych drzwiach. Można było je rozdzielić na 2 czesci. Drzwi właściwe- stworzone pewne w Praktikerze, Castoramie, czy Ikeii, oraz drzwi widoczne- całe obklejone setką plakatów, zdjęć, tabliczek ostrzegawczych, które można było spotkać min na PKP, obiektach monitorowanych, transformatorach, słupach wysokiego napięcia. Gdyby ktoś mający odpowiednie uprawnienia wtargnął do tego pokoju i zechciał wystawić mandaty za każdą nielegalnie zdjętą tabliczkę, raczej nie kupiłaby sobie nowych ciuchów, nie pojechała na wakacje i z przykrej konieczności rzuciła palenie. Ale, że nikt taki nie przebywał w pobliżu, ani też nie dysponował nakazem rewizji… Cos przyszło mu do głowy. - Wiesz co.. ? A mnie w kościele wisi w kruchcie zajefajna tabliczka. „osobom nie należącym do chóru wstęp wzbroniony” - Chce ! Chce ! Zapałała entuzjazmem- Jak mi ją przyniesiesz to będziesz zajebisty ! Pomyślał chwilę. I tak jest zajebisty, ale perspektywa gwizdnięcia tabliczki z przedsionka kościoła wywoływała u niego przyjemny dreszcz emocji. - Zgoda, przyniosę- oświadczył promiennie. Sweter okazał się za wielkim o 3 rozmiary czarnym potworem. Sięgał jej prawie do kolan. - Ładny ? Zapytała naciągając go, co spowodowało, że sięgnął jej niemal łydek. - Chujowy - Aha, to fajnie. Opuścili mieszkanie i udali schodami w dół. Po drodze kupili 2 piwa i czerwone Viceroye. - A gdzie kurczaki ? Powitali ich siedzący. W międzyczasie przybyło ich jeszcze 3, w tym wyczekiwany John - Brakło Siedzący najbliżej wyjął rurkę. Ci, którzy…