Fantasy · 11 min czytania
JEZDZCY
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Na kolację zaprosił mnie znajomy z ulicy. Znałam go tylko z widzenia i bardzo mnie intrygował. Taki mój osobisty „tajemniczy nieznajomy”, który pojawia się nieoczekiwanie na drodze każdego dnia. Wyglądało to tak, jakbyśmy śledzili się nawzajem, aż do pewnego poranka, kiedy to po raz pierwszy się do mnie odezwał. Zgodziłam się bez namysłu. W ciele czułam adrenalinę, w duszy radość, a w umyśle niepokój.
Restauracja była piękna i kosztowna. W dużej sali siedzieli mężczyźni w garniturach z kobietami w drogich kreacjach. W mniejszej znajdowało się kilka stolików ze szkła i ogromne lustra na ścianach. Tutaj mógł wejść każdy, o ile oczywiście posiadał wystarczającą ilość gotówki przy sobie, ale nie był tu wymagany ani krawat, ani pantofle wypolerowane na glanc. Czułam się niepewnie. Nigdy wcześniej nie byłam w miejscach dla tzw. ”pierwszej klasy”. Podeszła do nas schludnie ubrana dziewczyna i zaprowadziła do stolika dla trzech osób. -Dla trzech?- zdziwiłam się. -Chcę byś kogoś poznała- wyjaśnił mój "tajemniczy nieznajomy" ale on dołączy do nas później.
Wieczór zapowiadał się wyjątkowy. Czułam, że nie powinnam tu z nim być a jednocześnie,że własnie przy nim jest moje miejsce. Było w nim coś przyciągającego. Niebezpieczeństwo odbijało się od jego blików na źrenicach i wpadało do moich. Jego oczy były czarne i mądre. Ufałam im i nie wiedzieć czemu czułam, że to bardzo dobrze znane mi oczy. Nie znalazłam w nich pożądania, ani fałszu. Było w nich coś znajomego, coś, co sprawiało, że byłabym skłonna pójść za nim na koniec świata, gdyby tego ode mnie zażądał. Ale nie zrobił tego. Spojrzał na mnie i powiedział: -Bóg dał nam wolną wolę. Po czym zamówił trzy drinki. A chwilę po ich przyniesieniu przez tą ładną kelnerkę zjawił się oczekiwany przez nas gość. Był gruby i ryży. Zaczęli rozmawiać tak, jakbym się nagle stała przeźroczysta. Nawet mnie nie przedstawił. Wyczułam nieprzyjazną atmosferę. Gruby wypił drinka i nie patrząc na mnie podał mi swój numer telefonu i adres i powiedział żebym zjawiła się tam jutro przed północą. Potem wstał od stolika i odszedł bez słowa. Schowałam kartkę z adresem do kieszeni i pytająco spojrzałam na „tajemniczego nieznajomego”; on wstał, wziął mnie za rękę i poprosił abym z nim zatańczyła. Gdy objął mnie wpół, dreszcze wraz z uczuciem lęku pokryły moje całe ciało małymi kolcami i tak szybko jak się pojawiły, zniknęły, gdy bliżej mnie do siebie przysunął. Jego ciało dotykało mych ubranych piersi, ale ja nie czułam podniecenia; dziwne, ale to tak jakbym tańczyła z bratem, choć nie wiem, jakie to uczucie, bo takowego nie posiadam…
…Rozstaliśmy się przed północą. Wróciłam do domu, który nie był moim Domem i położyłam się do zimnego łóżka. Obudził mnie świt i te promienie pieprzonego słońca, których tak nie znoszę. Wyszłam na ulicę zobaczyć czy matka wraca z nocki, ale nie, nie wracała…
Część 22 / 2
…Poszłam tam gdzie wskazywał adres. Miałam przyjść późnym wieczorem, ale nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Przed jego domem było dużo ptaków. Ciekawość coraz bardziej mnie ogarniała. Nie był sam, nagle mnie nakryli, ale nieźle z tego wybrnęłam. Było ich trzech: ”tajemniczy nieznajomy”, gruby i blondyn o kocich oczach. Ten ostatni podszedł do mnie i powiedział, że mówią na niego kogut, ale nie chciał znać mojego imienia i dobrze, bo sama już go nie pamiętałam. Zaprosił mnie do środka.
Pokój był cały w kwiatach, a po środku stały cztery fotele. Usiedliśmy. -Chcesz zapalić?- spytał gruby. -Po co mnie tu wezwaliście? -Zapal proszę, wszystko ci się rozjaśni. Zapaliłam i pokój rozjaśnił się w przepięknych barwach. Nagle w moich dłoniach pojawił się puchar wypełniony winem; w ich dłoniach także. -Czego byś chciała dla świata?- zapytał „tajemniczy nieznajomy”; -Zagłady!- odpowiedziałam bez namysłu. Słowo to jakby samo; bez pytania mnie o zdanie wyskoczyło z ust i mocno zahuczało w uszach; -A, więc wypijmy za to!- dokończył "tajemniczy nieznajomy"; -Wypijmy!- powtórzyli towarzysze dziwnej biesiady wznosząc puchary ku górze…
…Wypiliśmy. Po chwili siedziałam z nimi w samochodzie i czułam się członkiem tej mafii. Przystąpiłam do nich, choć wiedziałam, że mogę zginąć, gdy zechcę odejść, ale podniecała mnie ta myśl. Ryży gdzieś pobiegł i zaraz miał wrócić. Dwaj pozostali rozmawiali o swoich brudnych interesach, niektóre mnie przerażały, ale bardziej imponowało mi to, że mówili o tym przy mnie, czułam się potrzebna i godna zaufania. Postanowiłam ich nie zawieść. Po chwili blondyn też gdzieś znikł. -Kogut cię polubił- odezwał się mój „tajemniczy nieznajomy”; -A ty? -Masz tyle w sobie siły, troski i nienawiści, że pasujesz. -Do czego pasuję?- spytałam. -Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie…o chłopaki już wracają. Spojrzał na mnie z uśmiechem i dokończył: -Polubiłem cię od razu. Fala przyjemnego ciepła połechtała moją próżność. Trzasnęły drzwi od auta. -No to jedziemy, już pora!- wykrzyczał Kogut i chwycił za kierownicę.
Auto ruszyło, a my wraz z nim. Mijały nas domy i drzewa iglaste. Przejeżdżaliśmy przez niewielką rzekę po małym pomoście, niestety był zbyt wąski i samochód spadł. Nic się nikomu nie stało. Gruby wyciągnął go