Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 22 min czytania

Jezioro

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Tej nocy bardzo dobrze mi się spało. Byłem szczęśliwy, że Ellie w końcu jest w domu, oczywiście zdaję sobie sprawę, że na jakiś czas może znikać, ale ważne, że jest już z nami. Całą noc śniły mi się jej opowieści o tym co robiła gdy zniknęła. Wtuliłem głowę w poduszkę dla wygody i otworzyłem leniwie jedno oko, by sprawdzić czy wszystko jest w najlepszym porządku i jako, tako było. Po głębszym zaznaniu się z wyglądem mojego pokoju zamknąłem znów oczy i przewróciłem się na drugi bok. -ach.. święty spokój i cisza…- mruknąłem zadowolony z obecnego stanu atmosfery. Leżałem tak chwilę, gdy zleciałem jak długi z łóżka. „I'm a leading man And the lies I weave are oh-so intricate, oh-so intricate I'm a leading man And the lies I weave are oh-so intricate, oh-so intricate”- w domu rozległa się głośna muzyka. Podniosłem sie z podłogi i rozejrzałem się po pokoju. Muzyka stawała się coraz donośniejsza, jeszcze trochę i domem zatrzęsie. Podszedłem do okna i rozsunąłem zasłonki w jednej chwili oślepiło mnie rażące światło słońca. Założyłem moją bordową koszulkę do pępka i wyjrzałem na korytarz. -czysto.. stwierdziłem po chwili, ale po chwili otworzyły się jedne drzwi i z nich wyszedł Horo. -ty?! Co ty tu robisz?! Co ja robię? Co ty tutaj robisz?!- wrzeszczeliśmy wszystkie pytania na równi. Wkońcu ucichliśmy i tępo patrzeliśmy na siebie nie wiedząc od czego zacząć. -tak wogóle, która jest godzina?- spytałem pierwszy. -nie wiem…chyba koło 9:00, a co?- spojrzał na mnie pytająco, gdy po domu znów zabrzmiały głośne dźwięki muzyki. Zaciekawieni i lekko ogłuszeni zeszliśmy po schodach na dół. W salonie, przed telewizorem, na sofie siedziała Ellie w jedwabnym, przewiewnym szlafroku sięgający długością do ud dziewczyny. Brunetka w jednej ręce trzymała pilota, a w drugiej szklankę z sokiem, z lodem w kostkach. -cześć Ellie.- odezwał się Horo. Brunetka nie odpowiedziała jedynie machnęła ręką. -jak Ci się spało?- spytałem, siadając obok niej, a Horo usiadł po jej drugiej stronie. - cholernie parzące słońce obudziło mnie swoimi natrętnymi promykami!- burknęła nawet na nas nie patrząc. Zauważyłem, że brunetka bardzo ciężko i szybko oddycha. -coś ci jest?- spytałem, patrząc na nią. -nic poza tym, że cholernie mi gorąco.- mruknęła i wstała z kanapy -gdzie idziesz?- spytał Trey zabierając pilota z kanapy. Wyczaił na programach jakiś kabaret to go zostawił ściszył trochę telewizję. -do pokoju.- burknęła. -no posiedź z nami.- nalegał Trey -nie będę siedzieć z wami w szlafroku do ud!- krzyknęła. -wstydzisz się nas?- zapytał znowu snowboardzista z chytrym uśmieszkiem. Brunetka spojrzała na niego wściekle i nie wiadomo skąd walnęła go poduszką w twarz. -jeszcze raz, a powiadam Ci, że wykopię Cię w taką pogodę na trening!- wrzasnęła oschle. -a właśnie czemu Anna dzisiaj znowu nas nie budziła wcześniej?- zaciekawiłem się. Brunetka podeszła do mnie i schyliła twarz ku mojej patrząc prosto w oczy. -bo…poprosiłam ją i Pilikę żeby dały wam dzisiaj spokój, a wczoraj was nie budziły, bo zaspały.- powiedziała i poszła po schodach na górę. -jakaś, wściekła dzisiaj jest.- skwitował Trey patrząc wciąż w stronę schodów. -a..pewnie przez pogodę.- mruknąłem, kładąc ręce za głową. -o stary, kobiety, kto je zrozumie?- mruknął ironicznie i zaczął oglądać kabaret. Spojrzałem też przez chwilę na schody i myślałem czy by nie pójść do brunetki.-daj jej spokój.- poczułem dłoń przyjaciela na ramieniu-przejdzie jej.- powiedział z uśmiechem na twarzy i wrócił do oglądania. Ellie: -czy mi zawsze musi być tak gorąco?! W takie dni normalnie oddychać nie idzie!- byłam wściekła jak osa. Nie dość, że mnie słońce obudziło przez słońce jest mi gorąco to jeszcze nie mogę znaleźć krótkich spodenek.- Anna sama mi dziś powiedziała, że nie da rady zrobić chłopakom treningu, bo jest za gorąco, a Pilikę trzeba było ubłagać.- mruczała do siebie przerzucając starty ubrań- no, i nie ma!- wrzasnęłam wnerwiona. Chwyciłam za ostre nożyczki i długie jeansy. Położyłam spodnie na wykładzinie i odmierzyłam linię cięcia. Nożyczki zabłyszczały groźnym blaskiem w słonecznych promieniach i ruszyły do akcji. Spodnie stały się szortami, która sięgały jedynie do ud. Zadowolona ze spodenek założyłam je na siebie i poszukałam przewiewnej bluzeczki na ramiączkach. Włosy związałam w kitkę z tyłu głowy. Spojrzałam na łóżko, gdzie leżał Koichi w postaci kota. ~a Tobie nie gorąco?- spytałam, kładąc się na kołdrze. Kocur przyczłapał się bliżej i przystawiał się, by go pogłaskać. ~trochę…- odpowiedział, łasząc się podczas drapania go w brzuszek. Do moich uszu dobiegło pukanie. -czego?!- warknęłam nieprzyjemnie. -mogę?- w drzwiach stanęła Aya również w szortach i koszulce na ramiączkach. -właź.- odpowiedziałam nadal leżąc na łóżku -ale pogoda, nie? Duchota jak nie wiem co…- usiadła obok mnie i też się położyła w identycznej pozie. -no, ja ledwo oddycham…- pożaliłam się przyjaciółce. -wiem, Ren mi powiedział.- oświadczyła z uśmiechem. Wzruszyłam ramionami dalej głaszcząc kota po brzuchu.- idziemy na śniadanie?- spytała od niechcenia. -a co będzie?- spytałam z wyrazem mówiącym „nie chce mi się nic jeść”. Wtem rozległo się znowu pukanie. -kto znowu?!- wrzasnęłyśmy oburzone, że ktoś nam przerwał. Do pokoju wleźli Ren i dwaj Asakurowie.- a wy tu po co?- warknęłam do nich. -idziecie na śniadanie?- spytał Yoh -będzie coś pysznego i niezbyt zwyczajnego.- dodał Hao, a Ren spojrzał na mnie pytająco. -nie chce nam się.- odezwałam się pół żartem. -czyli idziecie.- warknął Ren z wrednym uśmiechem. Wiedziałam, że to podstęp! Spojrzałyśmy na siebie z Ayą potem na chłopaków. -a niby jak?- spytałam z uśmiechem na twarzy. Chłopcy bez słowa podeszli do nas i Hao oraz Yoh chwycili ją za nogi i ręce i tak ja wynieśli, ale ja chyba miałam gorzej. -no to idziemy.- mruknął Ren chcąc mnie capnąć za jednym zamachem już mnie miał, ale się wychyliłam -ja nigdzie nie idę.- burknęłam chcąc zwiać z pokoju, ale KOichi zagrodził mi drogą w postaci tygrysa- ty zdrajco!- krzyknęłam i już poczułam dłonie Rena na ciele. Chłopak przerzucił mnie sobie przez bark(jak Shrek Fionę) i tak mnie niósł! A mnie brzuch przez niego bolał! Zabije go! Ale było mi tak gorąco, że niezbyt miałam siły się wyrywać, zresztą co mi tam? Wytrzymam. Tao niósł mnie przez korytarz, salon i kuchnię? -ej, gdzie ty mnie niesiesz?- spytałam zdziwiona. -na taras głuptasie.- odpowiedział z wrednym uśmiechem -że co proszę?- warknęłam, waląc go w plecy. -już.- postawił mnie na ziemi i poszedł sobie do stołu. Wzruszyłam ramionami i zasiadłam między Trey’em, a Ayą. Na taras wparował Ryo z wielką tacą, a na niej pucharki z lodami. -trzeba było tak od razu!- powiedziałyśmy ja i Ayą patrząc chciwie na dwa największe pucharki. Gdy tylko Ryo postawił tacę czerwonooka pierwsze zwinęła te dwa pucharki i podała mi jeden. Zaczełyśmy wsuwać lody z prędkością światła, ale chłopacy też byli nieźli. Anna, Tamara i pilika jadły spokojnie i powoli natomiast Jun z przyzwyczajenia wybierała łyżeczką lody młodszego brata. -Jun przestań!- krzyczał Ren. Zielonowłosa zachichotała słodko i dalej na złość bratu wyjadała mu przysmak. Aya wylizywała pucharek, a ja gapiłam się na wielkie słońce. Na moim czole ukazywały się kropelki potu, a biust falował w trybie szybkich wdechów i wydechów. ~Co by tu wymyślić? Ych…właśnie!- zerwałam się z miejsca, gdzie obecnie siedziałam i wbiegłam do domu. Wpadłam do mojego pokoju ożywiona na maxa i przeturbowałam znowu szafę. Znalazłam to co chciałam. Prędko się przebrałam w łazience i poleciałam znowu na dół. Wszyscy już siedzieli znudzeni i próbowali się jakoś ochłodzić. -LUDZIE!- wrzasnęłam. Oczy wszystkich zwróciły się ku mnie -JEDZIEMY NAD JEZIORO! -tak!- okrzyknęli wszyscy z nagłym przepływem energii. -to będzie dla was dobry trening i zabawa.- szepnęła Anna. Jednak nikt nie usłyszał jej słów, bo czym prędzej popędzili do swoich pokojów. -no Ellie, ty naprawdę masz świetne pomysły..ładny strój.- powiedziała Jun, która też pobiegła do siebie. Po niecałych 5 minutach każdy był gotowy. Dziewczyny uzbrojone w kremy, olejki, gazetki, okulary przeciwsłoneczne, ręczniki, a chłopaki gogle z rurką, dmuchane zabawki wodne(Choco!), deska surfingowa, okulary i również krem(Ryo przede wszystkim xD) no i ręczniki. -Wielki Kciuk!- krzyknął Ryo zaraz potem pojawił się samochód jego „kumpla z drogi”. Wpakowaliśmy się na samochód i ruszyliśmy nad orzeźwiająca wodę. Aya przez cała drogę wydurniała się z Hao, Choco opowiadał beznadziejne dowcipy, a Horo się nad nim pastwił. Anna z Yoh rozmawiali o treningu w wodzie, a Ryo siedział w środku z Billy’m. Ja natomiast siedziałam na kolanach Rena i patrzyłam przed siebie. -aaa, parzy!- syknęłam odrywając łokieć od gorącej powierzchni samochodu. Uwiesiłam ramie na szyi Rena i tak już siedziałam do końca podróży. Gdy dotarliśmy do upragnionego miejsca, okazało się iż Billy zostanie z nami, na co Ryo niezmiernie się ucieszył. Słońce piekło coraz mocniej, a wiatru w ogóle nie było. A niebo było czyste bez żadnej chmurki. Na plaży był spory tłum, ale co tu się dziwić skoro tak gorąco? Rozłożyliśmy się na plaży w pobliżu drzewa. Dziewczyny szykowały się do opalania na słońcu, ale ja nie miałam na to ochoty. - ej patrzcie czy to nie Lyserg z dziewczynami?- spytał Yoh patrząc w bok. Istotnie na drugim końcu plaży siedział Lyserg pochłonięty rozmową z grupą Sharony czy jak jej tam było. Nie poznałam ich jeszcze prócz Lyserga xD. Ren rozejrzał się po plaży i wstał otrzepując swoje biodrówki z jeansu. -Ren w coś ty się ubrał?! Nie gorąco ci?- spytałam, podchodząc do niego. -nie…mam pod tym jeszcze spodenki kąpielowe…- pochwalił się złotooki. Spojrzałam na niego zdziwiona. -o mamo ja już bym nie wytrzymała z gorąca na twoim miejscu.- mruknęłam oszołomiona. -jestem twardszy.- powiedział chytrze -co ty przepraszam, sugerujesz?- spytałam, przybliżając twarz do jego. -nic…- odpowiedział. Prychnęłam do niego i poszłam bliżej wody. Spojrzałam na Trey’a, który powoli wchodził, by nie dostać gęsiej skórki. -Trey, ale z ciebie żółw!- mruknęłam i bez zastanowienia całkowicie sucha wskoczyłam do wody. Otworzyłam oczy płynąc pod wodą i wynurzyłam się na powierzchnię. Zauważyłam trochę dalej pływających w pocie czoła Asakurów. Widząc ich poczynania zachciało mi się śmiać. -Ellie! Oriętuj się!- dobiegł mnie krzyk Ayi. Gwałtownie się odwróciłam, a na mnie leciała dmuchana piłka. Odbiłam ją cofając się do tyłu i po chwili siedziałam zanurzona w wodzie. Nie jestem najlepsza w siatkówkę i nigdy nie byłam. Wynurzyłam się z wody, ale zostałam zalana, tym razem przez Trey’

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Jezioro — czytnik · opowiadania